Ostatnio łapię się na tym, że naprawdę ogarniam to, co sobie zaplanuję do zrobienia w ciągu dnia i szczerze trochę mnie to zaskakuje. Zwykle takie powtarzalne rzeczy jak sprzątanie, odkurzanie czy wynoszenie śmieci odkładałem na jakieś „później”, które rzadko kiedy nadchodziło. No chyba że miałem gości, to wtedy nagle potrafiłem się spiąć i w kilka godzin doprowadzić wszystko do porządku.
Po kilku latach od pandemii w końcu rozprawiłem się też z balkonem. Kiedyś z zapałem hodowałem tam rośliny w wielkich donicach, ale z czasem wszystko pousychało, a same donice stały się problemem – jedna ważyła dobre 30 kilo. I tak stały miesiącami, potem latami aż w końcu zebrałem się w sobie, zaplanowałem logistykę i wywiozłem na śmietnik te suche badyle. Oczywiście nie obyło się bez bałaganu, bo ziemia była wszędzie, a sprzątanie balkonu na piętrze to nie taka prosta sprawa. Szlaucha nie użyjesz, bo zaraz sąsiad zapuka z pretensjami, że mu kapie na głowę. Najważniejsze, że od zeszłego weekendu mam tam w końcu porządek, balkon ogarnięty, panele lśnią, zestaw wypoczynkowy przygotowany, poduszki wyprane. Mogę usiąść i ze szklaneczką ginu z tonikiem spokojnie czekać na pierwsze wiosenne słońce.
Dziś planowałem wybrać się na rower, ale jeszcze nie odebrałem go z garażu. Przełożyłem to na przyszły tydzień a przynajmniej taki jest plan. Trochę się usprawiedliwiam, że w nocy ma być burza, więc rower może jeszcze chwilę poczekać.
W ogóle ostatnio sam siebie zaskakuję, bo wstaję wcześniej, zdarza mi się przed pracą odkurzyć mieszkanie, zrobić pranie albo szybko ogarnąć podłogę. Kiedyś było to nie do pomyślenia – zawsze wolałem pospać te kilka minut dłużej. A teraz jakby coś się przestawiło, lepiej się organizuję, mam więcej energii i co ciekawe, czuję dziwny spokój. Taki przyjemny, cichy spokój, że nie muszę ciągle siedzieć przed komputerem, pędzić coś załatwiać, tylko mogę zająć głowę czymś zupełnie innym.
Czekam jeszcze, aż skończą remont ulicy i oddadzą do użytku budynek naprzeciwko. Na razie mycie okien nie ma sensu, ponieważ kurz jest wszędzie i byłaby to czysta syzyfowa praca, ale przyjdzie na to czas.
Zrobiłem też porządek w szafach w przedpokoju: wyleciały stare kartony, niepotrzebne opakowania i folie. Rzeczy, które jeszcze mogą się komuś przydać, wystawiłem na sprzedaż i może dostaną drugie życie – to chyba daje mi największą satysfakcję.

Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.