Pierwszego dnia praktyk zapoznałem się z obsługą faxu, telefonu oraz kserokopiarki.
O ile telefon wydawał mi się rzeczą mało skomplikowaną technicznie o tyle obsługa aparatu wielofunkcyjnego z kilkoma liniami okazuje się nie lada sztuką…
Fax to pryszcz: włożyć do góry nogami i odwrotnie, zadzwonić i potem start. Bułka z masłem!
Ksero: odnalezienie i wybranie właściwego miejsca do ułożenia odpowiedniego formatu kartki jest banalnie proste, o ile zaznaczone jest to kolorowymi kreskami. Przy braku takich oznaczeń, co zdarza się w starych zdezelowanych modelach, kserowanie czegokolwiek przypominało w moim wykonaniu zabawę, w co mi wyjdzie jak położę kartkę tu a co jeśli tam…uda się czy się nie uda…zgaduj zgadula. Jeśli dodamy do tego jeszcze wciąganie papieru w wałki mechanizmu oraz konieczność nagrzewania się urządzenia za każdym razem, gdy zablokuje go papier, kserowanie 10 kopii 7-stronnicowej broszury potrafi zająć nawet 60 minut.
Śmiałkom życzę milej zabawy…
Ponadto zauważyłem, że w jakichkolwiek kontaktach z panią kierownik przydatna jest znajomość odpowiedniego aparatu pojęciowego na poziomie biznes inglisz: target, agenda, tipsy, oki doki, stejtment, aplikejszyns, zaaplikować, lifletsy, czelendż, hendałty… O szit, fak ju ju bicz!
About saberblog
sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba.
Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony.
Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
Brak kategorii. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.