Nie kumam swojej nowej roli

Po kilku tygodniach nic nierobienia przeplatanych szkoleniami przyszedł czas na chwilę refleksji i stwierdzam, że nie kapuję swojej nowej roli. Niby zaangażowany jestem w 2 shitowe projekty ale jeden jeszcze nawet się nie zaczął a drugi jest typową zapchajdziurą. Nie bardzo orientuję się jeszcze czego oczekują ode mnie moi przełożeni. Na razie siedzę więc sobie cicho w kącie i czekam aż nadejdzie ten straszny okres zapierdu, że nie będę wiedział w co ręce włożyć… Tak twierdzą przynajmniej wszyscy wokół.

Ludzie niechętnie dzielą się wiedzą, a jeśli nawet to podają sprzeczne informacje. Odnoszę wrazenie, że sami nie orientują się w bieżących tematach ani w rozwiązaniach technicznych, które sami ponoć zaimplementowali i wszyscy robią wszystko na czuja..
Ogólny bałagan, ale nikt nie obiecywał mi, że będzie panował tutaj ład i skład…

Opublikowano praca | Otagowano | Dodaj komentarz

Frustracja

Zrypany i jakby wypluty przyjechałem do mieszkania a i tak nie czułem się senny, zrobiłem sobie jeszcze drinka a potem drugiego, mocniejszego nim położyłem się łóżka. Rano pojechałem do biura i praktycznie cały dzień spędziłem na instalowaniu na nowo komputera. To już trzeci raz w ciągu miesiąca, kiedy musiałem robić to od poczatku i zaczyna działać mi to na nerwy. Chciałbym napisać, że na bakier byłem tego dnia z pracą, ale przecież i tak niczego specjalnego nie robię, więc po prostu zacisnąłem zęby, siedziałem i czekałem aż minie mi dzień.

Na 40. urodziny M. obiecał mi nowy rower, ale w związku z jego lekkim podejściem do pieniędzy zapowiada się, że mógłbym doczekać się prezentu na świetego Dygdy. Dlatego sprezentowałem go sobie sam. Pewnej soboty dnia po prostu wstałem rano, pojechałem do sklepu, wybrałem taki, który podobał mi się najbardziej i od razu praktycznie mogłem cieszyć się z jego użytkowania. Wrocław tak bardzo się zmienił, powstało tyle ścieżek rowerowych, wszędzie praktycznie można dostać się rowerem a najważniejsze nareszcie zacząłem się ruszać a nie tylko praca, dom, drink i filmy na iPadzie.

Nie lubię mieć długów ani zaciągać zobowiązań, dlatego jeszcze w poniedziałek przed wylotem zrobiłem przelew do Urzędu Skarbowego żeby pozbyć się problemu. Nic nie powiedziałem o tym M. Napisałem tylko na fakturze zapłacone i odłożyłem faktury na dawne miejsce. M. obiecał mi, że pójdzie do naszego doradcy podatkowego i spróbuje dowiedzieć się skąd wzięła się tak duża rozbieżność w jego rozliczeniach za poprzednie lata. Zajęło mu to równy tydzień, a o tym że zobowiązanie już dawno jest uregulowane hrabia zorientował się dopiero w dniu kiedy szedł na spotkanie do doradcy. Zupełnie nie pojmuję jak udaje mu się spokojnie spać kiedy nad głową wisi mu niczym miecz Damoklesa rachunek na dwukrotność jego miesięcznej pensji, podczas gdy on nawet nie ma takich oszczędności. Ktoś stojący z boku mógłby mi powiedzieć, że mogłem nie pomóc, nie płacić, mogłem zostawić sprawę tak jak jest i czekać aż samo się rozwiąże i naprawdę myślałam o tym długo, spędzało mi to sen z powiek. Tylko, że za dobrze znam M. w ten sposób nic bym nie wskórał a w konsekwencji zwiększyłby się nam tylko dług a do tego doszłyby karne odsetki. Zgadzam się, że takie rzeczy się zdarzają i nie wszystko da się przewidzieć, ale jego podejście zupełnie mnie rozwala. Na dodatek na koniec usłyszałem kiedy pojedziemy na wakacje zaplanowane we wrześniu i czy nadal będę partycypował w kosztach wynajmu mieszkania w Bernie i wtedy miałem ochotę wykrzyczeć mu, że chyba oszalał bo skąd niby mam na to wszystko brać pieniądze. Wszystko mi się wali, misternie ułożony plan runął jak domek z kart.
Nie cierpię jego rodziny, która ciągle tylko woła o kasę i jego naiwności.
Nie wiem kiedy znowu pojadę do Szwajcarii, pewnie nie prędko bo nie mam nawet za co zapłacić za bilet na samolot.

Opublikowano Uncategorized | Otagowano , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 2 i 3

Ze zdziwieniem zauważyłem, że nie ma znaczenia czy aktualnie mieszkam w Bernie czy Wrocławiu, kiedy spotykam się z K. odnoszę wrażenie jakbyśmy widzieli się raptem wczoraj.

