lotnisko

Samolot z Bazylei mial ponad pol godziny opoznienia. Z tego co uslyszalem od K, ktora kilka godzin wczesniej leciala wylatywala nim z Wroclawia, nad Bazylea panowaly malo sprzyjace warunki pogodowe, ktore przyprawily ja o mdlosci.

Te pol godziny moglby wydac sie wiecznoscia, gdybym przypadkiem nie spotkale na lotnisku ‚trupa z szafy’ (ze swoim nowym/starym absztyfikantem), z ktorym zamienilem kilka kurtuazyjnych zdan. Wilk pozostanie wilkiem nawet jak minie 20 lat, pomyslalem sobie przygladajac sie jego ‚koledze’, ktory robil bardzo pozytywne pierwsze wrazenie, ale predator nie staje sie nagle bezbronna owieczka, wiec cos musialo byc na rzeczy w tej ich relacji. Nic mi w sumie do tego, choc bylo mi chlopaka najzwyklej w swiecie zal. Chlopaki ze slaba psychika lgneli do niego zawsze a ten bez zmilowania to wykorzystywal pod pozorem pomocy i czulych slowek.

M. pojawil sie w drzwiach hali przylotow chwile pozniej. Jego widok w kolorywch butach Moschino w ksztalcie Myszki Micki od razu wywolal usmiech na mojej twarzy. Wpadlismy sobie w ramiona i juz zaczelismy sie rozgladac gdzie podziali sie P&F, gdy M. zorientowal sie, ze odebral nieswoj bagaz. Marka, ksztalt i kolor byly identyczne tylko zawartosc bagazu byla nie jego.

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

Goście goście

Wczoraj ostatecznie pożegnałem K., po pracy zaprosiłem ją jeszcze na drinka do Papa Baru, upewniłem się że przed wyjazdem dostanie odpowiednią dawkę procentów, a kiedy trzeba było prowadzić ją pod ramię, oddałem pod opiekę D., który miał z całej tej sytuacji niezły ubaw. Żeby potem nie mówiła że w Polsce chodziła głodna i nawet raz się nie upiła.

Dziś rano pomogłem zorganizować im taksówki na lotnisko, a kiedy ostatecznie wsiedli na pokład samolotu zabrałem się za sprzątanie i zakupy, bo dziś przylatuje na tydzień Najwyższa Kontrola…

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

Jutro kończę 40 lat

Co zrobić przed 40-tką?

Z niepokojem albo wręcz strachem myślałem kiedyś o magicznej granicy 40 lat, za którą jest już z górki, przepaść, czarna odchłań przed końcem wszystkiego, nim gdy stuknie mi 50 lat i skończy się życie. Kiedyś przekonany byłem, że naprawdę żyje się do 40, bo potem życie traci barwy.
Słyszałem opinie, że po 40. doświadczenie i życiowa mądrość sprawiają, że właśnie po osiągnięciu tego wieku zaczynamy cieszyć się tym, co mamy. Zaczynamy czerpać z życia, więcej niż gdy byliśmy młodsi. Dobrze więc jest wejść w ten etap dojrzałym, ze świadomością swoich potrzeb, słabych i mocnych stron. Tak słyszałem…
Ja nie czekałem. Korzystam z życia i zdobywam doświadczenia na codzień, robię i próbuję wszystkiego na co mam ochotę żeby potem nie żałować. Starzajemy sie codzinnie, ale wciąż jesteśmy odpowiednio młodzi na coś szalonego… zależy chyba tylko czy ma się więcej pieniędzy na różnego rodzaju szaleństwa. Gdybym jutro wpadł pod samochód albo umarł we śnie mógłbym śmiało stwierdzić, że miałem klawe życie.
Przed pójściem spać skusiłem się, by spisać wszystko to co mam już za sobą. Wszystko wymienione poniżej kwestie to moje osobiste punkty, nie planuje nikogo zainspirować ani do niczego namawiać, od po prostu postanowiłem usiąść i popatrzeć w przeszłość. Powstała lista podróży, rzeczy materialnych, relacji międzyludzkich, ekscytujących doświadczeń, doświadczeń seksualnych i umiejętności które chciałem zebrać przed ukonczeniem 40 lat.

