Szał cipy trwa

M przyleciał do Wrocławia co bardzo mnie ucieszyło. Odebrałem go z lotniska i praktycznie od razu skierowaliśmy się do nieśmiertelnego punktu na jego liście miejsc do zobaczenia czyli baru sushi. Mam wrażenie, jakby tutaj mieszkał bo ostatnio widzimy się praktycznie non stop.

Jednego dnia spadło tyle śniegu, że nie mieliśmy ochoty wyściubić nosa z domu, zmobilizowaliśmy się tylko po to by pojechać do nowego mieszkania a stantad na kolację w Stajni. M mnie zaskoczył prezentami: dostałem kawe Luwak a do tego japoński czajnik do zaparzania herbaty. Zrewanzowalem mu się najlepiej jak potrafiłem oferując pasztet z podgrzybkami.

W Opolu świeciło słońce, zdecydowaliśmy się tam pojechać tylko ze względu na to że rano wzeszło słońce i najważniejsze stopniał cały śnieg. Opole może dupy nie urywa z powodu swojej prowincjonalności, ale z drugiej strony Biesiada Opolska i gwarancja przepysznej polskiej kuchni są tylko tam.

Wreszcie udało mi się zabrać M na kolacje do Campo, choć nie mieliśmy rezerwacji mój instagramowy stalker bardzo mi pomógł.

W sobotę przed 5 rano odwiozłem go na lotnisko. Przypadkowo poznanemu chińskiemu turyście autostopowiczowi pomogłem dostać się do miasta i pokazać conieco Starego Miasta. Rzadko mam okazję oglądać staromiejski Wrocław o tak wczesnej porze i wcale tego nie żałuje. Zaprosiłem nawet go na śniadanie tak bez powodu.

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

Epizody

Praktycznie codziennie mam rozmowy w sprawie pracy, od tygodnia nie ma dnia, żeby nie skontaktował się ze mną jakiś rekruter. Telefon dzwoni nawet po kilka razy dziennie i przyznam szczerze napawa mnie to dumą i optymizmem.

W banku rozmowa poszła mi lepiej niż się  twgo spodziewałem, choć po pierwszych słowach wprowadzenia wiedziałem, że rola kontrolera biznesu nie jest stworzona dla mnie. Na razie jednak zmuszony jestem przyjąć strategię: pokorne ciele dwie matki ssie, póki gdzieś coś lepszego się nie wykluje muszę udawać że jestem zainteresowany. Dwie młode panie, które mnie przesłuchiwaly okazały się bardzo miłe i chętnie odpowiadaly na pytanie dotyczącego oferowanego stanowiska. Schody zaczęły się dla mnie, gdy dały mi zrobienia jakiś test z excela. Nie rozumiałem co to I a co C, nie rozumiałem liczb, poleceń ani dlaczego brakowało mi niektórych pół, zadanie wydawało się być zbyt skomplikowane po mimo tego, że czytałem powtarzałem sobie polecenie po kilka razy. Koniec w końcu okazało się, że chodziło żeby coś przemnożyć lub podzielić, ale co to w ogóle było nie wiem. Zrobiłem zadanie do połowy a gdy wychodziłem z salki, poczułem kaca, że zrobiłem z siebie kretyna. Ledwo zdążyłem pochwalić się swoim „wyczynem” bratu, gdy niespodziewanie dostałem zaproszenie do 3 etapu rekrutacji.

W tzw. międzyczasie odebrałem telefony od dwóch globalnych firm branży medycznej, oraz producenta oprogramowania dla sektora bankowego. W jednej mam już potwierdzony nawet drugi etap więc jest dobrze. Producent programowania zaproponował mi stanowisko, które specjalnie dla mnie chcą stworzyć!

Codzinnie pokonuję trasę między jednym a drugim mieszkaniem, doglądając prac wykończeniowych, tak aby do końca miesiąca zdążyć się tam przeprowadzić.

W piątek rozmawiałem dodatkowo z jakimś Francuzem z Anglii, rozmowa z którym przewidziana na kwadrans trwała ponad godzinę. Czy z tego coś się urodzi nie sądzę, ale praktyka czyni mistrza.

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

Dzień świstaka

… zaliczam od kilku dni. Ledwo udaje mi się wykaraskać z jednej opresji zaraz wpadam w inną, rozkojarzony jakiś się wydaję, zwoje mózgowe mi nie trybią, impulsy nie przeskakują między półkulami i na własnej skórze odczuwam tego efekty. Raz po raz udaje mi się wybrnąć z sytuacji, ale zaraz potem wpadam w kolejną, jeszcze większą opresję i zaczynam być zły na siebie, na innych, wszystko wydaje się mnie irytować, bez kija nie podchodź bo zabijam wzrokiem.

