Dzień za dniem

Od dwóch tygodni przychodzi do mnie D. pomóc mi w okiełznaniu mieszkania, bo ostatnią rzeczą o jakiej marzę to wrócić do pustego mieszkania i zobaczyć jakie jest ono zapuszczone i zakurzone i że pół soboty zejdzie mi na pranie i sprzątanie, bo przecież nie będę mieszkał w chlewie. Kiedyś wymyśliłem sobie że byłoby zacnie nie musieć się o to martwić, wrócić w czwartek do domu i pomyśleć że zbliża się weekend który można spędzić miło, przyjemnie, z rodziną, z przyjaciółmi, aktywnie a nie zastanawiać się czy najpierw pranie czy prasowanie a może okna albo tony kurzu na meblach.

Rozłąkę znoszę dzielnie, na razie miałem tylko jeden wieczór kiedy ogarnął mnie tak niesamowity smutek, że płakałem jak dziecko. Tłumaczę sobie, że za kilka dni zobaczę M. ale na niewiele zdaje się to pomagać. Na szczęście piątek już blisko a ja szykuję dla niego niespodziankę.

W pracy bez zmian, ludzie są sfrustrowani, zniechęceni i zmęczeni. Niektórzy mi zazdroszczą, choć moim zdaniem nie ma czego. Bałagan jest wszędzie, wychodzę z założenia że czasami lepiej nie rozumieć niż stresować się i przejmować, że coś robione jest nie tak jak należy.

Z dnia na dzień robi się coraz cieplej. Ciekawe jakie lato będziemy mieli w tym roku. Wciąż planujemy z M. wakacje we wrześniu ale czy dojdą do skutku trudno określić.

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

weekend

Na weekend z Warszawy przyjechała do mnie K. Zamiast iść do hotelu, zaproponowałem aby zatrzymała się u mnie, w końcu od czego ma się przyjaciół. W prezencie przywiozła mi butelkę szampana oraz cały zapas najbardziej śmierdzących francuskich serów więc miałem dodatkowy powód żeby cieszyć się z jej wizyty. Na wspólny sobotni wieczór zaplanowaliśmy wyjście do coctail baru.
K. wpadła na pomysł, aby poprzez FB spróbować skrzyknąć znajomych z Chujowych Produktów, dać znać, że spotykamy się i gdyby ktoś miał ochotę zobaczyć nasze facjaty po prawie 11 latach, to może wpaść do baru na audiencję… Oczywiście najpierw zrobiliśmy lekką selekcję, kogo najchętniej zobaczylibyśmy w naszym gronie a dopiero później wysłaliśmy zaproszenia. Większość znajomych jest już żonata, dzieciata, mężata albo mieszka zagranicą, więc nie spodziewaliśmy się nie wiadomo jakich tłumów. Kilka osób potwierdziło swoje uczestnictwo, ale i tak większość wykręciła się podając względy rodzinne.
Było mega zacnie. Przewinęło się kilkanaście osób, obeszliśmy 3 bary, na końcu zahaczyliśmy o Manianę a do domu wróciliśmy kilka minut przed szóstą nad ranem.

Spaliśmy potem prawie do południa. A jak w końcu zwlekaliśmy się z łóżka pojechaliśmy na Stare Miasto na obiad. Okres komunijny trwał w najlepsze, połowa knajp zamknięta albo zarezerwowana, ze zdumieniem odkryłem że ludzie organizują teraz komunie nawet w sushi barach!!

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

time goes by

Rozpoczal sie dzis trzeci tydzien w mojej nowej pracy, choc na razie trudno nazwac praca, to czym obecnie sie zajmuje, bo glownie sa to szkolenia i workshadowingi, ale przynajmniej czas mija mi szybciej. Mysle, ze przez najblizsze kilka tygodni niewiele sie zmieni pod wzgledem ilosci pracy, ale przeciez nie bede narzekal. Jak to metaforycznie okreslil moj kolega: oni udaja ze nam placa, a my udajemy ze pracujemy.

