Warszawa

Mija kolejny tydzień, dobrze że ze za oknem ładnie świeci słońce, bo w przeciwnym razie nie łatwo byłoby mi zmotywować się do wstawania z łóżka.

Do biura chodzę tylko wtedy, gdy naprawdę muszę, po ostatnich przepychankach alergicznie reaguję na słowa: porozmawiajmy. Wątpię czy moje szefostwo interesuje zdanie czyjekolwiek prócz swojego. Zwykle spotkamy się żeby wysłuchiwać a nie żeby dyskutować. Oni swoje zdanie wyrażają naokraglo nie wiem jak ze słuchaniem bo jeszcze nie zaczęli. I te wszystkie osobiste wycieczki pod moim adresem, od których ściska mnie w środku. Chciałbym móc już poprosić o rozwiązanie umowy, ale muszę poczekać. Wszyscy dokoła orgazmują się wyjazdem integracyjnym, a ja nie daję rady wykrzesać z siebie entuzjazmu. Kolejny zadanie do wypełnienia w i tak pełnym już kalendarzu.

Na weekend jadę do Warszawy, odwiedzić znajomych. Krótka zmiana otoczenia dobrze mi zrobi, inaczej prześpię cały weekend.

Wczoraj zadzwoniła V. Razem z mężem zdecydowali kupić dom, taki wymarzony nad jeziorem. Cieszę się ich szczęściem, tylko nie zazdroszczę jej tam sprzątać… Zachciało mi się nawet otworzyć służbowy komputer i napisać kilka maili.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

kocham i nienawidzę

… swojej pracy. W takich momentach jak dziś l kiedy firma mnie rozwala, mam ochotę rzucić wszystko, dać po ryju paru osobom na odchodne, żeby się obudziły, po czym odejść bo nie mam ochoty użerać się ze wszystkimi niedoróbkami. Czuję się wykończony i wypluty, to co brałem za pewnik wróciło do mnie niczym wyrzyg, na dodatek z wielką pretensją, bo odpowiedzialność zawsze spada na maluczkich. Niczego innego nie powiniem był się spodziewać, przecież to nie pierwszy raz tak się dzieje, ale z perspektywy lat i doświadczenia dalej nie potrafię sobie z tym poradzić. Przerabiałem to kilka razy, potem przepracowywałem to sobie w głowie a dziś znowu mnie to dopadło i czuję się z tym wszystkim źle. Głowa mi pęka, w ustach posmak papierosów, czuję zmęczenie a nie dam rady zasnąć. Byle do jutra, byle do końca miesiąca, do końca roku. Byle do…

Opublikowano Uncategorized | 8 Komentarzy

widomość 2

Wiadomość od M mnie dziś wprost powaliła. Dostaliśmy oficjalne pismo z Urzędu Imigracyjnego z zapytaniem czy w związku z tym, że mieszkamy w Szwajcarii od ponad 10 lat, pracujemy, płacimy składki, podatki itp. czy w związku z tym chcielibyśmy przyjąć szwajcarskie obywatelstwo, bo oni nas zapraszają.

Pierwsza myśl. To się nie dzieje naprawdę.

Nigdy nie miałem takich ambicji, wcale nie czuje się zintegrowany z tym krajem i społecznością, nie mowie biegle po niemiecku, wciąż pamiętam jak traktowano mnie kiedy przedłużałem kartę pobytu a tu nagle zaproszenie. Parodia.

Opublikowano Szwajcaria | Otagowano , | 11 Komentarzy

Wróciłem do pracy…

…i tak mi się nic nie chce. Przejrzałem zaległe maile dopiero dzisiaj, bo nauczony doświadczeniem nie chciałem skracać sobie urlopu i błogiego stanu nieświadomości. Wstałem rano, w biurze byłem po 8 a jak tylko odpaliłem maile podziękowałem sam sobie, że nie zdecydowałem się na ten krok w weekend. Dużo pierdoletów, wylewnie gorzkich żali, narzekań, dobrych rad, ględzenia i smęcenia.

Nie zmienia to faktu w biurze wysiedziałem raptem do 14. bo czułem się niewyspany, oderwany od rzeczywistości i z symptomem braku koncentracji. Praca nie zając, nie ucieknie. Ogarnę ten szlam później.

