Szał cipy…

…nieustannie trwa. Przychodzę do biura wcześnie rano, wychodzę o 17 albo 28 i ciagle żałuję że doba ma tylko 24 godziny. Jakiś chłopak z Zurychu odchodzi, dorzucili mi jego obowiązki i tym samym oczekiwania wobec mnie wzrosły niebotycznie. Nie przejmuje się tym i po prostu robię swoje, wychodząc z założenia że nie da się nauczyć kogoś w tydzień doświadczenia zebranego w ciągi przeszło 6 lat. Menadżerowie wierzą że jest to możliwe, a ja nie wyprowadzam ich z błędu. Mogę się tylko postarać ale czkawka i wyboista droga przed nami.

 

Opublikowano praca | Dodaj komentarz

Spontaniczne decyzje

… są człowiekowi  czasami bardzo potrzebne. Jeszcze w środę wieczorem przechodziłem lekki kryzys, ale jak w piątek wszedłem do bramy budynku mieszkania gdzie juz w korytarzu czekał na mnie uśmiechnięty M wiedziałem, że była to najwłaściwsza decyzja. Usiedliśmy w sofie, na wprost ściany ze zdjęciami z naszych podróży, nalaliśmy sobie po szklaneczce Taliskera, po czym jak za starych dobrych czasów opowiadaliśmy sobie jak minął nam cały tydzień. Wróciła magia, której tak bardzo mi brakowało, praca i stres zostały gdzieś daleko za mną, nie liczyło się dla mnie wtedy nic prócz nas.

Grubo po pierwszej położyliśmy się do łóżka, spałem smacznie jak zabity aż nie obudził mnie donośny budzik w telefonie. Wyczłapałem się łóżka, poszedłem zrobić nam kawy, którą później jak prawdziwie kochający mąż przyniosłem nam do łóżka. Sobota była leniwa, pojechałem na śniadanie do B, która od tygodnia mieszkała w nowym mieszkaniu w Ittigen. Było wspólne gotowanie, prosecco, ploty, nawet na zakupy daliśmy radę wyskoczyć a na koniec zdecydowaliśmy polecić razem w październiku do Namibii.

Lekkie jakby nieśmiałe promienie wiosennego słońca wychodzące zza ciemnych chmur, delikatny wiatr, bujna, soczysta, żywo zielona roślinność, grube opasłe ślimaki przechadzające się leniwie  na mokrym asfalcie, głośny śpiew ptaków za oknem w drodze na przystanek podmiejskiej kolejki – wszystko zdawało się być wyjątkowe tego dnia. Cieszyłem się jak dziecko, że jest sobota, że jestem z dala od pracy, w Szwajcarii i że jest tak cudownie pięknie.

Opublikowano podroze, Szwajcaria | Otagowano , | Dodaj komentarz

Mały kryzys

… mnie dopadł przedwczoraj. Wróciłem z pracy, trochę zmęczony, trochę sfrustrowany, ale najbardziej chyba stęskniony za bliskością M, jego brakiem za wyciągnięcie ręki, wspólnego zasypiania a potem budzenia się o poranku, rytuału kieliszka armagnacu przed pójściem spać i przynoszenia porannej kawy do łóżka. Tym sposobem myśli niebezpiecznie zaczęły kręcić się wokół wyborów, które kiedyś podjąłem, zacząłem żałować i tęsknić za dawnym życiem, wróciły wspomnienia i nawet nie wiem kiedy po twarzy zaczęły spływać mi grube łzy. Szybko sprawdziłem ceny biletów na weekend i cena 400 franków praktycznie ostudziła moje zapały. Tyle że potem pomyślałem sobie, że przecież nie po to harowałem zagranicą ponad dekadę, nie po to trzymam pieniądze na koncie oszczędnościowym, by w takiej właśnie chwili nie móc po prostu kupić biletu, spakować walizki i najzwyklej w świecie polecieć do domu.

Radość i entuzjam udzieliły mi się od razu gdy tylko zobaczyłem potwierdzenie rezerwacji i trwają do teraz. Nie udało mi się zachować niespodzianki przed M. bo gdy tylko usłyszałem jego głos w słuchawce od razu w pierwszym zdaniu wypaliłem, że oto przylatuję. M. ucieszył się jak dziecko, choć widzieliśmy się raptem 3 tygodnie temu na Filipinach, to widać obaj zdążyliśmy się za sobą stęsknić.