Udało mi się zatrzymać służbowy laptop więc lekką ręką zaoszczędziłem na zbytecznym zakupie dwa koła. Myślałem że po powrocie z Malezji wyłączą mnie we wszystkich systemach, ale jak widać tak się nie stało, o komputer też na razie nikt się nie dopomina. Jak sobie przypomną, to oddam. Na razie potrzebuję kompute, żeby móc spokojnie wysyłać oferty o pracę, na iPhonie czy iPadzie byłoby naprawdę trudno choć znalazłem sposób żeby robić to za pomocą kilku kliknięć. Nie będę przecież kupował teraz nowego sprzętu tylko po to, żeby za kilka tygodni znów zastąpić go służbowym.

M ogłosił, że przylatuje znowu do Wrocławia. Bardzo się ucieszyłem, zaproponowałem nawet wspólny wyjazd do Torunia i Opola, byleby nie siedzieć niepotrzebnie w domu, nie straszny nam śnieg i mróz. M kupił bilet w międzyczasie  kilka razy podawał mi różne dni przylotu i odlotu, dałem mu wolną rękę, bo przecież i tak siedzę teraz w domu.

Kolega z Malezji mieszkający we Frankfurcie zaproponował spotkanie, na które chętnie przystałem. Sprawdziłem nawet ceny biletów i miałem szczęście, załapałem się jeszcze na tanie loty. Nie czekając długo od razu kupiłem bilet ciesząc się na ten wyjazd jak dziecko. Rozczarowanie przyszło dziś wieczorem, jak skończyłem pracować. Okazało się że bilet kupiłem sobie dokładnie na termin kiedy we Wrocławiu jest jeszcze M. Tysiak w plecy, bo biletu nie da się już anulować i nie sądzę, że pomogą mi senatory, złote karty, płacz i bicie się w pierś. Jak chcę polecić, będę musiał wyskoczyć z następnego tysiaka i zrobi się z tego najdroższy weekend jaki mogłem sobie zorganizować.

Pan od tapet też mnie wystawił. Myślałem że w tym tygodniu będę miał położoną tapetę w salonie, ale zamiast tego musiałem szukać nowego fachowca.

Dziś rodzice o 7 rano wyrwali mnie z łóżka, bo zachciało im się pakowania mebli, które im oddaje i nie mogli poczekać do 11 musiało być teraz zaraz. O 8 z oczami na zapałki obserwowałem jak owijają folią meble, mikrofalę, materac, telewizor oraz inne sprzęty i nie mogłem uwierzyć że dziś jest niedziela.

Wczoraj musiałem podjechać do nowego mieszkania, umówiłem się z tapeciarzem żeby obejrzał ścianę. Pomyślałem że dogadam się z bratem, żebyśmy podjechali potem razem do Ikei na zakupy. Jak zadzwoniłem oni już tam byli,  a jak zadzwoniłem do rodziców, to właśnie stamtąd wyjeżdżali. Wychodzi na to że będę musiał wybrać się tam w pojedynkę.

Jutro mam interview na stanowisko które mnie nie interesuje w firmie która mi nie leży. Pech chce, że tylko takie oferty teraz dostaję ale nie powinienem marudzić bo gorsze jest tylko gdy telefon zupełnie milczy. Nagadali mi, że będę miał test z arkuszy kalkulacyjnych i jak dziś zacząłem sobie coś tam klikać to nic mi nie wychodziło, tabele przestawne odkrywałem jakby na nowo, funkcje mi się krzaczyly, dane znikały, skrusze zawieszały – analfabetyzm wtórny. Coś czuję, że jutro zrobię z siebie totalnego debila i nie będę potrafił zmienić nawet koloru czcionki jak mi się myślenie znowu zawiesi.

Profilaktycznie umówiłem się na wieczór z koleżanką na drinka, żeby znieczulić się po ewentualnej porażce.

