Pożegnania i powroty

Wczoraj pożegnaliśmy koleżankę z działu. Tę samą, która rekrutowała mnie do firmy w marcu. Odeszła po 12 latach pracy i nieskończonej ilosci zmian i reorganizacji wewnątrz firmy.  Z czasem czeka i mnie to czeka, ale póki co robię swoje, kasa na koncie mi się zgadza więc ambicje schowałem na razie do kieszeni.

A. z okazji swojego odejścia zaprosiła nas wszystkich do Starego Klasztoru na pożegnalną imprezę. Z 15 osób zrobiło się nagle 45 a i tak nie byli to wszyscy którzy mieli ochotę przyjść. Piwo i drinki lały się szerokimi strumieniami a raz po raz donoszono nam talerze z ciepłym jedzeniem, bo w końcu jeść coś trzeba.

Razem z moja zarprzyjaźnioną koleżanką Słowaczką zamawialiśmy tylko whiskey i na przemiennie wysyłaliśmy się tylko do baru po kolejne kolejki złotego trunku. Wszyscy z nas się śmiali mając nas za burżujów, ale jak przyszło co do czego jako jedyni byliśmy na koniec trzeźwi i nie trzeba było nas prowadzić pod ramię.

W czasie tamtego wieczoru doszlo do paru zabawnych sytuacji.

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

W królewskim stylu

M. uparł się, że do Dublina pojedziemy pociągiem, jak Królowa Matka, która nie jeździ autobusami. Trochę mnie to bawiło, trochę wydawało się pretensjonalne, poza tym bilet kosztował dwa razy więcej, ale pomyślałem co mi tam, nie będę się przecież kruszył kopii o taką błahostkę. Stacja Belfast Central znajdowała się nieopodal naszego hotelu, nie warto było brać nawet taksówki, do stacji dotarliśmy pieszo ciągnąc nasze walizki i torby z zakupami. M. pierwszy raz nie kupił prawie nic, jak twierdził nic mu się nie spodobało a wydawać niepotrzebnie pieniędzy nie planował. Zaskoczyło mnie to, podejrzewałem nawet, że może krucho u niego z pieniędzmi, zapytałem delikatnie jak daje sobie rady mieszkając sam w Bernie, ale rzeczowo stwierdził, że nie mam się czym martwić. Znam go 11 lat, wiem kiedy nie mówi całej prawdy, ale  tym razem zdecydowałem odpuścić.

Pociąg był pełen, na szczęście znaleźliśmy wolne miejsca i caładroga minęła nam w bardzo wygodnych warunkach. Co stacja dosiadali się nowi pasażerowie, tak że gdy dojeżdżaliśmy do Dublina nasz wagon wyglądał jak przysłowiowa puszka sardynek, wypełniony stłoczonymi i ściśniętymi ludźmi.

Na chwilę zostawiłem M. pod wyjściem z Connolly Station a sam pobiegłem wypłacić pieniądze z bankomatu, wracając zahaczyłem o bar kawowy i kupiłem nam po cappuccino, bezbłędnie odgadując niewypowiedzianą potrzebę M.

Kolejne miasto i kolejny Radisson, tym razem nie dostaliśmy upgradu, ale pokój wciąż był bardzo ładny i elegancki. Zostawiliśmy nasze bagaże i poszliśmy na spacer w kierunku katedry.

Buty mnie obcierały, stopy bolały, przy każdym kroku boleśnie odczuwałem łydki, ale nie mogłem się skarżyć.

Opublikowano podroze | Otagowano , | 2 Komentarze

Z trudem przyszło mi zwleczenie się z łóżka

Z trudem przyszło mi zwleczenie się rano z łóżka. Nie zeszliśmy nawet na śniadanie wychodząc z założenia, że o wiele smaczniejsze zjemy w Caviar House na Heathrow, niż w naszym Radisson Vanderbilt. Poza tym wieczór wcześniej przesiedzieliśmy w uroczej libańskiej knajpie przy humusie, kofcie i czerwonym winie, więc uczucie głodu było nam raczej obce.

M. wywołał mały skandal na T5 kiedy pracownik ochrony i bezpieczeństwa poprosił go o zdjęcie bluzy od dresu, którą ubrał… na gołe ciało. Nim w ogóle wyszliśmy z hotelu mówiłem mu żeby ubrał coś pod tę bluzę, bo na bank będą kazali mu ją przecież ściągnąć, ale jak zwykle był mądrzejszy. Dyskretnie tylko obserwowałem jak kobieta na bramce bezpieczeństwa trzy razy prosiła go by rozpiął i zdjął bluzę, po czym gdy tylko zorientowała się że pod nią nic ma natychmiast kazała mu ją nałożyć spowrotem.

Belfast nie przypadł M. do gustu, miasto wydało mu się bardzo prowincjonalne, ludzie zaniedbani, szaro-czarno-biali i totalnie brzydcy, otoczone aurą smutku, depresji i braku jakichkolwiek perspektyw.

M. dał się przekonać byśmy nigdzie już nie wychodzili tego wieczoru. Zostaliśmy w pokoju, nalałem sobie wina i wbiłem się do wanny zrobić sobie długą, gorącą kąpiel, a potem wsłuchiwałem się jak M. ogląda nowe odcinki Will & Grace. Właśnie takich momentów najbardziej mi brakuje, zwykłej codzienności, najzwyklejszego po prostu bycia we dwoje. I choć przeszkadzało mi słuchanie tych głupkowatych dialogów czułem się nad wyraz szczęśliwy, bo M. był obok mnie, na wyciągnięcie ręki.

 

Opublikowano podroze | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Londyn non stop

W Londynie od rana lało, temperatura spadła do kilku kresek powyżej 0. W nocy w pokoju było tak zimno, że M szczekał zębami a rano obudził się z bólem gardła.
Wyszło przy tym jak nieznośna może być pogoda tutaj i jak ważna jest szczelność okien.
Londyn pełen jest Włochów, wczoraj spotkaliśmy jednego na recepcji, potem w restauracji przy Earl’s Court a dziś na śniadaniu zamawiając cappuccino rozbrzmiało wesołe „siete Italiani”? M. nie miał problemów żeby się dogadać, gdziekolwiek byliśmy zawsze wyrastał niespodziewanie jakby spod ziemi jakiś jego krajan.
Po śniadaniu pieszo wybraliśmy się do Notting Hill pobiegać po tamtejszych sklepach i galeriach, nigdy wcześniej tam nie byłem dlatego ucieszyłem się gdy M rzucił na tapet ten pomysł.
Dużo rozmawialiśmy. M wydaje się dawać sobie rady sam w Bernie, ale tęskni i samotność coraz bardziej zaczyna mu doskwierać. W domu nie ma do kogo otworzyć buzi, każdy dzień wyglada tak samo jednostajnie i przeraźliwie nudno. Zaczął nawet szukać znajomych i jakiś dodatkowych zajęć i wcale mu się nie dziwię. Namawiał mnie żebym po nowym roku zaczął szukać pracy i jak najszybciej wrócił do Szwajcarii, do domu.

Gdy dotarliśmy do Parku Kensington wyszło słońce i zrobiło się przyjemnie ciepło, wygrzewaliśmy nasze stare kości na ławce przy stawie przyglądając się ludziom karmiącym kaczki i łabędzie.
Tego dnia zrobiliśmy ponad 10km pieszo a od tego łażenia spuchły mi stopy a pod średnim palcem zrobił się brzydki odcisk. M. pozostał niezrażony. Godzinka odpoczynku w hotelowym pokoju a potem znowu poszliśmy na miasto. Jutro rano lecimy do Belfastu.

Opublikowano podroze | Otagowano , | Dodaj komentarz

Londyn to zawsze dobry pomysł.

Londyn to zawsze dobry pomysł – na weekend, shopping czy po prostu chillaucik w wielkim mieście. M. przyleciał na Heathrow pierwszy, a ja wylądowałem pół godziny później. Myślałem, że poczeka na mnie na T5 skąd go odbiorę i pojedzimy razem do Kensington. Znając jego talent do zawieruszenia się wolałem nie ryzykować i po prostu go odebrać. Zdecydował jednak inaczej i tym razem to on czekał na mnie przy bramce przylotów i na dodatek w ogóle się nie zgubił, z czego był nad wyraz dumny uśmiechając się do mnie bardzo szeroko.
W hotelu zostawiliśmy tylko bagaże i zaraz wyszliśmy w stronę Earl’s Court na bardzo późną i niezdrową kolację…

Opublikowano podroze | Otagowano , | Dodaj komentarz

Przed urlopem

Od wczoraj trwała gorąca linia z M : nie zapomnij paszportu, pieniędzy, aparatu, zasilacza do komórki, tabletek od bólu głowy, spodni trekkingowych, butów, szalika, płynu do soczewek, zrób check-in, sprawdź czy nie zmieniła się godzina wylotu, kup wino, czekoladki, zabierz kartę kredytową i szalik, parasol bo może padać… istne wariactwo. M. śmiał się tylko, bo wydawało mu się jakbym nigdy nie wyjechał z Berna. Tak samo jak ja, cieszył się z naszych wspólnie zaplanowanych wakacji.