Przyjemnie było znów spać we własnym łóżku a rano dostać do łóżka filiżankę kawy. Pomimo paru zmian tak naprawdę niewiele zdażyło się tutaj zmienić. M. poupychał w dziwnych miejscach kilka moich rzeczy, niektóre powyrzucał albo zgubił, ale kto by się czymś takim w ogóle przejmował. Po typowym śniadaniu w postaci jogurtu z owocami zrobiłem sobie gorącej kawy i zasiadłem do stosu papierów i formularzy do wypełnienia.
Przed południem pojechaliśmy do Lucerny. Ze wszystkich miast to moje ulubione, dlatego postanowiłem skorzystać z okazji pobytu w Szwajcarii . Było bardzo ciepło, wręcz upalnie, w słońcu czuć było nieznośny żar, który mocno piekł skórę..
Siedzieliśmy na tarasie hotelu Balance leniwie połykając kawałki pizzy, pijąc piwo, beztrosko patrząc na rzekę i przelewające się masy turystów, których nigdy tutaj nie brakowało.
W nocy dał o sobie znać bolący ząb i prawie już biłem się z myślami ile będzie kosztowała mnie tutaj wizyta u dentysty i czy moje ubezpieczenie pokryje ją choć w ułamku. Na szczęście samo minęło, ale na wszelki wypadek upewniłem się, że mam pod ręką coś przeciwbólowego.

Plan był taki, że miałem zostać tutaj do wtorku i pracować z domu z Berna, niestety w niedzielę okazało się że nie działa mi komputer, nie mogłem połączyć się VPNem z żadną ze stron ani ściągnąć maili. Próbowałem jeszcze w poniedziałek ale bez skutku. O 14 miałem umówione spotkanie w banku, po którym zdecydowałem się zmienić bilet i wrócić wcześniej do Polski. Na jeden dzień mogłem zniknąć z biura, ale po dwóch ktoś nabrałaby pewnie podejrzeń zwłaszcza, że we wtorek miałem coś prezentować.
M. nie był zadowolony z takiego obrotu spraw, liczył że spędzimy te kilka dni razem, ale z drugiej strony rozumiał że to siła wyższa. Następnym razem obiecałem mu przylecieć tutaj od piątku do poniedziałku aby jak najmniej przejmować się pracą.

Lot odwołał mi samolot, przerzucili mnie na Lufthansę a potem jeszcze mieliśmy opóźniony lot do Monachium, w którym samolot do Wrocławia też nie wyleciał o czasie. W domu byłem po 1 w nocy zmęczony i rozwalony całą tą sytuacją.

Opublikowano podroze, Szwajcaria | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Berno – dzień 1

Fajnie jest pracować we Wrocławiu, kiedy w perspektywie ma się comiesięczną wizytę w Szwajcarii. Po mimo, że taki wyjazd w ogóle się nie kalkuluje i lepiej byłoby raz w miesiącu latać coraz to w nowe miejsca i tak nie żałuje. Po prostu miła odskocznia od polskiej bylejakości małostkowości i bałaganu.

M. przywitał mnie świeżym ostrygami, które zamówił specjalnie na mój przyjazd. Wieczorem spotkałem się w K. na kolacji w Rialto. Miałem wrażenie jakbym nigdy stąd nie wyjeżdżał a my dwoje jak zwykle spotykamy się w tym samym miejscu co zawsze jakbyśmy widzieli się wczoraj.

Wieczorem M. dobił mnie informacją, że mamy zaległe podatki do zapłacenia za lata 2015 – 2016. Wystarczyłoby na nowy samochód albo na wakacje na Hawajach, a tak spłacam nie swoje długi. M. wzruszył jedynie ramionami, bo nie zdziwiło go, że z roku na rok płacił śmiesznie niskie podatki, beztrosko pożyczał pieniądze swojemu bratu, żył ponad stan a kolejna pożyczka z banku albo ode mnie to dla niego najłatwiejsze rozwiązanie i sprawa jest załatwiona. Zmęczyła mnie ta jego beztroska i zupełna nonszalancja w podejściu do pieniędzy.
Chce stąd uciec, od niego, od problemów, od nas.

Opublikowano podroze, Szwajcaria | Otagowano , | Dodaj komentarz

Już ponad miesiąc minął odkąd jestem we Wrocławiu

Nawet nie wiem kiedy minął miesiąc odkąd zacząłem w Polsce nową pracę. W ogóle tego nie czuję, że mieszkam teraz we Wrocławiu, że zmieniłem centrum życia zawodowego, ciągle wydaje mi się, że za kilka dni i tak wrócę do Szwajcarii, do domu do M. Przez kilkanaście lat w ten właśnie sposób funkcjonowaliśmy, więc wcale mnie to nie dziwi, że nie potrafię się po prostu przestawić. Znajomym i przyjaciołom na pytanie jakie to uczucie wrócić do Wrocławia niezmiennie odpowiadam, że wcale nie czuję jakbym dokądś wrócił, we Wrocławiu tylko pracuję i ta sytuacja jest tymczasowa, jak długo mam tutaj pracę. Nigdzie nie wróciłem, tylko przyjechałem. Nie potrafię lepiej opisać tego uczucia. Dziś jestem we Wrocławiu, za rok mogę być w Zurychu, Amsterdamie albo Singapurze.