Opublikowano Uncategorized | 9 Komentarzy

widomość

Rzadko wypowiadam się na ten temat, mam wiele innych, ciekawszych rzeczy do opowiedzenia i zapamiętania. Dziś robię wyjątek.

Prawo przyznające pełne prawa do małżeństwa i adopcji parom tej samej płci zostało dziś zaakceptowane przez prawie dwie trzecie obywateli Szwajcarii.

Niedzielny wynik sprawia, że Szwajcaria jest 30. krajem na świecie – i jednym z ostatnich w Europie Zachodniej – w którym rozszerzono stan cywilny na pary żeńsko-żeńskie i męsko-męskie.

Około 64,1% głosujących zaakceptowało reformę, więcej niż oczekiwano w ostatnich sondażach. Żaden z 26 kantonów tego kraju nie wystąpił przeciw. Najbardziej niezdecydowany był mały Appenzell Inner Rhoden, w którym jedynie 50,8% zaakceptowało propozycję.

Rząd szwajcarski z zadowoleniem przyjął wynik. Minister sprawiedliwości powiedziała dziennikarzom, że oznacza to koniec „obecnych nierówności w traktowaniu” i że państwo „nie powinno narzucać obywatelom, jak powinni prowadzić swoje życie”. „Nic się nie zmieniło dla par damsko-męskich”.

Przeciwnicy, którzy prowadzili kampanię bardziej skoncentrowaną na dobru dzieci niż na małżeństwach jednopłciowych jako takich, nie zdołali obalić tzw. „megatrendu” w kierunku większej różnorodności w Szwajcarii. Szwajcarska postrzega pary tej samej płci jako równie ważne, zarówno jako partnerów, jak i rodziców.

Pary osób tej samej płci będą również mogły ubiegać się o ułatwiony proces obywatelstwa, który jest już dostępny dla zagranicznych małżonków obywateli Szwajcarii i to jest ta dobra wiadomość.

Opublikowano Szwajcaria | Otagowano , , | 4 Komentarze

Helsinki – Turku

Rano czułem się jak zombie, ale na prom zdążyliśmy. Na szczęście z hotelu do terminalu odprawy promowej mieliśmy niecały kwadrans pieszo. Prom był prawie pusty, nie licząc załogi i paru zagubionych turystów jak my. Nie jadłem śniadania w obawie, że będzie mocno kołysało, ale i te obawy okazały się nieuzasadnione, bo morze było spokojne niczym tafla jeziora. Dla relaksu i zabicia czasu oglądałem film o zatonięciu promu Estonia…

Kiedy dotrze się do Helsinek uderza … cisza. W porcie, na lotnisku niewiele jest ludzi. Około 9 przechadzałem się przez centrum, galerię handlową i było potwornie cicho, spokojnie, prawie nikogo na ulicach, w autobusach też pojedyncze osoby. Czułem się jakby to była strefa wyludniona. Rzadko spotyka się kogoś na ulicy. Najczęściej są to biegacze i rowerzyści – jest ich chyba więcej niż osób spacerujących.

Na zewnątrz ziąb i padało. Byłem jednak w stanie cieszyć się taką pogodą, bo byłem odpowiednio ubrany. Jak to mówią Finowie: nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie.

Opublikowano podroze | Otagowano , , | 8 Komentarzy

Paldiski c.d.

Zwykle gdy dokądś podróżuję mam w głowie mniej więcej ułożony jakiś plan, co chciałbym zobaczyć, kiedy, w jakiej kolejności, co gdzie się znajduje, gdzie się zatrzymać, co warte jest zobaczenia, jak tam dojechać, co mogę pominąć…

Do 17. praktycznie uwinęliśmy się ze zwiedzaniem starego miasta, dlatego kiedy B. spontanicznie zaproponował, aby pojechać gdzieś za miasto przystałem ochoczo. Wspólnie zachciało nam się morza, na google szybko wypatrzyliśmy postsowiecki Paldiski i tamtejszą latarnię z obiecującą trasą widokową ciągnącą się wzdłuż klifów parku krajobrazowego. Zapakowaliśmy się sprawnie w pociąg, bilet nabyliśmy u konduktora, a po nie całej godzinie byliśmy już w zupełnie innym miejscu. Miasto samo w sobie nienachalne z urody, typowo postradziecka architektura, stare budynki, beton, wielka płyta i krzywe chodniki, szaro, buro i pstrokato. Uciekliśmy na turystyczny szlak a tam było już zupełnie inaczej…