– odbyłem trzy podróże dookoła świata, udało mi się odwiedzić 90 krajów i zwidzieć najpiękniejsze miejsca na ziemi
– zakochałem się z wzajemnością
– zdobyłem przyjaciół
– wyszedłem za mąż
– w ramach rewanżu zabrałem swoją rodzinę na wspólne wakacje, zakupy i na obiad do wykwintnej restauracji
– anonimowo i bezinteresownie pomogłem nieznajomemu
– spałem z gwiazdą porno
– bez węża w kieszeni wybrałem się do restauracji posiadającej 3 gwiazdki Michelin
– sprawilem sobie niesamowita butelke wina za ponad 500 dolarów nie patrzac na cene
– spałem na świeżym powietrzu
– spełniłem zachciankę i spałem w luksusowym St. Regis, Four Seasons, Bellagio i Venetian
– leciałem pierwszą klasą do San Francisco, Miami, Los Angeles, Rio de Janeiro
– leciałem helikopterem nad Kanionem Kolorado, nurkowałem na Wielkiej Rafie i w Republice Palau, przejechałem autostradą Great Ocean Road
– płynąłem katamaranem i jachtem na St Maarten, St. Barth, Seszelach i Mauritiusie.
– odszedłem z pracy
– skończyłem studia, mieszkałem i pracowałem zagranicą
– sprawiłem bliskiemu drogi i ekstrawagancki prezent
– wybrałem się w samotną podróż
– skończyłem ze złym nawykiem
– nauczyłem się czegos nowego: otwierać kokosy
– nauczyłem się drugiego obcego języka
– nauczyłem się gotować wyśmienicie kilka potraw
– oddałem część swoich dochodów na cele charytatywne
– poszedłem na koncert artysty ikony
– wybrałem się na koncert do Opery w Sydney i na show na Broadwayu
– świętowałem święta i sylwestra w obcym miescie, na plaży (Sydney i Manila)
– przeczytałem każdą książkę ulubionego autora
– sprawiłem sobie irracjonalny prezent, który nie był potrzebny, ale o którym zawsze marzyłem
– sprawiłem sobie piękny uśmiech
– wystąpiłem przed ponad 100 osobową publicznością
– sprawiłem sobie ekstremalnie drogi prezent: zegarek, torbę, buty, perfumy
– pływałem nago w morzu
– drastycznie zmieniłem swój wizerunek
– nabyłem dzieło sztuki, z którego jestem dumny
– przejechałem się limuzyną i kabrioletem przez Stany (Las Vegas)
– wypiłem lampkę koniaku Louis XIII
– spędziłem dzień w SPA (Tajlandia, Borneo)
– zatrudniłem sprzątaczkę

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

Czas płynie nieubłaganie

Równo dekadę temu dzień moich 30. urodzin okazał się mieć tak niesamowity finał, że do tej pory pamiętam tamten spokojny, niczego niezapowiadający poranek, a potem szalony wieczór w Grissino w gronie znajomych z pracy, wspominam kremowy tort, zimne ognie i obsługę śpiewającą Tanti auguri, potem jeszcze niesamowite ilości szampana który krążył mi potem w krwiobiegu przez następne kilkanaście godzin i ten przejmujący ból głowy nazajutrz w drodze do Avignonu. Pamiętam jak zatroskany M. wyciągał mnie z baru o północy abym zdarzył przespać choć kilka godzin nim wsiedliśmy do pociągu.

To były najlepsze nieplanowane urodzony jakie mogłem sobie wymarzyć, nie myślałem że byłbym wstanie jeszcze kiedykolwiek coś takiego przeżyć. Odkąd pracuję we Wrocławiu rzadziej bywam w Szwajcarii a tym samym rzadziej widuję się ze szwajcarskimi znajomymi. Kiedy się przenosiłem do Wrocławia każdy z nich zaklinał się, że będziemy się odwiedzać i nie powiem, miło było słuchać ich zapewnień, ale z drugiej strony rozsądek podpowiadał mi, że to tylko takie czcze gadanie, bo odległość zrobi swoje.

Dziewczyny z którymi latałem do Dubaju zsdzwoniły do mnie kilka tygodni temu, oznajmiając że przylecą świętować dzień moich okrągłych urodzin. Nie pozwolą mi spędzić takiego dnia w pojedynkę, wszystko mają już zaplanowane i porezerwowane więc będą na pewno… Żeby było weselej przylatują wraz ze swoimi rodzinami – w sumie 12 osób.

