Będę próbował wieść życie pełne puchu i piany, ale nie chcę żyć z presją, że musi mi wyjść, że musi mi się udać, bo trzeba odnosić sukcesy za wszelka cenę, być najlepszym… bo tego się ode mnie oczekuje… bo skoro innym się udaje to mnie musi też… bo wszyscy patrzą.. bo będzie wstyd… bo świat nie lubi przegranych…
Świat materialny mnie interesuje, bardzo lubię wyrafinowane, przeto drogie rzeczy, ale nie muszę ich mieć stu.
Nie stać mnie na taki standard życia, nie jestem wstanie dotrzymywać kroku takim osobom.
Czasem po prostu doświadczam z ich strony niezapomnianych, miłych chwil, dobra, które w połączeniu nadają smaku i wyrafinowania mojemu zwykłemu codziennemu życiu.
Zwykle potem rezygnuję z takich znajomości, bo na dłuższa metę nie jestem w stanie….
Nie zaryzykuje bycia z kimś takim, bo boje się, że będę tylko dodatkiem, że za dużo ryzykuję, że zostanę z niczym, że za bardzo się przyzwyczaję, że nic nigdy nie będzie „nasze”, że słysząc słowo „nasze” tak naprawdę myślimy „ja kupowałem, więc jest moje”, boję się, że nie zniósłbym porażki.
Czy źle myślę?
Asekurant ze mnie.
Boje się też, że nie podołam pokładanym we mnie nadziei i planów, że polegnę pod presją odniesienia sukcesu, ta presja otoczenia jest ogromna.
Boje się zaufać, że zostanę skrzywdzony.
Czasem wiem, gdy ktoś chce mi powiedzie coś ważnego – wtedy ja uciekam, bo czuję, że nie potrafię odpowiedzieć tym samym. To straszne uczucie.
To ja już wolę być sam a szczęśliwym bywać od tak sobie od czasu do czasu…
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
Brak kategorii i oznaczony tagami
związek. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.