Do zabytkowej latarni Pakri, dotarliśmy po zachodzie słońca, byliśmy jedynymi turystami, którzy zawędrowali tutaj pieszo pokonując ponad 5 kilometrową trasę z centrum Paldiski. Prócz faktu że latarnię ufundował sam car – czyli mój imiennik – budynku domu latarnika, sauny, jakiś piwnic, nie było czego tam podziwiać. Widoki za to po drodze były zacne, znaczy zniewalające. B. oświadczył mi, że za trzy kwadranse mamy pociąg powrotny do Tallina. Google wskazywał, że powrót zajmie nam dokładnie 53 minuty na co B. stwierdził, że musimy nadać tempa, iść szybciej, czasem trochę biec, ale ostatecznie zdążymy. Jetem prawie królową, a wiadomo królowe nie biegają, płuca sobie wyplułem, odcisków sobie narobiłem zwłaszcza w małym palcu, spociłem się jak świnia, zgrzałem, w życiu nie miałem takiego tempa spacerując cały dzień 20 km, by pod koniec na tzw. końcówce musieć przebiec ostatnie 5 km. Oczywiście na pociąg nie zdążyliśmy, zabrakło nam 3 minut a następny był dopiero za 2 godziny.

Byłem wypruty, zmęczony, niewyjściowy, nic mi się już nie chciało prócz siedzenia, ale że zimno było, B zaaprobował, by nie siedzieć tylko pójść ogrzać się w jakiejś knajpie niedaleko. Przystałem na pomysł, jakoś powłóczyłem nogami, 500 metrów zamieniło się w 1,5 km a na koniec okazało się, że knajpę zamykają, więc dupa blada, nici z piwa czy innego drinka i znowu trzeba było drałować z powrotem na dworzec. Około północy dotarliśmy do Tallina, skąd w pierwszej kolejności udaliśmy się do Burger Kinga na zasłużone bardzo niezdrowe jedzenie a potem do hotelu. Poszedłem spać po 1. w nocy, a o 5 mieliśmy pobudkę, bo przecież Finlandia w planach…

Opublikowano podroze | Otagowano , | 1 komentarz

Paldiski

Od rana łaziliśmy po starym mieście, najpierw szukając odpowiedniej śniadaniowni a potem żeby zobaczyć to i owo w tym pięknym mieście. To moja czwarta albo piąta wizyta w Tallinie i na pewno nie ostatnia, bo bardzo lubię tu wracać. Miasto jest imponujące, ludzie uprzejmi, ceny nie straszą, nie ma dzikich tłumów, transport publiczny jest megaprosty i w ogóle jest tak bardzo skandynawsko. Tallin jest niewątpliwie najbardziej imponującą ze stolic państw nadbałtyckich. Piękna, średniowieczna starówka to miejsce, w którym można zabłądzić na wiele godzin, a jeśli naszym zwiedzaniem chcemy objąć dalsze okolice, to nagle okazuje się, że na to miasto na pewno nie starczy nam weekendu.

Zrobiliśmy sobie pieszą wycieczkę do morskiego muzeum podziwiając przy okazji ile nowych apartamentowców powstało wzdłuż lini brzegowej morza. Kilka lat temu była tu pustka a teraz jak grzyby po deszczu wyrastają nowe budynki z przeszklonymi balkonami i tarasami i z niewiarygodnie pięknym widokiem na zatokę. Każdy kto mnie zna, wie jakie mam podejście do standardowych muzeów. Nie to, żebym omijał je szerokim łukiem, ale klasyczne budynki pełne gablot i specjalistycznych wytłumaczeń raczej mnie zniechęcają i spędzam w nich tylko tyle czasu, żeby nie wyjść na całkowitego ignorantów, wypić kawę bądź piwo i skorzystać z darmowej toalety.