Pomysł mnie zaskoczył, ale bardzo pozytywnie. To najlepszy prezent jaki tylko mógłbym sobie wymyślić.
V. przyleciała z mężem już w niedzielę, pomogłem im zorganizować transport, przewodnika, zabrałem wieczorem do rynku na kolację i lody. Wrocław spodobał im się do tego stopnia, że postanowili niebawem tutaj wrócić, zwłaszcza że podróżowali z córką, która nie mogła wyjść z zachwytu nad ilością atrakcji, które ją tutaj spotkały.

Dziwne to uczucie oglądać ich w tym niecodziennym otoczeniu – wśród moich ulubionych miejsc i wroclawskich zakątków.

Opublikowano podroze | Otagowano | Dodaj komentarz

Nie kumam swojej nowej roli

Po kilku tygodniach nic nierobienia przeplatanych szkoleniami przyszedł czas na chwilę refleksji i stwierdzam, że nie kapuję swojej nowej roli. Niby zaangażowany jestem w 2 shitowe projekty ale jeden jeszcze nawet się nie zaczął a drugi jest typową zapchajdziurą. Nie bardzo orientuję się jeszcze czego oczekują ode mnie moi przełożeni. Na razie siedzę więc sobie cicho w kącie i czekam aż nadejdzie ten straszny okres zapierdu, że nie będę wiedział w co ręce włożyć… Tak twierdzą przynajmniej wszyscy wokół.

Ludzie niechętnie dzielą się wiedzą, a jeśli nawet to podają sprzeczne informacje. Odnoszę wrazenie, że sami nie orientują się w bieżących tematach ani w rozwiązaniach technicznych, które sami ponoć zaimplementowali i wszyscy robią wszystko na czuja..
Ogólny bałagan, ale nikt nie obiecywał mi, że będzie panował tutaj ład i skład…

Opublikowano praca | Otagowano | 2 Komentarze

Frustracja

Zrypany i jakby wypluty przyjechałem do mieszkania a i tak nie czułem się senny, zrobiłem sobie jeszcze drinka a potem drugiego, mocniejszego nim położyłem się łóżka. Rano pojechałem do biura i praktycznie cały dzień spędziłem na instalowaniu na nowo komputera. To już trzeci raz w ciągu miesiąca, kiedy musiałem robić to od poczatku i zaczyna działać mi to na nerwy. Chciałbym napisać, że na bakier byłem tego dnia z pracą, ale przecież i tak niczego specjalnego nie robię, więc po prostu zacisnąłem zęby, siedziałem i czekałem aż minie mi dzień.

Na 40. urodziny M. obiecał mi nowy rower, ale w związku z jego lekkim podejściem do pieniędzy zapowiada się, że mógłbym doczekać się prezentu na świetego Dygdy. Dlatego sprezentowałem go sobie sam. Pewnej soboty dnia po prostu wstałem rano, pojechałem do sklepu, wybrałem taki, który podobał mi się najbardziej i od razu praktycznie mogłem cieszyć się z jego użytkowania. Wrocław tak bardzo się zmienił, powstało tyle ścieżek rowerowych, wszędzie praktycznie można dostać się rowerem a najważniejsze nareszcie zacząłem się ruszać a nie tylko praca, dom, drink i filmy na iPadzie.

Nie lubię mieć długów ani zaciągać zobowiązań, dlatego jeszcze w poniedziałek przed wylotem zrobiłem przelew do Urzędu Skarbowego żeby pozbyć się problemu. Nic nie powiedziałem o tym M. Napisałem tylko na fakturze zapłacone i odłożyłem faktury na dawne miejsce. M. obiecał mi, że pójdzie do naszego doradcy podatkowego i spróbuje dowiedzieć się skąd wzięła się tak duża rozbieżność w jego rozliczeniach za poprzednie lata. Zajęło mu to równy tydzień, a o tym że zobowiązanie już dawno jest uregulowane hrabia zorientował się dopiero w dniu kiedy szedł na spotkanie do doradcy. Zupełnie nie pojmuję jak udaje mu się spokojnie spać kiedy nad głową wisi mu niczym miecz Damoklesa rachunek na dwukrotność jego miesięcznej pensji, podczas gdy on nawet nie ma takich oszczędności. Ktoś stojący z boku mógłby mi powiedzieć, że mogłem nie pomóc, nie płacić, mogłem zostawić sprawę tak jak jest i czekać aż samo się rozwiąże i naprawdę myślałam o tym długo, spędzało mi to sen z powiek. Tylko, że za dobrze znam M. w ten sposób nic bym nie wskórał a w konsekwencji zwiększyłby się nam tylko dług a do tego doszłyby karne odsetki. Zgadzam się, że takie rzeczy się zdarzają i nie wszystko da się przewidzieć, ale jego podejście zupełnie mnie rozwala. Na dodatek na koniec usłyszałem kiedy pojedziemy na wakacje zaplanowane we wrześniu i czy nadal będę partycypował w kosztach wynajmu mieszkania w Bernie i wtedy miałem ochotę wykrzyczeć mu, że chyba oszalał bo skąd niby mam na to wszystko brać pieniądze. Wszystko mi się wali, misternie ułożony plan runął jak domek z kart.
Nie cierpię jego rodziny, która ciągle tylko woła o kasę i jego naiwności.
Nie wiem kiedy znowu pojadę do Szwajcarii, pewnie nie prędko bo nie mam nawet za co zapłacić za bilet na samolot.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 2 i 3

Ze zdziwieniem zauważyłem, że nie ma znaczenia czy aktualnie mieszkam w Bernie czy Wrocławiu, kiedy spotykam się z K. odnoszę wrażenie jakbyśmy widzieli się raptem wczoraj.

Przyjemnie było znów spać we własnym łóżku a rano dostać do łóżka filiżankę kawy. Pomimo paru zmian tak naprawdę niewiele zdażyło się tutaj zmienić. M. poupychał w dziwnych miejscach kilka moich rzeczy, niektóre powyrzucał albo zgubił, ale kto by się czymś takim w ogóle przejmował. Po typowym śniadaniu w postaci jogurtu z owocami zrobiłem sobie gorącej kawy i zasiadłem do stosu papierów i formularzy do wypełnienia.
Przed południem pojechaliśmy do Lucerny. Ze wszystkich miast to moje ulubione, dlatego postanowiłem skorzystać z okazji pobytu w Szwajcarii . Było bardzo ciepło, wręcz upalnie, w słońcu czuć było nieznośny żar, który mocno piekł skórę..
Siedzieliśmy na tarasie hotelu Balance leniwie połykając kawałki pizzy, pijąc piwo, beztrosko patrząc na rzekę i przelewające się masy turystów, których nigdy tutaj nie brakowało.
W nocy dał o sobie znać bolący ząb i prawie już biłem się z myślami ile będzie kosztowała mnie tutaj wizyta u dentysty i czy moje ubezpieczenie pokryje ją choć w ułamku. Na szczęście samo minęło, ale na wszelki wypadek upewniłem się, że mam pod ręką coś przeciwbólowego.

Plan był taki, że miałem zostać tutaj do wtorku i pracować z domu z Berna, niestety w niedzielę okazało się że nie działa mi komputer, nie mogłem połączyć się VPNem z żadną ze stron ani ściągnąć maili. Próbowałem jeszcze w poniedziałek ale bez skutku. O 14 miałem umówione spotkanie w banku, po którym zdecydowałem się zmienić bilet i wrócić wcześniej do Polski. Na jeden dzień mogłem zniknąć z biura, ale po dwóch ktoś nabrałaby pewnie podejrzeń zwłaszcza, że we wtorek miałem coś prezentować.
M. nie był zadowolony z takiego obrotu spraw, liczył że spędzimy te kilka dni razem, ale z drugiej strony rozumiał że to siła wyższa. Następnym razem obiecałem mu przylecieć tutaj od piątku do poniedziałku aby jak najmniej przejmować się pracą.

Lot odwołał mi samolot, przerzucili mnie na Lufthansę a potem jeszcze mieliśmy opóźniony lot do Monachium, w którym samolot do Wrocławia też nie wyleciał o czasie. W domu byłem po 1 w nocy zmęczony i rozwalony całą tą sytuacją.

Opublikowano podroze, Szwajcaria | Otagowano , , | Dodaj komentarz