W pracy jest ok, przytłacza mnie ilość informacji i wiedzy które muszę zdobyć i zgłębić. Przeraża mnie myśl, że nie dam sobie rady i niby nie muszę niczego nikomu udowadniać, ale… w wewnętrznej walce z samym sobą i tak zwyciężają ciekawość, determinacja i dziwnie pojmowane pojęcie szczęścia.

W pracy z niecierpliwością oczekiwałem na pozwolenie do pracy w Szwajcarii, choć wszystkie dokumenty złożyłem w zeszły piątek zdawałem sobie sprawę że tego procesu nie jestem w stanie przyspieszyć. Ku mojemu zdziwieniu dostałem je już po 4 dniach i mogłem zacząć planowanie następnego wyjazdu.

W piątek zostałem w biurze do końca, rano do małej torby spakowałem kilka najpotrzebniejszych przedmiotów by po pracy od razu pojechać na lotnisko. Na widok samolotu linii Swiss poczułem dziwne ukłucie w sercu, w samolocie zamówiłem sobie nieśmiertelny zestaw kanapki z serem, naturalnej wody i buteleczki białego wina. Boże jak ja tęsknie….

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

Stres

…towarzyszy mi od rana. Wtorek był kolejnym dniem z serii jestem w pracy i mam poczucie straconego czasu. Całe dnie  upływają mi na logowaniu ticketów, szukaniu informacji, przeklikiwaniu stron i formularzy albo na walczeniu z aplikacjami, które ponoć usprawniają całe procesy, ale pewnie dopiero jak zostanie się ekspertem w ich posługiwaniu. Do tego ostatniego daleka jeszcze droga, bo ciągle próbuje okiełznać ogół a na szczegóły nie starcza mi czasu. Odkąd wymyślili przejęcie przeze mnie obowiązków chłopaka, który odchodzi w Zurichu padł na mnie blady strach, że wrzucono mi na barki kolejne obowiązki a ja wciąż jestem w czarnej dupie ze starymi tematami. Nie minął nawet jeszcze miesiąc a ja zamiast koncertować się nad tym co miałem do tej pory opanować dostaje tylko ciągle nowe zadania i końca tego wszystkiego nie widać. Czarna rozpacz mnie ogarnia.

Wczoraj prawie 12 godzin siedziałem w biurze, po pracy poszedłem spotkać się z A., bo bardzo potrzebowałem twardego resetu. Wróciłem do domu uberem, poszedłem nawet stosunkowo wcześnie spać, bo chciałem się wyspać. Obudziłem się o 2, w całym domu nie było prądu i przez godzinę rozkminiałem czy to awaria, przerwa w dostawie a może tylko korki. Elektryk ze mnie żaden, ale gdy po 3 nad ranem na nowo pojawił się prąd wróciłem do łóżka i…. nie spałem już do rana. Zaczynam mieć coś z głową.

Opublikowano praca | Otagowano | Dodaj komentarz

Weekend majowy

…spędziłem bawiąc się na weselu. K. zaprosiła mnie jako osobę towarzyszącą na ślub swojego drugiego kuzyna. Od kilku lat mamy niepisaną umowę że na tego rodzaju imprezy rodzinne chodzimy razem. W zeszłym roku we wrześniu zaprosiła mnie na wesele do Poznania i było tak super że za nic w świecie nie przepuściłbym takiej okazji. Poznaniacy potrafią wyprawiać wesela, stoły uginają się od jedzenia oraz alkoholi a goście zawsze dopisują. Pojechałem już w piątek, spałem w nowootwartym ParkInn i bawiłem się przednio. Rodzice K zaprosili mnie do siebie na obiad, obskoczyliśmy później kilka fajnych miejsc i gdyby nie deszcz, to weekend uznałbym za idealny.  Wesele odbywało się w pięknie położonym zajeździe 40km za Poznaniem dokąd dojechaliśmy autobusem wraz z innymi gośćmi. Jedynie powrót o 5 nad ranem nie należał do najprzyjemniejszych: było zimno, mgliście i mokro. Autobus wyrzucił mnie gdzieś na jakimś rondzie i tak strasznie nie chciało mi się wracać pieszo, że jak zobaczyłem hulajnogę których teraz pełno w każdym mieście od razu pomyślałem, że to dobry pomysł wypróbować ten środek transportu. Nie zabiłem się, ani nie przeleciałem przez kierownicę za to radość była jak u dziecka. W niedzielę spałem krótko, dość wcześnie zwlokłam się z łóżka, kaca nie miałem więc o 10 byłem już w pociągu powrotnym do Wrocławia.

Mialem popracować w weekend, udało mi się raptem przez godzinę albo dwie, szkoda było mi weekendu na grzebaniu się w papierach.

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

Początki zawsze są trudne

Na razie idzie mi jak po grudzie. Ważne, że do przodu, ale strasznie mnie irytuje że tak opornie przychodzi mi nauka nowych rzeczy. Kiedyś rzeczy łapało się w mig a teraz słucham o tych RM-ach, AuM-ach, NNA-sach, GWTR-ach i shadow-ach i co chwilę muszę się zastanawiać z czym to się je.

Mój szwajcarski dyrektor wygłosił wczoraj tyradę na temat swoich oczekiwań wobec mnie po odejściu kolegi z jego teamu, tylko że to się zbytnio kupy nie trzyma. Jak można nauczyć kogoś 6 lat doświadczenia w kilka godzin i to jeszcze online, bo moja delegacja za sprawą papierologii wydaje się być coraz odleglejsza. Na szczęście byle do końca maja, bo 1.06 lecimy do Miami. Nie zamierzam spędzać całego życia usprawniając czyjeś procesy, nie marnuję czasu na przesiadywanie po godzinach w biurze, w końcu i tak mi nikt nigdy za to nie podziękuje.

Tak się ostatnio nad tym zastanawiałem, że ten mój bardzo krótki pobyt w poprzedniej firmie był mi pisany. Gdyby nie praca w dxc nie kupiłbym po znajomości mieszkania, nie poznałbym pani K., która zaprojektowała mi nowe wnętrza, nie poznałbym paru fajnych osób i nie dostałbym wypasionego laptopa, który służy mi po dzień dzisiejszy.

Opublikowano praca | Otagowano | Dodaj komentarz

Zmęczenie

Zmęczenie znowu dało o sobie znać, tyle jest tego wszystkiego do ogarnięcia, nie mam czasu podrapać się po tyłku bo latam od spotkania na spotkanie, szkolenia za szkoleniem, nie mam spokoju żeby móc usiąść i przejrzeć notatki. Nie wyobrażam sobie na razie jak będę wstanie pracować samodzielnie kiedy wszystko mi się już poukłada i zatrybi. Na dodatek Szwajcarzy wymyślili sobie że przylecą do nich przejąć część dodatkowych obowiązków po odchodzącym niebawem A. Nie mam za bardzo ochoty tam jechać bo nie czuję się jeszcze pewnie w podstawowych tematach a co dopiero brać na siebie więcej nowych obowiązków. Nie narzekam, ale sytuacja nie napawa mnie zbytnim optymizmem.

Od czwartku walczę z biurokracją, załatwiam jakieś pozwolenia, karty kredytowe, dosyłam kolejne dokumenty i świadectwa. Machina korporacyjna działa bardzo powoli a ja lubię efekty mieć id razu.

W weekend przywieźli mi zamówiony zestaw wypoczynkowy na balkon, składankę jego oraz wiercenie dziur w ścianach zajęło mi całą sobotę aż z bólu czułem wszystkie palce. Praca fizyczna pozwoliła mi jednak zapomnieć o pracy i odciągnąć myśli od rzeczy na które przecież nie mam żadnego wpływu. W wierceniu pomagał mi ojciec, wiem że darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, ale gdybym wiedział że aby wywiercić jedną dziurę zrobi w około trzy inne na pewno dwa razy bym się zastanowił nim poprosił go o pomoc.

M na razie nie przyjeżdża, bo jeśli faktycznie mnie wyślą do tej Szwajcarii, będę miał darmową podróż.

W sobotę wieczorem kiedy skończyłem wszystkie zaplanowane w mieszkaniu pracę przyszedł moment kiedy mogłem sobie powiedzieć: skończyłem, moje mieszkanie nareszcie wyglada tak jak to sobie zaplanowałem. Sącząc kolorowego drinka na balkonie upajałem się tą chwilą.

W długi weekend majowy pracuję. Po tym jak dostałem tydzień wolnego w czerwcu i mogę polecieć na tydzień do Miami, nie mam czelności prosić o więcej.

Opublikowano praca | Otagowano | 1 komentarz