Muzeum Morskie w Tallinie to ogromna instytucja, mieszcząca się w ogromnym hangarze, będącym niegdyś bazą dla hydroplanów, Punktem odniesienia jest tu łódź podwodna Lembit będąca niegdyś dumą estońskiej floty. Poziom, na którym wisi Lembit jest poziomem wody, a wszystko to, co znajduje się pod nim lub nad nim dotyczy odpowiednio tematyki podwodnej lub powietrznej. Do samej łodzi podwodnej można wchodzić co w czasach pandemii jest wyjątkiem bo jej wnętrze należy do ciasnych. Na atrakcyjność zwiedzania tak niestandardowego eksponatu wpływa ponadto fakt, że w środku można dotykać wszystkiego, włącznie z działającym peryskopem. Pod Lembitem, w sekcji podwodnej, znajduje się wystawa wszelkiego rodzaju min, torped i innych narzędzi względnie cichego mordu, ale również dodatkowe, interaktywne atrakcje: można przebrać się w jeden z kilku marynarskich strojów, przetestować na sobie siłę huraganowego wiatru, wypłynąć w rejs żółtą łodzią podwodną albo wziąć udział w symulacji bitwy morskiej czy powietrznej. Wszystkie te instalacje skierowane są raczej do młodszych odbiorców, ale umówmy się, że strzelanie do wrogich samolotów czy ganianie się modelami łodzi po niewielkim zbiorniku wodnym ubawi faceta w każdym wieku.

Opublikowano podroze | Otagowano , | 1 komentarz

Tallin – Paldiski

Odkąd ogarnąłem temat szczepionki podróżowanie znów stało się prostsze. Na lotnisku muszę nosić maskę, ale odpadły mi wszystkie formalności związane z robieniem testów, szukaniem laboratoriów, płacenia czasem horrendalnych sum za papierek, którego i tak nikt nie sprawdza.

Na lotnisku spotkałem swojego byłego szefa. Zdziwił się widząc mnie w nieformalnym stroju, w trekkingowych spodniach i polo zamiast koszuli, za to z dwoma lampkami białego wina o 11 rano…

Tallin przetarł nas chmurami, choć to dopiero połowa września wcześnie robi się tutaj chłodno. Na zewnątrz 7-10 stopni, mocno wieje, pierwszego dnia po przyjeździe sprawiłem sobie szalik i rękawiczki, bo inaczej byłoby ze mną kiepsko. Na starym mieście wszystkie restauracje zostały wyposażone w pledy i ogrzewacze ogrodowe, bez nich chyba żaden turysta nie zdecydowałby się na siedzenie wieczorami na zewnątrz.

Sierota przypadkiem wysadziłem korki w pokoju. W konsekwencji najpierw nie mieliśmy światła w całym lokum, a wezwany elektryk który pojawił się u nas w grubo po północy naprawił tylko światło w częściej głównej pomieszczenia, za to w łazience pozostała zupełna ciemność. Odkryłem to dopiero po jego wyjściu, tak więc przez weekend nauczyłem się brać prysznic, golić, myć zęby, kremować, zakładać i ściągać soczewki w zupełnym półmroku.

Opublikowano podroze | Otagowano , | 3 Komentarze

Znowu robię sobie wolne

Mój misternie uknuty plan spalił na panewce, oferty pracy nie dostałem, więc po powrocie z urlopu wrócę grzecznie do biura i wezmę się za nadrabianie zaległości oraz za nowy projekt na Filipinach, niestety tylko zdalny, bo o dalekich podróżach do Azji na razie muszę zapomnieć. Choć ogarnąłem temat covidovego paszportu, granice do większości dalekich destynacji pozostają zamknięte.

Przekonałem B na wyjazd do Estonii i dziś wylatuję zostawiając za sobą pracę kręcidołek, syf, stres i nieludzkie terminy. Wczoraj pracowałem jeszcze do późna, w poczuciu odpowiedzialności dziś rano zerwałem się przed 5. byleby powysyłać ostatnie maile. Laptoka nie biorę, firma nie padnie, a nie chcę być wodzony na pokuszenie żeby sprawdzać służbową skrzynkę mailową. Ogarnianiem bałaganu zajmę się po powrocie.

Mam ambitny plan zjechania z plecakiem całej Estonii wzdłuż i wszerz, odwiedzenia Helsinek i Turku, żadnych zbędnych luksusów, o ile można tak to nazwać podróżując z kartą kredytową w portfelu. Potrzebuję twardego resetu by mieć siłę na walkę z wiatrakami po powrocie.

Opublikowano podroze | Otagowano , , | 5 Komentarzy