Po pracy zamiast się pakować, walnąłem się na sofę, obejrzałem kolejny odcinek Ameryki Express, która wywołała u mnie sentymentalne wspomnienia a potem pojechałem do chłopaków na Krzycką, znieczulić się lekko przed rozpoczynającym się nazajutrz urlopem.

Chłopaki zaprosili znajomych, co akurat wcale mnie nie zdziwiło, ale ich poziom pozostawiał wiele do życzenia. Zauważyłem, że coraz mniej jestem wyrozumiały i tolerancyjny dla ludzi, z trudem przyszło mi nie nazwać na głos jednego z ich znajomych totalnym debilem.

Budzik nastawiłem sobie na 6. ale obudziłem się przed czasem. Przejrzałem szybko maile, zrobiłem sobie kawy i wyciągnąłem z szafy walizkę do spakowania. Pakowanie szło mi opornie, ale im bliżej było 8, tym bardziej mobilizowałem się żeby ze wszystkim się wyrobić. Uberem dojechałem na dworzec PKP skąd punktualnie 9.17 wyruszyłem do Warszawy.

Pociągi w Polsce nie umywają się może na pierwszy rzut oka do tych w Szwajcarii, ale obsługa, serwis i standard są w miarę podobne. Dostałem swoje wygodne miejsce, mogłem rozprostować nogi, ściągnąć buty, doładować komórkę. Jedynie tylko trochę zmarzłem, bo klimatyzacja działała jak oszalała i za nic nie dała się samodzielnie wyregulować. Z Centralnego na lotnisko dotarłem pociągiem i to nawet za darmo choć nie wiem z jakiej okazji, bo pani w kasie biletowej nie raczyła podzielić się ze mną tą informacją.

Na Okęciu, ponad dwie godziny czekałem na odprawę BA, która ku mojemu zaskoczeniu rozpoczęła się dopiero 120 minut przed planowanym wylotem. Wygwizdało mnie za to porządnie, jechałem w samej koszuli więcej po wyjściu na zewnątrz było mi najzwyklej w świecie za zimno. Trzęsłem się jak osika dopóki nie wyciągnąłem z walizki kurtki.

British Airways lekko zaskoczyło mnie swoim podejściem do obsługi klienta, okazało się że na 15 osób w biznes klasie, jedzenia mieli raptem dla 10, co oznaczało, że 5 osób nie dostało dosłownie nic prócz słownych przeprosin… Ponoć upgrade zrobili w ostatnim momencie co i tak nie wydawało mi się dobrym usprawiedliwieniem. Miły pan steward roznosząc posiłki i napoje obrał niezrozumiały dla mnie klucz, pytając najpierw pasażera w rzędzie pierwszym, potem w trzecim, piątym a potem niespodziewanie drugim. Moja współpasażerka choć podróżowała biznes klasą nie załapała się ani na przystawkę ani na jakiekolwiek danie główne, bo wszystko się ponoć skończyło.

Na weekend zostajemy w Londynie, by w poniedziałek rozpocząć naszą podróż po Irlandii. Szczerze to nie mogę się już doczekać M. a reszta to tylko zbędny dodatek.

Opublikowano podroze | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Wesele

W dniu wesela spałem do oporu, przed zbliżającą się bardzo długa nocą, chciałem być optymalnie wypoczęty, żeby bawić się do samego końca imprezy. Jak to bywa w takich sytuacjach obudziłem się przed 6, potem nosiło mnie cały dzień a spadek formy zanotowałem po tym jak po północy podano weselny tort.

Odwiedziny ciapatego zapamiętam na zawsze, po tym jak z impetem wyrżnął głową o szklane drzwi do łazienki i odbił się od nich niczym gumowa piłka.
Śniadanie zjadłem u Sowy a potem poszedłem połazić po dawnym sklepie Grażyny obadać co się tam zmieniło.

Przed południem wpadł do mnie jeszcze jeden gość, ale tylko na kawę, bo znajomość postanowiliśmy kontynuować jeszcze nazajutrz.

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz