Czułem się dziś jak zombie, jakbym poruszał się pod wodą, w jakiejś dziwnej zawiesinie, która spowalnia każdy ruch i każdą myśl i ten stan nie opuszczał mnie przez cały dzień.
Rano zmierzyłem ciśnienie. Było niskie. Na wszelki wypadek wziąłem wapno, żeby nie rozsypać się gdzieś po drodze.
Nad miastem wisiały ciężkie chmury, a deszcz zalewał ulice i chodniki. W biurze panowała cisza, byłem sam, chyba nikt nie miał dziś ochoty pojawiać się w pracy. Wypiłem kawę, ale nie zrobiła najmniejszej różnicy, dalej czułem się jakby mnie tam nie było.
Ruszyłem z trzecim projektem. Dużym i ważnym, takim, który wiąże się ze zwolnieniami ludzi. Na mojej liście jest szesnaście osób z różnych krajów Europy, nie czytam ich imion ani nazwisk, nie pozwalam sobie na to, w mojej głowie są tylko zasobami do zredukowania. Tylko w ten sposób potrafię wyłączyć emocje, jestem wykonawcą planu, który ma zostać zrealizowany przed marcem przyszłego roku. Każda zamknięta pozycja to finansowy wynik, więc na tym się skupiam.
Wczoraj pracowałem do późna., pod koniec dnia otworzyłem skrzynkę mailową. Zamiast odpisywać każdemu z osobna, wysłałem jedną odpowiedź do wszystkich, krótką i konkretną, bez miejsca na dyskusję, negocjacje czy tłumaczenia. Dałem jasno do zrozumienia, że będę robił swoje, a reszta musi się do tego dostosować.
Był też jeden pozytyw. Nasz dyrektor finansowy podchwycił temat, publicznie potwierdził moje stanowisko i poprosił wszystkich o pełne zaangażowanie. Miło mieć za plecami takie wsparcie.
Mój drugi nowy projekt wybuchł mi w twarz już tydzień temu. Osoba, która prowadziła go wcześniej, robiła to bardzo chaotycznie. Gdy przejąłem temat, nagle pojawiły się konkretne zadania, raporty statusowe, a część problemów od razu zaświeciła się na czerwono. Na spotkaniu z jego przełożoną wypunktowałem wszystko, co zastałem, bez emocji, same fakty, nie oceniałem jego kompetencji ani intencji, po prostu pokazałem rzeczywistość.
Przez cały ubiegły tydzień rozmawiałem z dyrektorami HR z osiemnastu krajów Europy. Pozwalałem im wyrzucić z siebie frustrację i obawy, odpowiadałem na pytania, a jednocześnie sam uczyłem się nowego obszaru. Specjalistą od unijnej dyrektywy o przejrzystości wynagrodzeń przecież nigdy nie byłem. Po wielu godzinach czytania dokumentów, analizowania przepisów i przekopywania się przez techniczne szczegóły czuję, że zdobyłem zupełnie nową wiedzę. Może nigdy więcej mi się nie przyda, ale dzięki niej rozmowy z dyrektorami i firmą konsultingową wspierającą ten projekt prowadzi mi się go znacznie spokojniej, bo wiem, o czym mówię, czuję się pewniej.
Dzisiejsza telekonferencja była chyba najlepszym dowodem, że ten wysiłek nie poszedł na marne. Po kilku minutach mojego wprowadzenia zapadła cisza. Czekałem na lawinę trudnych pytań, pretensji i podważania decyzji, ale nic takiego się nie wydarzyło. Dyrektorzy czuli, że ktoś nad tym panuje, nikt nie narzekał, nikt nie protestował, nikt nie próbował uciekać od odpowiedzialności. To był mały, ale bardzo satysfakcjonujący sukces.
O czternastej wyszedłem z biura i pojechałem do urzędu wyrobić nowy dowód osobisty. Stanie w kolejce zajęło półtorej godziny, ale przynajmniej mogę odhaczyć kolejną sprawę do załatwienia. Misja wykonana.
Teraz chce mi się tylko spać. Emocje jakby ktoś wyłączył jednym przyciskiem. Od kilku dni mam wrażenie, że żyję na autopilocie.




























Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.