Baku – dzień 3

Śpi mi się tutaj całkiem dobrze, co nie zmienia faktu, że rano potrzebuję porządnej dawki kofeiny. Niestety kawa w hotelu nie rzuca na kolana, podobno jest całkiem droga a w kulturze kraju pozostaje picie herbaty. Nie mam zbyt wielkiego wyboru, więc rano decyduje się na kubek ciepłych pomyj czy innej brudnej wody, żeby choć trochę poczuć ulubiony smak porannej małej czarnej.

Reprezentacyjne i wystawne Baku może zmęczyć swoimi marmurami, harmonią i wszędobylskim porządkiem. Dla szukających bardziej lokalnego i luźnego klimatu poleciłbym zobaczenie okolicznych atrakcji. Zwiedzając Azerbejdżan często myślałem o Przedwiośniu Żeromskiego i Cezarym Baryce odwiedzającym ten kraj. Baryka wyruszył z Azerbejdżanu szukać szklanych domów. Tymczasem prawdziwe szklane domy wyrosły w samym Baku. Wieże ognia górują nad całym miastem a wieczorem potęgują wrażenie iluminacjami. Mają prawie 200 metrów wysokości i są widoczne z każdego miejsca w mieście. Flame Towers naprawdę robią niesamowite wrażenie, są podkreśleniem luksusu i przepychu, jaki można zauważyć w całym mieście. Nadkaspijska metropolia jest bogata w ropę, zaś skutki tej obfitości widać na każdym kroku. Może konkurować ze światowymi stolicami, gdyż w niczym im nie ustępuje w elegancji i majestatyczności.

Pojechaliśmy do Parku Narodowego Qobustan. To jedna z tych atrakcji, ndla której zdecydowałem się tutaj przylecieć. Piękny, historyczny park, który ma w sobie coś magicznego, to tutaj azerscy przodkowie z ery Paleolitu komunikowali się ze sobą za pomocą petroglifów – historycznych obrazków naskalnych, które mają po 20tys i więcej lat. 

Malunki naskalne przedstawiają głównie życie ludzi, czyli łowy, zwierzęta czy religijne rytuały. Rysunki sprawiają wrażenie powrotu do źródeł cywilizacji, jest to spotkanie ze sztuką pradziejową.

Na terenie wydzielonym dla turystów można oglądać skały z wyrytymi na nich obrazkami. Miejsce jest urzekające – w oddali roztacza się widok na morze, jest kilka przepięknych punktów widokowych, z których można podziwiać krajobraz i jedna grota, która prawdopodobnie tysiące lat temu służyła tutejszym mieszkańcom za schronienie.

Na widok starej Łady 1300 przypomniały mi się czasy dzieciństwa, w środku piękna okleina, jakieś dziwne rozwiązania techniczne, śruby w bocznych oknach i okna na korbkę. Za to miejsca pod nogami pod dostatkiem. Mój kierowca zawiózł mnie kilka kilometrów w stronę wulkanu, bo bardziej wyrafinowana Toyota nie poradziłaby sobie w błocie. Wybrałem lokalną taksówkę, bo tak właśnie najprościej jest się tam dostać. Droga do wulkanów jest – delikatnie mówiąc – w bardzo złym stanie, a okolica robi dość ponure wrażenie bezmięsnej pustynnej pustki. Na drodze włóczą się krowy, leżą przypadkowe śmieci a nawet szczątki zwierząt.

Nie mają one nic wspólnego z wulkanami lawowymi, usłyszałem że występują bardzo często na terenach roponośnych. Sceneria przypomina obcą planetę i świetnie nadałaby się do filmów science fiction. Teren wydaje się całkowicie dziewiczy i nie skażony nachalną turystyką. Brak tam jakichkolwiek tabliczek informacyjnych.

Chodzenie po śliskiej mazi, klejącej i brudnej dało mi niesamowicie wiele radości. Wysokie, gumowe kalosze, które dostałem od kierowcy do założenia zamieniłem na swoje zwykle catepillary. Kierowca na widok moich kolorowych skarpetek szepnął coś pod nosem i mógłbym przysiąc że słyszałem „szto on ohujal”.