W tym tygodniu zaczalem szkolenie z SAP HCM, ktore z natury powinno byc byc raczej nudne, ale ze uczestnicy byli fajni zaczelismy zastanawiac sie nad alternatywna forma zastosowania raportow z Payrollu: wyszukaj mi wszystkich kawalerow z pensja powyzej 10 tys albo wszystkie bezdzietne rozwodki albo wszystkich alimenciarzy. Zaczyna mi sie tutaj podobac…

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

Dzień 1 ciąg dalszy

Około 11 przyjechali do mnie rodzice, gdyby nie ich pomoc w mieszkaniu miałbym niezły bajzel i następne dni spędziłbym na organizowaniu się, malowaniu, sprzątaniu, kompletowaniu praktycznie wszystkiego od początku.
Wciąż było dużo do zrobienia i lista rzeczy do załatwienia piętrzyła się za każdym razem kiedy odkrywałem a to że potrzebuje worków do odkurzacza, ręczników, szklanek, klucza do piwnicy, jedzenia. Matka zaopatrzyła mi lodówkę parówkami, kabanosami, nawet zgrzewkę wody mi kupiła, ale jak zobaczyłem co to za badziewie praktycznie wszytsko od razu wyładowało w koszu na śmieci. Woda o smaku pomarańczy, woda jodowana o smaku odkamieniacza sama chemia i w ogóle straszne świństwo, więc nie było litości.

Przez kilka godzin rozkminiałem sklepy internetowe, rozglądając się co by mi się przydało i co mógłbym już teraz zamówić: wentylator, stolik na balkon, nowy telefon, bilet miesięczny.
Wieczorem umówiłem się z ojcem i bratem na wspólne wyjście do miasta. Świeciło słońce

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

Dzień 1

Nic mi się nie śniło tamtej nocy, nad ranem za to obudził mnie świergot ptaków i przez kilka chwil wydawało mi się że obudzę się w naszym wielkim łóżku w Szwajcarii, za oknem słyszałem śpiew ptaki, a za chwilę usłyszę rżenie osła, a gdy otworze oczy zobaczę M. stojącego nade mną z poranną dawką filiżanki kawy i usłyszę dobrze znane mi buon giorno. Chociaż nie, to czwartek, więc moja kolej, beędę musiał wstać, poczłapać do kuchni i przynieść mu ją do lóżka.

Zderzenie z rzeczywistością nastąpiło gdy tylko otworzyłem szerzej oczy. Nie bylem rozczarowany, ba wręcz szczęśliwy, że leżę w swoim łożku, za oknem świeci słońce i śpiewają ptaki. Poza tym wyspałem się i spało mi się bardzo dobrze.

Wstałem, zrobiłem sobie mocnej kawy z mocchi którą zabrałem z Berna, rozsiadłem się na sofie i rozejrzałem wokół. Tak. Naprawdę tutaj jestem.

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

Pierwsza noc

Mieszkanie wygladalo praktycznie tak jak je kiedys zostawiłem. Moi rodzice odwalili kawał dobrej roboty pozbywając sie wszelkich śladów poprzednich lokatorów. Nie znalazłem ani starych naczyń, ani osobistych przedmiotów, nie czułem nawet czyjegoś obcego zapachu, bo wszystkie ściany i sufity zostały odświerzone a soft i materace wyprane..
W lodowce świeciło światło a zakupy zrobione przez matkę świadczyły o tym ze byla tutaj kilka godzin przede mną. Otworzyłem sobie butelkę whiskey, nalałem sobie spora szklankę złotego płynu, zapalilem papierosa. Na balkonie odkryłem slady wielkiego remontu, ktory przetaczał się przez budynek w którym mieszkałem. Na podłodze leżał gruz i brudne wiadro, ze ścian zwisały części styropianu oraz grube krople jakiejś żółtawej mazi.
Kiedy rozpakowałem walizki rozsiadłem się wygodnie w fotelu i w ułamku sekundy złapałem się na mysli: nareszcie w domu.

Zasnąłem grubo po 2 nad ranem.

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

Powrót na stare śmieci

Lot troche mi się dłużył, czułem dziwne przejęcie, bo zdawałem sobie sprawę, ze tak naprawdę kupiłem bilet w jedna stronę i nie wiadomo kiedy wrócę ani czy w ogóle wrócę do Szwajcarii.
Po północy wylądowaliśmy we Wrocławiu odebrałem walizki i wyszedłem na postój taksówek. Umówiłem się z kierowca, ze najpierw spróbuje otworzyć drzwi do bramy i mieszkania, bo wcale nie zdziwiłoby mnie, ze pęk który posiadam nie pasuje już do ani jednego zamka. Udało się, choć przez kwadrans nocowałem się z zamkiem od domofonu.

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz