大阪へようこそ

Odkąd wysiedliśmy z samolotu czułem się jakiś dziwny niepokój.

Wszędzie otaczają nas niezrozumiale napisy i ludzie w maseczkach na twarzy. Na zewnątrz piękne słońce, od którego mrużę oczy, czuję dziwne odrętwienie, bo dla organizmu jest późno w nocy.

Angielskich napisów prawie w ogóle nie widać. Tabliczki z nazwami peronów oraz drogowskazy na szczęście oznaczone są w dwóch językach, więc połapanie się ze stacjami nie stanowi żadnego problemu. W pociągu z Kansai do stacji Namba jesteśmy chyba jedynymi turystami, pomimo tego dla miejscowych jesteśmy zupełnie przezroczyści, nikt nie zwraca na nas uwagi.

Umiejętność posługiwania się językiem angielskim przez pracowników kolei, czy też sklepów w których robimy zakupy – słabiutka. Zza okna podziwiamy pierwsze obrazki z Japonii zachwycając się prawie 4 kilometrowym, dwukondygnacyjnym mostem łączącym ląd z największym na świecie lotniskiem wzniesionym na sztucznej wyspie.

Wysiadamy na Namba Station. Piękny, ogromny dworzec z wieloma wyjściami. W środku oczywiście sklepy, restauracje i oceany ludzi.

Łazimy między piętrami i za chiny nie możemy znaleźć windy do hotelowego lobby. Udaje nam się je znaleźć dopiero gdy wychodzimy na zewnątrz dworca.

W hotelu jesteśmy po 10, trochę wycieńczeni ale nie jest tak źle bo pokój na 32. piętrze dostajemy z miejsca choć check-in jest od 15.

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podroze i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s