Gumowce były za duże i grzęznąc w błocie istniało ryzyko, że wysunie mi się stopa, stracę równowagę i runę twarzą prosto w błoto. Nie wiedziałbym o tym gdybym nie przyuważył jednej turystki, która zaliczyła zjawiskowo piękną glebę. 

Przewodnik co jakiś czas musiał trzymać mnie za rękę, bo nie dałbym rady wdrapać się pod górę po śliskiej nawierzchni. Nie wywaliłem się ani razu, ale czasami było blisko. Jeśli pada dojazd do błotnych wulkanów, zdecydowanie utrudniony, bo właściwie nie ma żadnej wytyczonej drogi. Na miejscu zastał mnie bardzo ciekawy krajobraz – drobne, ciemnoszare kopczyki pełne błota aż po horyzont, niesamowity, prawdziwie kosmiczny widok. 

Jest zimno i mokro, ale pogoda jest ostatnią rzeczą o której tutaj myślę.

Opublikowano podroze | Otagowano , | 1 komentarz

Baku – dzień 2

Pierwszy dzień zwiedzania rozpoczął się nad bulwarem w Baku, który o poranku powoli wypełniał się pierwszymi biegaczami i leniwymi spacerowiczami. Szeroki, zadbany i naprawdę reprezentacyjny, czystość i dbałość o porządek są ważne w całym centrum, ilość służb porządkowych robi wrażenie. Nadmorski bulwar ma kilka kilometrów, widać tam dbałość o oświetlenie i roślinność. Można z niego podziwiać wieżowce, Crystal Hall oraz olbrzymią flagę państwa. Ten patriotyzm i silne przywiązanie do symboli narodowych są tutaj bardzo zauważalne.

Centrum Hejdara Alijewa jest narodowym symbolem Azerbejdżanu i pełni funkcję głównego obiektu kulturalnego w tym kraju. W Centrum można obcować z tradycyjną i współczesną kulturą azerską. Wyjątkowo futurystyczny budynek wizualnie odcina się na tle ciężkich i monumentalnych w formie budowli ery sowieckiej, typowych dla pejzażu tego miasta. Owalna bryła w bardzo harmonijny sposób łączy się z wnętrzem budowli, tworząc także ciągłą relację z pobliskim placem. Położony na poziomie ulicy plac jest dostępny ze wszystkich stron i stanowi część tkanki miejskiej Baku. Misterne kształty, pofałdowania, rozwidlenia, załamania i odchylenia zmieniają powierzchnię placu w architektoniczny krajobraz.

Nazwa stolicy Azerbejdżanu pochodzi od słowa oznaczającego uderzenie wiatru. Rzeczywiście, silne wiatry są tam dość częste choć dla mnie akurat Baku oznacza ogień. Ogniste są trzy wieże strzegące miasta, wiecznym ogniem płonie tam ziemia w niedalekim Yanar Dag.

Yanar Dag oddalane jest ok 30 kilometrów od Baku, sławne z powodu wiecznego ognia. Wzgórze zajęło się ogniem kilkadziesiąt lat temu i od tamtego czasu nieustannie się pali. Przyczyną tego niezwykłego zjawiska są znajdujące się pod powierzchnią złoża ropy i gazu. Gaz ziemny wydobywający się ze szczelin skały odpowiada za te wieczne płomienie. Obecnie prowadzone są tutaj prace budowlane, buduje się coś na kształt amfiteatru aby w przyszłości uatrakcyjnić to miejsce dla zwiedzających. Na niewielkiej skarpie od wielu lat nieprzerwanie pali się skała. Niechciałbym odwiedzać tego miejsca w upalny dzień kiedy płomienie z pewnością nie robią takiego wrażenia jak teraz, późnym wieczorem czy nocą.

Opublikowano podroze | Otagowano , | 1 komentarz

Baku – dzień 1

Marzyłem o tym kraju od dłuższego czasu. Z jednej strony dlatego, iż odwiedziłem już wcześniej Gruzję i Armenię, dwa pozostałe kraje Zakaukazia. Z drugiej strony mało jest takich miejsc na świecie, których nazwy dźwięczą w głowie od najmłodszych lat. Tak było z Baku, stolicą Azerbejdżanu, z miastem, którego nazwa brzmiała w moich myślach i planach bardzo wyraźnie i bardzo długo. 

I oto jestem, w środku pełnego życia centrum, w największym mieście Zakaukazia, nad szumiącym morzem-jeziorem, w błyskawicznie rozwijającej się, posowieckiej republice, która nie grzeszy jednak demokracją.

Azerbejdżan ma niezwykle orientalnie brzmiącą nazwę. Nie ukrywam pojawiły się obawy o bezpieczeństwo. Pomimo napięć na granicy azersko-armeńskiej, Azerbejdżan to niezwykle bezpieczny kierunek podróży, zaś jego stolica, Baku, należy do jednych z najbezpieczniejszych miast dla podróżnych. W odróżnieniu od wspomnianych dwóch krajów, które wyznają religie chrześcijańskie, głównym wyznaniem Azerbejdżanu jest islam. Pomimo tego, iż większość populacji to muzułmanie, lata spędzone pod sowiecką jurysdykcją i indoktrynacją, przyczyniły się do laicyzacji społeczeństwa, a współcześnie, do faktu, iż wyznawany w Azerbejdżanie islam, należy do jednych z najprzyjaźniejszych odmian na świecie. I tak, w azerskich restauracjach bezproblemu można napić się wina wyprodukowanego w tym kraju; coś, co byłoby nie do pomyślenia w sąsiednim Iranie. Co więcej, większość kobiet, które jako turystyki odwiedzają stolicę tego kraju, odbierane są jako coś niezwykle egzotycznego, jeśli mają na sobie tradycyjny czador.

Na przejście na drugą stronę ulicy nie zdecydowałem się pierwszego wieczoru po przylocie. Pomimo późnej pory była strasznie ruchliwa, po kilku pasach w obie strony mknęły sznury aut. Nigdzie nie widziałem świateł ani przejść dla pieszych. Dopiero rano odkryłem że co kilkaset metrów ulokowane są monumentalne i bogato zdobione podziemne przejścia dla pieszych. Gdyby próbować przejść należałoby popatrzeć się najpierw w prawo potem w lewo potem jeszcze raz w prawo i w lewo a na koniec pod nogi i do góry, bo niebezpieczeństwo może pojawić się tutaj z każdej strony.

Budynki maja piękne fasady, sklepy są bajecznie oświetlone, człowiek ma ważenie że przechadza się ulicami Paryża albo Londynu tyle tu bogactwa, przepychu i piękna. 

Ludzie troche przaśni, czasem bezzębni i z urody lekko mongołowaci. 

Opublikowano podroze | Otagowano , | 1 komentarz

Baku

Państwa południowego Kaukazu oferują nieskończone piękno przyrody, niezwkle gościnnych mieszkańców, urocze, prowincjonalne miasteczka oraz prawdziwie kosmopolityczne stolice swoich państw. Region mniejszy od Polski a w jego obrębie kraje zarówno chrześcijańskie jak i muzułmańskie i kilka enklaw terytorialnych, kilkanaście języków którymi posługują się mieszkańcy. Azja spotyka się tutaj z Europą, przeszłość stapia się z teraźniejszością. Miejscowe kultury, dumne, wyraźnie różniące się od siebie, które przez wieki przyswajały wpływy rosyjskie, perskie, tureckie. Obok doganiających nowoczesność krajowych stolic, rozciągają się tereny wiejskie. Malownicze szczyty, zielone doliny i urokliwe wioski, pasma Kaukazu oraz sielankowa mozaika pól i lasów oraz jałowe na poły pustynne, skaliste wąwozy. Znakomita kuchnia i jedyne w swoim rodzaju trunki z najstarszych winnic świata. Uczta dla umyslu dla miłośników historii: z jednej strony liczne dynastie a z drugiej bolszewicy. Rozbrajająca serdeczność lokalnych mieszkańców stanowiąca kluczową cechę wszystkich trzech niezwykłych narodów tworzących ten fragment świata.