W pracy wciąż zdarzają się wpadki, już drugi raz w tym miesiącu padł mi komputer i na nowo musiałem instalować wszystkie programy i aplikacje. Sprawy nie ułatwia fakt, że szefową mam w Stanach, ani tym bardziej wewnętrzna polityka firmy dotycząca bezpieczeństwa i ochrony danych… Kiedyś czymś takim jak niesprawny outlook pewnie bym się stresował, że siedzę i komputer mi nie działa, ale teraz cieszyłem się z tego, że mam wolny dzień, nic nie musiałem robić, mogłem wyjść wcześniej do domu i w sumie cała sytuacja była mi po prostu na rękę.
Ktokolwiek wymyślił centralizację i outsourcing IT a tym samym likwidację lokalnych informatyków w firmie – mam nadzieję, że szlag go trafił. Wydajność pracy spadła, niezadowolenie pracowników wzrosło z powodu braku infolinii, spiętrzenie pracy, nadgodziny i mój wkurw na poziomie 11 w skali 1-10.

Zwykle po pracy wracam do mieszkania i wsiadam na rower robiąc 30-40 km nim zmęczony, ale szczęśliwy wracam do domu. W piątek było inaczej, po pracy wróciłem i walnąłem się z miejsca do łóżka, potem zrobiłem jeszcze zakupy do domu, szybkie pranie i zacząłem się pakować.
To był moja pierwsza podróż do Szwajcarii odkąd przeprowadziłem się do Polski i czuję się z tym jakoś dziwnie.

Opublikowano podroze | Otagowano | Dodaj komentarz

Dzień za dniem

Od dwóch tygodni przychodzi do mnie D. pomóc mi w okiełznaniu mieszkania, bo ostatnią rzeczą o jakiej marzę to wrócić do pustego mieszkania i zobaczyć jakie jest ono zapuszczone i zakurzone i że pół soboty zejdzie mi na pranie i sprzątanie, bo przecież nie będę mieszkał w chlewie. Kiedyś wymyśliłem sobie że byłoby zacnie nie musieć się o to martwić, wrócić w czwartek do domu i pomyśleć że zbliża się weekend który można spędzić miło, przyjemnie, z rodziną, z przyjaciółmi, aktywnie a nie zastanawiać się czy najpierw pranie czy prasowanie a może okna albo tony kurzu na meblach.

Rozłąkę znoszę dzielnie, na razie miałem tylko jeden wieczór kiedy ogarnął mnie tak niesamowity smutek, że płakałem jak dziecko. Tłumaczę sobie, że za kilka dni zobaczę M. ale na niewiele zdaje się to pomagać. Na szczęście piątek już blisko a ja szykuję dla niego niespodziankę.

W pracy bez zmian, ludzie są sfrustrowani, zniechęceni i zmęczeni. Niektórzy mi zazdroszczą, choć moim zdaniem nie ma czego. Bałagan jest wszędzie, wychodzę z założenia że czasami lepiej nie rozumieć niż stresować się i przejmować, że coś robione jest nie tak jak należy.

Z dnia na dzień robi się coraz cieplej. Ciekawe jakie lato będziemy mieli w tym roku. Wciąż planujemy z M. wakacje we wrześniu ale czy dojdą do skutku trudno określić.

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

weekend

Na weekend z Warszawy przyjechała do mnie K. Zamiast iść do hotelu, zaproponowałem aby zatrzymała się u mnie, w końcu od czego ma się przyjaciół. W prezencie przywiozła mi butelkę szampana oraz cały zapas najbardziej śmierdzących francuskich serów więc miałem dodatkowy powód żeby cieszyć się z jej wizyty. Na wspólny sobotni wieczór zaplanowaliśmy wyjście do coctail baru.
K. wpadła na pomysł, aby poprzez FB spróbować skrzyknąć znajomych z Chujowych Produktów, dać znać, że spotykamy się i gdyby ktoś miał ochotę zobaczyć nasze facjaty po prawie 11 latach, to może wpaść do baru na audiencję… Oczywiście najpierw zrobiliśmy lekką selekcję, kogo najchętniej zobaczylibyśmy w naszym gronie a dopiero później wysłaliśmy zaproszenia. Większość znajomych jest już żonata, dzieciata, mężata albo mieszka zagranicą, więc nie spodziewaliśmy się nie wiadomo jakich tłumów. Kilka osób potwierdziło swoje uczestnictwo, ale i tak większość wykręciła się podając względy rodzinne.
Było mega zacnie. Przewinęło się kilkanaście osób, obeszliśmy 3 bary, na końcu zahaczyliśmy o Manianę a do domu wróciliśmy kilka minut przed szóstą nad ranem.

Spaliśmy potem prawie do południa. A jak w końcu zwlekaliśmy się z łóżka pojechaliśmy na Stare Miasto na obiad. Okres komunijny trwał w najlepsze, połowa knajp zamknięta albo zarezerwowana, ze zdumieniem odkryłem że ludzie organizują teraz komunie nawet w sushi barach!!

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz