Odliczanie. Berno – dzień -141

When you know death comes soon you look around things more close.

Opublikowano emigracja | Otagowano | Dodaj komentarz

Barcelona

Z pobytu w stolicy Katolonii zapamiętam kilka rzeczy: po pierwsze hotel, w pobliżu Sagrada Familia, mały za to przytulny czysty i bardzo tani; po drugie bardzo długie spacery spod hotelu w stronę średniowiecznej dzielnicy Barri Gotik i Las Ramblas, czasem przemierzaliśmy tę trasę 3-4 razy dziennie robiąc po 20 kilometrów dziennie; po trzecie Bar Pax 49 – odkryty całkiem przypadkiem a miłością, do którego zapałałem od pierwszego wrażenia, serwowane koktajle to mistrzostwo przynajmniej jak dla mnie, takich smaków i kompozycji nigdy przedtem nie znałem plus mega fajna atmosfera, odwiedzaliśmy to miejsce co wieczór i nawet wiem, że tam wrócę; po czwarte pogoda, przez 4 dni świeciło słońce i tylko raz padało, zresztą bardzo krótko akurat gdy jechaliśmy pociągiem do Sitges.

Opublikowano podroze | Otagowano , | Dodaj komentarz

Barcelona

Nie wytrzymaliśmy w domu zbyt długo, nosić zaczęło mnie już po Sylwestrze. M. wróciwszy z pracy oznajmił, że do 8. ma wolne i będzie mógł dowoli zbijać bąki czyli spać do późna, jeść na mieście i uprawiać tzw. szlafrokowe. Taki tydzień nicnierobienia byłby bardzo miłą perspektywą, tyle że nie w Szwajcarii, bo jedno nasze wyjście na miasto i od razu jesteśmy lżejsi o paręset franków. Dlatego przekonałem M. do wyjazdu do Barcelony, znalazłem nam tani bilet, hotel i zwizualizowałem jak moglibyśmy spędzić miło czas w stolicy Katalonii. Z pomocą przyszła mi też zimowa aura, przedwczoraj okropnie wiało, myśleliśmy że urwie nam dach, lało pół dnia, kilka razy spadł grad wielkości grochu, przewróciło lokomotywę gdzieś niedaleko nas, a na autostradzie kilka aut zostało przyblokowanych przez spadające konary drzew. Siedzieć w Bernie w taką pogodę to żadna przyjemność, wygrało więc hiszpańskie słońce.

Opublikowano podroze | Otagowano , | Dodaj komentarz

Tęczowe rodziny zaczynają opanowywać szwajcarskie media

Od 1. stycznia w Szwajcarii pary jednopłciowe i de facto małżonkowie mogą adoptować dzieci z poprzednich związków (pasierbów). Co więcej, tajemnica otaczająca adopcję została rozluźniona, aby adoptowane dzieci i ich biologiczni rodzice mogli łatwiej nawiązać ze sobą kontakt. Dotychczas w Szwajcarii możliwe były tylko „tajne adopcje”: adoptowane dziecko musiało czekać, aż ukończy 18 lat, zanim mogło nawiązać kontakt z biologicznymi rodzicami.

Do chwili obecnej jedynie osoby w związku małżeńskim mogły adoptować dzieci swoich małżonków. W Szwajcarii pary nieheteroseksualne są w stanie zawrzeć związek partnerski od 2007 roku, ale małżeństwa takie nie są uznawane. Od 2018 r. adopcja jest możliwa dla wszystkich osób pozostających w związku partnerskim lub związku długotrwałym.

Tym samym para w związku partnerskim nadal nie jest w stanie adoptować dziecka, które nie jest biologicznie związane z obojgiem rodziców. Oznacza to, że osoba nieheteroseksualna żyjącą samotnie może adoptować dziecko, ale będąc w związku partnerskim już nie.

Dzisiaj przeczytałem liczne komentarze do ww. artykułu.

”I am saying what many people are afraid to say. Many of the LGBT folks choose their lifestyles based on certain conditions which happened in their lives (probably childhood experiences). There is for sure a number of people born with homosexual tendencies but I strongly believe this is the minority.
As with the analogy of the smokers (ince a parent being a smoker increases the chances that his\her children will become smokers too), a child living under the care of a gay couple (I am not saying they are wrong or anything like that), the chance is increased that this child will be influenced to accept homosexual love as a natural „type” of love instead of having a neutral choice.

Without trying to discriminate either gay people or straight people, we need to be aware that the majority are heterosexual people and the children can have a better balanced upbringing compared to a gay couple parents.
And LGBT people have been known to be aggressive and insistent on their rights. This will not bode well for children upbringing.
There will be more dysfunctionality in the family nuclei and there will be more chaos and confusion.
The mainstream society is certainly resistant to change of legalising same-sex „marriage” but there is less resistance to same-sex civil unions. Now they have succeeded in getting the legal rights to have children. Where is this all going?

Only heterosexual makeup of a parenting couple can provide a more balanced upbringing experience to the child (in a perfect situation) but we have less than perfect heterosexual parents and this is the exact point where the LGBT people will use to attack the mainstream society and DEMAND their rights to be equal.

In an imperfect world of which we created and maintained wickedly ourselves, we cannot restrict but only accept these demands and pray that in the end, all will be revealed.
„Where is all this going?”

I’ll tell you. Group marriage is next. If you don’t believe me, do a web search on the topic. You’ll run across proponents such as Boris Dittrich, the Dutch politician who campaigned for „gay” marriage in the Netherlands a decade ago. He admits the next step is allowing 3 or 4, or more people to marry. Also do a web search on ‚group parenting’. Again in the Netherlands, there is a group of five – two lesbians and three gay men – who had a baby together and now all want to be legally recognized as parents.”

Ogólnie mało mnie ta informacja ruszyła, skusiło mnie jednak pokazać wszystkim, że w Szwajcarii mnóstwo jest rasistowskich, ksenofobicznych, homofobicznych, bigotów z umysłem wielkości orzeszka, trzęsących się ze strachu i wściekłości, chowających się w swoim własnym maleńkim świecie.

Uważam, że istnieje pewien procent ludzi, 1%, 2%, 5%, niezależnie od liczby, których po prostu od urodzenia pociągają osoby tej samej płci. Ci ludzie nie rozwinęli swoich uczuć seksualnych ani tożsamości ze względu na siły zewnętrzne, ponieważ organizacje polityczne próbują „promować” lub „tworzyć” jakiś program lub z powodu własnych wyborów osobistych. Bycie gejem to nie wybór – to fakt naturalnej biologii. Oni po prostu są tym, kim są. Zaakceptowanie tego faktu i stworzenie środowiska, w którym ci ludzie czują się mile widziani i normalni (ponieważ są normalni) i mogą uczestniczyć w społeczeństwie z równymi prawami, jest ludzkie i cywilizowane.
Jeśli chodzi o małżeństwo, ważnym elementem jest miłość i wsparcie, a nie to, czy oboje są małżeństwem tej samej płci, czy też nie. Może należałoby zacytować statystyki pokazujące wysoki wskaźnik rozwodów wśród osób heteroseksualnych (bo to oczywiste), o rozbijanych domach i cierpiących lub maltretowanych dzieciach w tradycyjnych małżeństwach (bo to też oczywiste). Pomimo tego, co mówią/piszą inni nie ma żadnych dowodów sugerujących, że nieheteroseksualni rodzice będą mieć gorsze lub lepsze wyniki w ww. obszarach. Tak będzie, ponieważ po prostu są ludźmi, i wychowają dzieci tak samo dobrze, jak pary tradycyjne.

Mam nadzieję, że z czasem młodzi ludzie będą mogli dorastać w środowisku, w którym każdy może być kimkolwiek i czymkolwiek chce, bez presji i uprzedzeń ze strony innych. To kwestia praw człowieka i obywatela.

Na koniec kusi mnie żeby napisać, że ludzie, którzy krzyczą najgłośniej, którzy najbardziej agresywnie głoszą własną prawdę kosztem innych, są zwykle tymi, którzy ukrywają w sobie najbardziej sprzeczne uczucia i emocje. Słyszy się o tym na okrągło: duchowni, którzy wykorzystują dzieci, konserwatywni politycy, którym udowodniono podwójne życie, często w bezpośredniej sprzeczności z ich publicznie wyrażanymi poglądami itd. Itp. Dlatego zawsze kiedy czytam obraźliwe słowa, osób które pisały tamte komentarze, staram się czytać między wierszami..

Opublikowano emigracja | Otagowano , | Dodaj komentarz

Koniec roku 2017

główną cechą mojego charakteru jest: chęć planowania, kontrolowania i dążenia do samowystarczalności, chęć zobaczenia świata i bycia w kilku miejscach jednocześnie.
cechy, których szukam u mężczyzny: zaradność, zdecydowanie, czułość, cierpliwość, partnerstwo, testosteron, by sprawiał, że chciałoby mi się być lepszym człowiekiem.
cechy, których szukam u kobiety: inteligencja, zdecydowanie, uroda, uśmiech, elegancja, fajny biust.
co cenię najbardziej u przyjaciół: szczerość i możliwość rozmów na każdy temat.
moja główna wada: nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, oderwanie od rzeczywistości, seksoholizm, fajki, lenistwo i praca zrywami.
moje ulubione zajęcie: planowanie podróży, spełnianie marzeń, latanie samolotem, surfowanie po necie, pozadomowe rozgrzewające igrzyska sportowe, jedzenie.
moje marzenie o szczęściu: brak popędu seksualnego, zobaczyć wszystko, co warte jest zobaczenia, praca jakakolwiek choćby mechaniczna, zdrowie, „szlafrokowe” czyli dzień bez pośpiechu, wstawania, wychodzenia, wyglądania.
co wzbudza we mnie obsesyjny lęk: rutyna, starość, choroba, bezsilność, brutalna agresja, bycie zależnym od innych, moda podtrzymywania znajomości przez internet (typowa scenka: dwoje ludzi je obiad w restauracji, każde patrzy w swój smartfon. To przerażające, że przestajemy rozmawiać). Ponadto, ciągła potrzeba bycia numerem jeden, od jedynki łatwo stoczyć się do zera…
co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: życie bez podróży i bez M, brak przyjaciół, choroba, bieda, zależność od kogoś.
kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem: delfinem? bo to taki rekin, tylko że gej 😉 jestem szczęśliwy na codzień i w pełni tego świadom, mam wrażenie, że nie umiałbym być kimś innym, nic innego nie umiem ani mnie nie interesuje.
kiedy kłamię: mówię po włosku, angielsku lub polsku, znikam z domu, a potem naprawdę wierzę w swoje kłamstwa.
słowa, których nadużywam: ja pierdole
ulubieni bohaterowie literaccy: chyłka
ulubieni bohaterowie życia codziennego: Marco, Zero, Lucia, Franco, Bianca.
czego nie cierpię ponad wszystko: systematyczności, prostactwa, pozerstwa i niepotrzebnej bufonady, polskiej małostkowości i kompleksów, załatwiania spraw w urzędach.
moja dewiza: chwytaj czas, my home is out of a suitcase
dar natury, który chciałbym posiadać: brak egoizmu, zazdrości i dumy.
jak chciałbym umrzeć: szybko, nagle, bezboleśnie, we śnie i przed 50.
obecny stan mojego umysłu: po długim locie z Hongkongu, trochę senny i rozbity.
błędy, które najłatwiej wybaczam: wciąż przesuwam granicę tolerancji wszelkich błędów.
największa porażka: brak biegłości w posługiwaniu się językiem niemieckim, kombinowanie i pazerność, brak ruchu, nadużywanie alkoholu i fajek, brak stałego zajęcia.

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

Do widzenia

Port lotniczy Roman Tmetuchl International w Koror brzmi ładnie i niewątpliwie egzotycznie, ale samo lotnisko jest małe i raczej prowincjonalne niż międzynarodowe. Lądują na nim samoloty z Korei, Tajwanu, Filipin, Macao, amerykańskiego Guam i Japonii. Kierowca hotelowy odwiózł mnie na lotnisko dopiero po 20, a mając prawie 2 godziny do odlotu i tak zdążyłem się wynudzić jak mops. Zostawiłem bagaż, przeszedłem przez bardziej prowizoryczną niż prawdziwą kontrolę bezpieczeństwa a nim wbito mi pieczątkę wyjazdową z Palau mój portfel uszczuplił się o 50 dolarów – departure tax i green fee. Rząd Palau naprawdę wziął sobie do serca chęć zniechęcenia „biednych” turystów do odwiedzania ich pięknego kraju.

W samolocie spałem przez co 3 godziny lotu zleciały mi niezauważenie. Potem znowu kolejka do urządu imigracyjnego, bagaż a potem taksówka do Pasay. Tym razem skusiłem się na Grab taxi i rzeczywiście zapłaciłem 1/3 zwykłej ceny. W Sofitelu byłem po 1. odebrałem klucze do pokoju na 6. piętrze i zrobiłem sobie mocnego drinka. Dostałem mniejszy pokój za to odnowiony i całkiem ładnie urządzony. Zupełnie odechciało mi się spać, alkohol szybko zaczął działać szybko więc znalazłem sobie zajęcie by się zmęczyć przed pójściem spać. Usnąłem dopiero o 6 nad ranem kiedy za oknem robiło się widno.

Nie wiem kiedy znowu zawitam w te strony i czy w ogóle będzie mnie na to jeszcze stać, dlatego na śniadanie wystrojem się jak stróż w boże ciało, bo chciałem żeby było elegancko. Znowu natknąłem się na menadżera F&B, tego samego od 3 lat. Uśmiechnął się na mój widok, widząc mnie znowu w okresie świąt u Sofitelu Manila.
Przez kilka dni skutecznie udawało mi się unikać konfrontacji z moim stalkerem, pech chciał, że na 3 godziny przed wyjazdem na lotnisko spotkaliśmy się w windzie. Nie uszło mi to na sucho, próbowałem rżnąć głupa, ale i tak znowu dałem mu się zbrukać dosłownie i w przenośni.



W Singapurze miałem 3 godziny na przesiadkę, spędziłem ten czas chodząc po sklepach, bo tych akurat na Changi nie brakuje. Myślałem żeby zadzwonić do GH, ale w konsekwencji nie zrobiłem tego. Jutro Nowy Rok i spędzimy go z M. razem w domu.

Opublikowano podroze | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Palau dzień 3

Przespałem cały wieczór, noc i obudziłem się po 6. Czuję się obolały, pieką mnie plecy w głowie czuję jakby łomot pneumatycznego młota. Wysmarowałem sobie na noc tyłek talkiem i od razu poczułem ulgę a pupcię mam dziś znowu gładką jak u niemowlaka. Nie dałbym rady pojechać dziś na zwiedzanie wyspy i cieszyć się z tej wycieczki, dlatego odwołałem wyjazd. Tym samym przepadło mi 300 dolców i powinienem był być na to wściekły, ale w tej sytuacji było mi wszystko jedno, ważne że mogłem wrócić do łóżka i pocierpieć w czterech ścianach hotelowego pokoju. Poza tym lunał deszcz, zachmurzyło się, spadła temperatura a tarzanie się w błocie, jazda na qudach, wspinanie się i bieganie po wodospadach nie były mi głowie.

Hotele na Palau mają dziwne zasady meldowania i wymeldowywania się. Check-in od 15 a check-out o 10. Jeśli nawet chciałbym wymeldować się później to i tak wołają sobie praktycznie jak za kolejną dobę pobytu. Nie ma co, sporo wyniesie mnie mój pobyt w tych tropikach.

O 21.50 wracam do Manili. Guam sobie odpuszczam, bo z tego co słyszałem niczego ciekawego tam nie ma, ot co zapyziałe zrzeszone amerykańskie terytorium. Chyba zrobiłbym lepiej lecąc znowu na Hawaje, przynajmniej jest tam ładnie.

Dziś ostatnia noc na Filipinach przed jutrzejszym powrotem do domu. Znowu było fajnie spędzić tutaj święta, z dala od zgiełku, zimy, mrozu, obżarstwa i rodzinnych powinności.

Święta, bożego narodzenia i sposób ich spędzania to nasza polska tradycja. Z tradycją się nie dyskutuje, bo ona po prostu była, jest i będzie. Choć może nas irytować, wkurzać albo spędzać sen z powiek z wiekiem podobno zaczynamy ją doceniać. Usłyszałem kiedyś, że człowiek z wiekiem popada w sentymenty i zaczyna bardziej doceniać momenty spędzane z rodziną, nawet jeśli wcześniej przy wigilijnym stole otwierał mu się nóż w kieszeni. Z czasem zaczynamy się z tego śmiać i powstają ciekawe anegdoty więc może o to w tym wszystkim chodzi. Póki co daleko mi do bożonarodzeniowych hucp i spędów. Może jeszcze nie dojrzałem…

Opublikowano podroze | Otagowano , , | Dodaj komentarz