Baku czerpie wzory z Dubaju, zmienia się bardzo szybko a w sylwetce miasta zaczynają dominować spektakularne budowle. Kontrastując ze średniowiecznym Starym Miastem wznosi się tam trio wysokich drapaczy chmur, przypominajacych kształtem gigantyczne szklane języki ognia, które w nocy zdają się płonąć za sprawą pokazu świateł.

Opublikowano podroze | Otagowano , | Dodaj komentarz

Pakowanie

Pakowałem dziś swoje rzeczy do kartonów, letnie ciuchy, buty, spożywkę, chemię, jakieś szkło i naczynia bo część rzeczy myślę że uda mi się jutro przewieźć do nowego mieszkania. W południe spodziewam się kurierów więc akurat będę miał okazję się rozpakować. Po południu czeka mnie pierwsza rozmowa z „firmą troskliwą”, ale niewiele sobie po niej obiecuję. Nie wiem czemu mam takie pesymistyczne myśli, ale nie potrafię wykrzesać z siebie większego entuzjazmu.

Czytam sobie przewodniki po Azerbejdżanie, Baku i okolicach i zbieram przydatne porady co zobaczyć, jak się poruszać po mieście, co zjeść, jak dojechać z lotniska do hotelu i nie dać oszukać nieuczciwym taksówkarzom. Uwielbiam tę część przygotowań do wyjazdu.

Opublikowano podroze | Otagowano , | Dodaj komentarz

Dziwny marazm wciąż trwa

Ranek, pierwszy odczytany mail i od razu człowiekowi chce się zapaść w sen, czasami wolałbym się nie obudzić, żeby nie musieć czytać tych wiadomości.

Z odrętwienia wyrwał mnie telefon od matki, za 40 minut przyjedzie odebrać ode mnie spakowane kartony i pojedziemy na dalsze zakupy. Kartony stoją od wczoraj nierozpakowane, zdążyłem jedynie powrzucać kilka naczyń, stolik, wentylator, suszarkę na pranie, jakiś taboret. Ojciec był nabuzowany jak messerschmitt, że musiał na nas tyle czekać.

Zawieźliśmy wszystko do nowego mieszkania, zdążyłem się rozpakować po czym pojechaliśmy dalej.

Późnym popołudniem zadzwonił telefon, kolejne rozmowy na stanowisko w Pradze zaplanowane zostały na czwartek i piątek. Mieszkać w Pradze nigdy o tym nie myślałem, z drugiej strony do Wrocławia miałbym i tak bliżej niż do Warszawy.

Zadzwonił też bank, ale niestety wciąż każą uzbroić mi się w cierpliwość. Po głosie kobiety od razu poznałem, że nie dzwoni z ofertą. Wciąż myślą, a to znaczy że nie są przekonani więc czarno to widzę.

Dwie godziny spędziłem na szukaniu i wybieraniu obrusu do pokoju – tak jakbym nie miał nic innego do robienia. Zamówiłem też w końcu stół do jadalni i krzesła.

Opublikowano podroze | Dodaj komentarz

Uśmiechając się przez łzy

Od rana dziś biegałem i załatwiłem swoje sprawy. Dzień przeprowadzki zbliża się wielkimi krokami a mi ciagle czegoś brakuje do nowego domu. Głównie są to duperele, ale bez nich się nie obejdę dlatego z radością przyjąłem propozycję rodziców wyprawy na Bielany. Lista rzeczy najpotężniejszych kompletowałem już od kilku tygodni praktycznie codziennie dopisując do niej nowe punkty. Nie lubię jeździć na zakupy z rodzicami, ale tym razem się przemogłem. Od rana dostawałem same odmowy w sprawie pracy więc żeby o tym nie myśleć probowalem zająć myśli czymś innym.

Wieczorem znowu dopadł mnie marazm i przygnębienie. Przeglądając promocje lini lotniczych znalazłem ofertę do Baku, wylot za tydzień. Proces decyzyjny zajął mi raptem kilka chwil. Mam już bilet lotniczy, hotel i złożyłem wniosek o wizę. Jutro będę musiał powiedzieć o tym M bo do stolicy Azerbejdżanu planowaliśmy polecieć razem.

Opublikowano podroze | Otagowano , | Dodaj komentarz