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

koniec roku 2018

główną cechą mojego charakteru jest: chęć planowania, kontrolowania i dążenia do samowystarczalności, chęć zobaczenia świata i bycia w kilku miejscach jednocześnie, coraz bardziej robię się jednak leniwy i doceniam wygodę, zrozumienie że praca jest tylko pracą
cechy, których szukam u mężczyzny: zaradność, zdecydowanie, czułość, cierpliwość, partnerstwo, testosteron, by sprawiał, że chciałoby mi się być lepszym człowiekiem.
cechy, których szukam u kobiety: inteligencja, zdecydowanie, poukładane wartości, uroda, uśmiech, elegancja.
co cenię najbardziej u przyjaciół: szczerość i możliwość rozmów na każdy temat, lojalność.
moja główna wada: nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, przesadne oderwanie od polskich realiów, seksoholizm, fajki, lenistwo i praca zrywami.
moje ulubione zajęcie: planowanie, spełnianie marzeń, latanie samolotem, surfowanie po necie, rozgrzewające igrzyska sportowe, przesiadywanie w barach.
moje marzenie o szczęściu: brak popędu seksualnego, praca jakakolwiek choćby mechaniczna, zdrowie, „szlafrokowe” czyli dzień bez pośpiechu, wstawania, wychodzenia, wyglądania.
co wzbudza we mnie obsesyjny lęk: choroba, anonimowy hate, bezsilność, brutalna agresja, bycie zależnym od innych, ciągła potrzeba bycia numerem jeden
co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: życie bez M, brak przyjaciół, choroba, bieda, zależność od kogoś.
kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem: jestem szczęśliwy na codzień i w pełni tego świadom
kiedy kłamię: mówię po włosku, angielsku lub polsku, naprawdę wierzę w swoją wersję prawdy.
słowa, których nadużywam: ja pierdole
ulubieni bohaterowie literaccy: nikt, bo mało czytam
ulubieni bohaterowie życia codziennego: M, M&Ms, rodzina, szwajcarscy przyjeciele i znajomi
czego nie cierpię ponad wszystko: systematyczności, prostactwa, pozerstwa i niepotrzebnej bufonady, polskiej małostkowości i kompleksów, czasami także swojego zachowania.
moja dewiza: chwytaj czas, tam gdzie jestem ja jest mój dom
dar natury, który chciałbym posiadać: brak egoizmu, zazdrości i dumy.
jak chciałbym umrzeć: szybko, nagle, bezboleśnie, we śnie i przed 50.
obecny stan mojego umysłu: po powrocie z wakacji w Malezji, myślący w kółko o nowym mieszkaniu i pracy.
błędy, które najłatwiej wybaczam: wciąż przesuwam granicę tolerancji wszelkich błędów.
największa porażka: brak pracy, brak biegłości w posługiwaniu się językiem niemieckim, kombinowanie i pazerność, nadużywanie alkoholu.

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

Sylwestrowa noc

W drugi dzień świat spotkała mnie przykra niespodzianka, ktoś posłużył się moją kartą bankomatową i dokonał kilku nieautoryzowanych transakcji na jakiejś stronie z durnowatym grami w Stanach. W ciągu kilku minut zniknęło mi z konta kilka tysięcy złotych a holyłódzki bank nawet nie zareagował. Zamiast pójść spać, siedziałem późno w nocy na telefonie próbując rozwiązać tę sprawę. Pech chciał, że w ferworze walki ze złodziejami zablokowałem nie tę kartę co trzeba, w konsekwencji zostałem w Malezji bez jakiegokolwiek plastiku. Pomocna okazała się jak zwykle gotówka choć i tej miałem niewystarczającą ilość …

We Wrocławiu musiałem zgłosić sprawę na policję, bez tego bank nie uznałby mojej reklamacji. Na lotnisku posterunek zamknięty, komisariat osiedlowy także, musiałem drałować na Stare Miasto do niechlubnego komisariatu, w którym kilkanaście miesięcy temu tragicznie zmarł aresztowany chłopak.

Wystrój jak z 13. Posterunku, drewniane gibające się stare biurka, podrapane krzesła pamiętające komunę, szaro, buro, nieciekawie, na ścianie kalendarz z cycatą gołą babą. Policjanci tylko niczego sobie, ten który zajmował się mną od walki z przestępczością gospodarczą bardzo kumaty, aż żałowałem że musiałem stamtąd w ogóle wychodzić. 

Z A spotkałem się kilka godzin później w Winotece, alkohol wchodził mi jak woda tego wieczoru, a godzinę przed północą chciałem wracać już do domu, tyle że makarony zaciągnęli mnie do Felicita. Tańczyć mi się nie chciało chyba do 2 nad ranem a potem nagle włączył mi się tryb party animal.

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

Ciepła zima w Kuala Lumpur

Zdarzało mi się nie spać całą noc, zasypiać dopiero nad ranem i budzić się grubo po 14, czuć się jak zombie wlewając w siebie kolejna filiżankę kawy. Najlepiej sprawdzały się krótkie kilkunastominutowe drzemki w ciągu dnia, kiedy potrzeba snu była już tak mocna, że zasypiałem na stojąco.

Miło było wrócić tutaj po roku, zobaczyć nowopowstały hotel Four Seasons, który moim zdaniem trochę odbiera uroku stojącym obok niego dwóm wieżom Petrobasu. 

Święta w kraju gdzie za oknem świeci słońce i żar leje się z nieba, a człowiek robi sobie świąteczne zdjęcia pod choinką ubrany jedynie w klapki i krótkie spodenki mają swój niepowtarzalny urok. Na wigilię w tym toku zjadłem grillowane warzywa i sushi z kurczakiem, popiłem sokiem z arbuza i wstając od stołu nie czułem się nażarty. Rodzice zdają się pogodzeni moim wyborem i nie protestują kiedy pod koniec roku gdzieś wyjeżdżam. W KLCC dzikie tłumy, wszystkie sklepy w pięknych, kolorowych, wymyślnych świątecznych dekoracjach, witryny na bogato i tak jak u nas przyciągają promocjami.

Poleciałem na jeden dzień do Singapuru zobaczyć się z GH. Specjalnie na tę okazję zarezerwowała nam stolik w Melt Cafe w Mandarin Oriental gdzie po południu serwowano ostrygi w bufecie.

Żartowałem że odkąd przestaliśmy razem pracować, to częściej spotykamy się i to w różnych częściach Azji. Próbowałem ją przekonać na podróż do Polski, zwłaszcza że teraz ma bezpośrednie połączenie Lotu. GH wydaję nie zmieniać, zaokrągliła się może trochę ale to jedyne co spostrzegałem po 13 miesiącach kiedy ostatni raz się widzieliśmy. 

Nie udało mi spotkać się z W, przepadł jak kamień w wodę, nie odwiedziłem Blue Boya ani baru Helipad. Spotkałem się za to z innymi i było równie przyjemnie i niezapomnianie.

Opublikowano podroze | Otagowano , , , | Dodaj komentarz

Holy cannoli!

Gdyby pogoda nie pokrzyżowała nam planów, pewnie zwleklibyśmy nasze cztery litery z łóżka o normalnej porze a po śniadaniu pojechalibyśmy do Lucerny albo Lozanny. Niestety od rana za oknem siąpił deszcz, było pochmurno i brzydko więc siłą rzeczy wstanie z łóżka trochę nam zajęło. Pierwszy byłem, zapatrzyłem kawy, zrobiłem jogurt z owocami, ale zaraz potem wskoczyłem na nowo do cieplej jeszcze pościeli.

M przejmował się trochę tym, że nigdzie nie wychodzimy, kilka razy mnie o to pytał i za każdym razem musiałem go zapewniać, że nie mam nic przeciwko jeśli razem ponudzimy się trochę w domu.

Bezczynność zaczęła dawać mi we znaki najbardziej po południu, ale pocieszałem się, że za parę godzin będę zbierał się na lotnisko. Perspektywa 12 godzinnego lotu do Singapuru wcale mnie nie przerażała. 2 tygodnie temu za punkty udało się mi się zrobić upgrade do biznes klasy, więc podróż miała mi upłynąć w bardzo komfortowych warunkach. 

Żegnając się z M miałem łzy w oczach i głos mi się łamał, nienawidzę tych naszych rozstań i mam wrażenie, że nigdy do nich nie przywyknę. Struty i zupełnie bez humoru jechałem na lotnisko, próbowalem zająć myśli czymś innym byle tylko nie pozwolić sobie na chwile słabości. Bałem się że jeśli zacząłbym teraz płakać, to nie potrafiłbym przestać.

Nim wsiadłem na pokład samolotu prawie 2 godziny spędziłem w loungu na terminalu E grając w głupie gierki, by punktualnie o 22.20 wsiąść do samolotu. Dostałem miejsce 10K, samodzielne, cieszyłem się, że nie będę musiał nikogo w nocy przepraszać idąc do toalety ani też nikt nie będzie próbował mnie obudzić. Jedynym dyskomfortem wydawała się być podróżująca obok rodzina z niemowlakiem, które w tym momencie akurat spało, ale jakby się obudziło to byłbym w samym centrum wydarzeń. 

Ze smutkiem i melancholią żegnałem się z Zurychem, minionym dniem i po trosze stylem życia, bo zdawałem sobie sprawę, że następny tak daleki lot przyjdzie mi odbyć w pasażerskim cargo.

Mieliśmy już zapięte pasy, stewardesy zbierały kieliszki po szampanie, ja siedziałem wbity w fotel w czerwonych skarpetkach, które dostałem od Swissa i czytałem książkę.

Niespodziewanie podszedł do mnie szef pokładu i zapytał czy poprawnie wymawia moje nazwisko. Zdążyłem się przyzwyczaić, że moje nazwisko sprawia trudności obcokrajowcom dlatego uśmiechnąłem się  i pokiwałem twierdząco głową. Liczyłem, że zaraz powita mnie na pokładzie samolotu i będzie mi życzył miłej podróży…

„Dobry wieczór, mam przyjemność zaprosić Pana do pierwszej klasy – usłyszałem za to zamiast…

Opublikowano podroze | 2 Komentarze