Powrót do domu….

… wreszcie nastąpił, i nie ukrywam, czekałem na ten moment z niecierpliwością. M. nie byłby sobą, gdyby nie przygotował z tej okazji paru niespodzianek i jak tylko przekroczyłem próg naszego mieszkania, banan nie schodził mi z twarzy. Naszego mieszkania tylko znowu nie poznałem, bo całkiem sporą powierzchnię okupują kwiaty w doniczkach, jest i na tyle dużo że jak kładłem się spać jednego chabazia musiałem odsuwać od swojej strony łóżka, żeby w nocy niechcący się na niego nie napatoczyć. Na półkach całe stosy bibelotów, a dla mnie zwykłych kurzołapów, ale boję się coś powiedzieć, bo życie jeszcze mi miłe.

Nie czepiam się, tylko obiektywnie stwierdzam fakty, że zawsze lubię tutaj wracać .

Opublikowano podroze | Otagowano | 9 Komentarzy

Przed urlopem…

…wszyscy jak jeden mąż nagle sobie przypominają że coś od ciebie chcą albo czegoś potrzebują, życzą miłego wypoczynku ale zanim wyjedziesz plis zrób to albo tamto, dokończ, zaktualizuj, popraw, załatw. Cały piątek siedziałem na telefonie i urządzałem sobie pogawędki z połową globu i każdy coś ode mnie chciał, wyciągał dawno zakurzone tematy, jakby co najmniej firma miałaby upaść, bo ośmieliłem się wyjechać na kilka dni na urlop. Nie daję się już nabrać na maślane oczy koleżanek, nie zabieram ze sobą laptoka, nie podaję numeru prywatnej komórki, po prostu nie wierzę w niezastąpionych ludzi albo, że firma beze mnie stanie jak nie będzie mnie przez kilka dni, bo wszystko to już widziałem i przerabiałem kiedyś.

W Bernie dziś na zmianę padało i świeciło słońce i nawet nie było mi żal, że nie mogłem pójść na spacer nad Aarę, po ostatniej telekonferencji punkt 17. trzasnąłem tylko klapą od komputera, chwyciłem w biegu butelkę prosecco i poleciałem zobaczyć się z B. uskuteczniać wieczorne przyjaciół rozmowy. Choć od tygodni uprawiamy videośniadania i poranne rytuały wspólnego picia kawy, to spotkań na żywo nic nie jest wstanie zastąpić. Przekonałem ją na wizytę we Wrocławiu, na co chętnie przystała obawiając się, drugiej fali wirusa i obostrzeń w poruszaniu się pomiędzy krajami.

M odebrał dziś samochód, ja jestem już spakowany, bo planujemy jutro wcześnie wyjechać czyli jak znam włoską mentalność będzie to około 10-11

Opublikowano podroze | Otagowano , | 5 Komentarzy

Nareszcie znowu mogłem poleciec gdzieś samolotem…

…choć podróż tym razem była trochę inna niż zwykle. Przy wejściu na lotnisko kontrola sanitarna, zmierzyli mi temperaturę i sprawdzili czy aby na pewno mam rezerwacje na samolot, do tego obowiązkowa maseczka. Na lotnisku pustki, większość sklepów wolnocłowych pozamykana, gdzieniegdzie snuli się pasażerowie, lotów jak kot napłakał, w saloniku Lotu byłem sam jak palec. Do samolotu wpuszczali grupami, nie było żadnych przywilejów na pasażerów biznes klasy, najpierw pasażerowie siedzący z tylu samolotu a potem kolejni aż do początku kabiny. W samolocie cały personel pokładowy w maseczkach , pasażerowie różnie, większość jednak przestrzega zaleceń lini lotniczej.

Na Okęciu było już tłumniej, sklepy prawie wszystkie pootwierane, można swobodnie było zrobić zakupy. Na lotnisku w Zurychu za to całkowite bezludzie, korytarze z ruchomymi chodnikami z których zwykle wylewały się tłumy pasażerów, świeciły przerażającymi pustkami. W pociągu do Berna obowiązkowe maseczki i zachowany dystans.

Latanie trochę mniej mi się teraz podoba, nie sprawia mi już takiej frajdy jak kiedyś, ale mam nadzieję że to przejściowe.

Opublikowano podroze | 4 Komentarze

Nie mam czasu na pisanie, bo intensywnie żyję

Widać że okres społecznej kwarantanny i ciągłego przesiadywania w domu, w końcu się skończył, bo szkoda mi czasu na przelewanie własnych myśli i wynaturzeń kiedy za oknem świeci słońce. Energia mnie rozpiera – rower, beach bary, knajpy, znajomi, wieczorne eskapady angażują mnie teraz najbardziej, do tego stopnia, że przez kilka weekendów z rzędu wracałem do domu nad ranem. Ostatnio tak dobrze bawiłem się w klubach ze znajomymi z pracy, że gdy wychodziłem na patio witało mnie słońce. Maseczka, obok komórki i portfela, stała się obowiązkowym elementem wyjścia na melanż, ale próżno szukać miejsc gdzie trzeba byłoby ją nosić. Ostatnio nawet nie poruszam się komunikacją miejską, bo na nowo uległem fascynacji hulajnogą, do tego stopnia, że w ostatnią sobotę wychodząc na zakupy znalazłem jedną zaparkowaną przy windzie i myślę że to była moja sprawka…

Przez bite dwa weekendy świętowałem swoje urodziny, na jeden z nich trafiłem nawet do Katowic i choć lało jak z cebra, nie popsuło mi to zabawowego nastroju. Kiedyś nawet planowałem się tam przenieść za pracą, ale po mimo całej sympatii dla Górnego Śląska, nie wiem co musiałoby się wydarzyć żebym zdecydował się na ten krok. Bawić się tak, mieszkać zdecydowanie nie.

Naturalnie wciąż systematycznie pracuję i staram się wykonywać swoje obowiązki najlepiej jak potrafię, ale trwa sezon urlopowy, więc siłą rzeczy pracuje się mniej.

Mój kolega, oglądając moje zdjęcia na IG stwierdził, że ciągle albo jem albo piję, próbując wywołać we mnie poczucie żalu. A co mam robić? Siedzieć i płakać? Najgorsze co mi grozi, to że na plaży będę wyglądał jak piłka plażowa. Jakbym wykupił nagle karnet na siłownię, zaraz zadzwoniliby do mnie z banku, że odnotowują podejrzaną transakcję na mojej karcie.

Ten tydzień jest ostatnim przed planowanym urlopem. W czwartek wieczorem po 122 dniach i prawie 3000 godzin zobaczę wreszcie M.

Opublikowano podroze | 13 Komentarzy

urlop będzie czy nie będzie

Coś nie dane mi jest wyjechać w tym roku na urlop. Co wybiorę miejsce, zarezerwuję przelot i hotel, po kilku tygodniach dociera do mnie informacja, że lot anulowano. Musiałem zalłożyć sobie kajecik gdzie szczegółowo zapisuję wszystkie rezerwacje w oczekiwaniu na zwrot pieniędzy. Niektóre plany miałem już w styczniu i musiałem obejść sie ze smakiem. Urodzin w Hadze nie spędzę, do Kambodży z bratem nie polecimy a do Szwajcarii na razie co najwyżej mogę dostać sie podróżując 12 godzin autem albo autobusem. Policzyłem, że za wszystkie pieniądze, które od marca utopiłem w planowaniu wyjazdów, mógłbym śmiało polecieć na Antypody, tyle tylko że Australia do końca roku zamknęła granice dla wszystkich cudzoziemców. Nie liczęczasu spędzonego na rozmowach i pisaniu maili wysyłanych do hoteli i lini lotniczych z prośbą o zwrot, wszyscy pracują opieszale i czuję że będę musiał uzbroić się w cierpliwość.

Razem z M. postanowiliśmy spędzić urlop we Włoszech, wynajęliśmy auto i mam nadzieję, że teraz nic nie stanie nam na przeszkodzie, żeby wspólnie doświadczyć słońca i morza włoskich plaż. W pracy znowu naciskają na urlop, ale nie chcę deklarować się póki nie zorganizuję sobie czegoś sensownego. Póki co wytarcza mi rower i wielogodzinne przejażdżki tyle tylko, że pogoda nie zawsze dopisuje. W weekend było tak okropnie morko, że razem z K przesiedzieliśmy dwa dni praktycznie niewychodząc z domu. Pogoda iście barowa a mnie zmęczyło już wlewanie w siebie litrów wina czy innych mocniejszych trunków. Przeczytałem wszystkie książki, obejrzałem pare zaległych filmów i seriali, mieszkanie mam wysprzątane, okna umyte, przejrzałem wszystkie kartony, pawlacze i szafki, pozbyłem się niepotrzebnych gratów, przesadziłem wszystkie kwiatki, udekorowałem balkon, posadziłem tuje i dalej rozpiera mnie energia. Chyba dziś znowu umyje okna…

Opublikowano podroze | 19 Komentarzy

Cipciripci

Wczoraj w ciągu dnia niespodziewanie zrobiło się gorąco, kontynuacją był ciepły wieczór, przyjemnie było siedzieć ze znajomymi w beach barze nad rzeką, kiedy kładłem się łóżka otworzyłem w sypialni szeroko okno…
Było około drugiej jak obudził mnie hałas miłości wydobywający się z zewnątrz, z balkonu któregoś z sąsiadów. Ewidentnie sąsiadka szczytowała, darła się i stękała jak aktorki w filmach dla dorosłych, i to plaskanie, drżenie, cmokanie i jęki, ekstaza czułości unplugged.
Najpierw odezwała się we mnie szwajcarska mentalność – myśl, żeby zadzwonić po policję, potem stanęła mi przed oczami babcia, mądra kobieta, która mawiała – kobieta która nie krzyczy w nocy, drze się w dzień, następnie gratulowałem obu zwykłej aktywności ruchowej, potem nawet winszowałem jej partnerowi, bo trochę trwało (ponad 7 minut), nie był szybki jak ekspres czy inny InterCity, tylko bardziej jak pociąg towarowy.

Potem odezwał się zdrowy rozsądek, widać znają się bardzo dobrze, wyczuli czego chcą, co sprawia im przyjemność, improwizują, raz maja chęć na bierność, romantyczne zbliżenie, anieli śpiew, woń kwiatów a dziś przyszła im chęć na szybki numerek i ostry seks. Może na co dzień to wierna madonna, matka i patronka domowego ogniska, która tylko czasem staje się ladacznicą. Poszedłem spać niewzruszony.

Opublikowano podroze | 6 Komentarzy

powrót do normalności

Brakuje mi przyjaciół.
Odkąd wróciłem do Polski i jestem na wyciagnięcie ręki, to jakby rzadziej się widujemy niż gdy mieszkałem w Szwajcarii. Kilka razy przeglądem numery w swojej komórce i łapałem się, że nie mam do kogo zadzwonić, umówić się, wyjść na miasto, na kolacje, drinka, pójść do kina. Dostępność czasem rozleniwia, po co dziś skoro można jutro albo za tydzień.
Tęsknię za podróżami. Obaj z M. zastanawiamy się, dokąd pojedziemy na nasz pierwszy wyjazd i którą gospodarkę zaczniemy wspierać najpierw gdy skończy się zamkniecie granic.
Na razie byliśmy zmuszeni odwołać nasz urlop w Libanie i jakiekolwiek wyjazdu do Włoch, pod znakiem zapytania stoją moje urodziny w Hadze i urlop w Kambodży, ale kto wie może do tego czasu sytuacja się unormuje i będziemy mogli przemieszczać się swobodnie po świecie. Może najpierw będzie to Szwajcaria, pojadę do drugiego domu, zobaczyć znajomych i przyjaciół a weekendowe wypady przyjdzie czas później. Dla zachowania dystansu społecznego, fotele jak dla mnie mogą być w samolotach teraz nawet na skrzydłach. Ja bardzo lubię kiedy obaj podejmujemy wspólnie moje decyzje.
Okres że nic mi się nie chce, nie mam siły, które drenowało ze mnie siedzenie w domu na szczęście już mija. Coraz częściej wychodzę na rower, przemierzam dziesiątki kilometrów, spotykam się, zapraszam do domu gości, chodzę się bawić i wracam późno w nocy. Nie tracę czasu na nic nie wnoszące do życia długie rozmowy przez telefon, klikanie w komputer i oglądanie filmów. Wczoraj była kolacja w Campo, posiadówa w ulubionym barze, zaprosiłem najbliższych na śniadanie do siebie, wizyta w Ogrodzie Japońskim.

Opublikowano podroze | 8 Komentarzy

Powrót do biura

Rozpoczęliśmy stopniowe przywracanie pracy w biurze, wracamy falami zwiększajac ilość pracowników w biurze do maksymalnie 35-40% tak aby zapewnić wymagany tzw. dystans społeczny.

Pracujemy zgodnie z grafikiem wg którego zespoły podzielone są na 3 grupy, każda grupa otrzymuje przypisany określony tydzień, w którym może pracować z biura.

W biurze mogą być zajęte tylko określone miejsca pracy gwarantujące odpowiedni odstęp między pracownikami, ułożone w szachownice, biurka wyłączone z użytku są określone taśmą. Miejsca pracy są dezynfekowane poza godzinami pracy. Poza stanowiskiem pracy obligatoryjne jest noszenie maseczek zakrywających usta i nos tzn. w korytarzach, kuchni, toaletach, windach, salkach konferencyjnych. Każdy pracownik otrzymuje od recepcji 2 maseczki wielokrotnego użytku. W wyznaczonych miejscach obowiązuje ruch jednokierunkowy. Spotkania – o ile nie mogą odbyć się online – odbywają się w salkach konferencyjnych. Przed wejściem do salek czy gabinetów znajdują się plakaty ile maksymalnie osób może w tym miejscu przebywać. Podczas spotkań obowiązuje odstęp min. 2 metrów między pracownikami. Miejsca do spożywania posiłków w kuchni oraz chill-out area zostają wyłączone z użytku. Pracownicy spożywają posiłki przy biurkach.

Wchodząc do biura używamy windy, natomiast wychodząc – klatek schodowych. W windzie mogą znajdować się maksymalnie 2/3 osoby. Maseczki zakrywające noc i usta są obowiązkowe we wszystkich wspólnych częściach budynku tj. parking, klatka schodowa, recepcja główna, lobby, winda.

Wracam do pracy za 3 tygodnie, o ile będę chciał. Lato spędzę pracując z domu, wygodnie, na tarasie, bo do biura mi nie śpieszno.

Opublikowano podroze | 13 Komentarzy

Przygotowania do nowego biurowego świata

Airbus ogłosił zakończenie produkcji i nierentownego programu A380, linie lotnicze w większości uziemione, ledwo zipią próbując związać koniec z końcem, lotniska pozamykane, transport samolotowy przechodzi głęboki kryzys podobny do tego po wybuchu wulkanu na Islandii dekadę temu. Linie lotnicze stoją na krawędzi bankructwa albo szukają pomocy rządu, hotele cierpią na brak gości, zwalniają personel, szukając możliwości utrzymania się na rynku. Kilka dni temu padł Hertz, który od dawna zmagał się z problemami finansowymi, globalne biura podróży rozważają fuzje z konkurencją, byleby tylko utrzymać się i nie ogłosić niewypłacalności.

Praca i dom, dla większości pracowników (ale nie pracoholików) we współczesnych czasach to obszary zupełnie od siebie oddzielone. Firmy takie jak Google pokazały, jak wprowadzić życie prywatne do biura – dzięki rekreacji, przedszkolom, wellnessowi i kulinarnym przysmakom. Teraz wahadło przesuwa się w innym kierunku: biuro rozlewa się w domu. Biuro domowe staje się coraz bardziej biurokratyczne.

Kiedyś marzyłem o powrocie do ultra bogatego corpo, marzyłem o pracy w Google, Palantir, Facebook albo Cisco.

Samo myślenie o całym tym darmowym jedzeniu, bezpłatnych lekcjach gotowania, bezpłatnych siłowniach na miejscu, poczcie, pralni, usługach concierge a nawet masażystach sprawiło, że pomysł pracy tam wydawał mi się bardzo apetyczny.

Obecny kryzys i jego skutki zaczynają hamować wszelkie paternalistyczne tendencje bogatych technologicznych przedsiębiorstw..

Bogate firmy zostały zmuszona do ograniczenia niektórych nawyków swoich pracowników. W szczególności nawyki pracowników pracujących z domu. Google oświadczył pracownikom, że nie będzie płacił za jedzenie, które jedzą w domu. Pracownicy nie mogą rozliczać też  dodatkowych mebli do swoich domowych biur, nawet jeśli wcześniej istniał budżet na takie fanaberie.

Co z funduszami, których teraz nie można wykorzystać w pierwotnym celu (eventy, integracje zespołu, dofinansowanie dojazdu do biura) – nie wiadomo. Niektórzy pracownicy już są niezadowoleni z tak nagłej zmiany. Narzekają, że nowa sytuacja utrudnia ich styl pracy, ubolewają nawet nad brakiem ekspresu do kawy w domu albo bardziej przyziemną koniecznością mycia własnych naczyń.

Każdy, kto pracuje z domu, zapewnia pracodawcy oszczędności: za ogrzewanie, prąd, dostęp do internetu. Po kilku tygodniach korzystania z własnego stołu i krzesła, w wielu przypadkach wątpliwie ergonomicznych urządzeń do siedzenia i pracy, niektórzy zaczynają wymagać od pracodawcy minimalnej odpowiedzialności uwzględniającej przynajmniej dobre krzesło biurowe i rozsądną technologię poza laptopem.

Korporacje coraz odważniej decydują się na długoterminową możliwość telepracy dla swoich pracowników, bo oszczędzają na biurowych przywilejach: napojach, przekąskach, kantynach, darmowych zajęciach sportowych czy kursach języka w czasie godzin pracy, ale i na mediach, utrzymaniu biura czy całego kampusu.

Być może epoka nadmiernego komfortu biurowego – znana w świecie technologii – może zostać zastąpiona nieco większym realizmem.

W końcu życie biurowe, jakie niektórzy z nas wiedli, zniknie. Będzie znacznie więcej technologicznych kontroli dystansu społecznego, śledzenia kontaktów, a może nawet pomiaru temperatury.

Poczucie wolności zostanie zastąpione poczuciem niepokoju, dyskomfortu czy innych złych przeczuć a pracodawcy lepiej lub gorzej zaczną przygotowywać się na psychologiczne skutki tych nowych kontroli. Zabawa i radość z przychodzenia do biura może zniknąć na jakiś czas.

Opublikowano praca | Otagowano | 8 Komentarzy

rutyna

Zupełnie przestałem liczyć, który to już z kolei tydzień obowiązuje mnie nakaz pracy z domu. Zdalna praca weszło mi na dobre w krew i przyzwyczaiłem się do innego planu i tempa dnia. Teraz chyba nawet trudno byłoby mi się na nowo przestawić do zrywania się z łóżka o 6, doceniam oszczędność czasu na dojazdach, na niepotrzebnym staniu w korkach. Brakuje mi tylko luźnych pogadanek z ludźmi przy automacie z kawą i możliwości obcowania z innymi pracownikami. Swój tydzień pracy zorganizowałem sobie w ten sposób, że tylko we wtorki pojawiam się fizycznie biurze a w środy i w czwartki mam najwięcej telekonferencji. Dzień zaczynam wcześnie rano od konferencji z Australią, potem kolej na kraje Azji, Europy a na koniec dnia zostają mi Ameryka Łacińska, Kanada i Stany. Jest intensywnie ale idzie mi to sprawnie, kalendarz nabity mam telekonferencjami, wtedy też można zastać mnie cały dzień pracującego w piżamie, choć taki widok to naprawdę rzadkość. Cieszę się, że udało mi się ustawić swój tygodniowy grafik pod siebie, dzięki czemu poniedziałki i piątki mam raczej luźne, mogę wyjść w ciągu dnia na rower, przejechać te 50 km i wrócić do domu bez obaw, że coś mi umknęło. W biurze powoli przygotowujemy się do nowej codzienności, najprawdopodobniej do końca roku będziemy pracowali z domu, może w systemie z zmianowym, będziemy wracać etapami, ale z tego co powiedziała mi kadrowa, niektórzy z nas mogą pracować choćby z plaży, a tylko nieliczni tak naprawdę potrzebują być fizycznie w biurze.

Na razie pracujemy co drugie biurko, zamknięte są kafeterie i pokoje relaksu, nie mamy części wspólnych a na każdym kroku rękawiczki, maseczki i płyny dezynfekujące do rąk. Jest smutno, pusto, sterylnie i bardzo cicho.

Opublikowano praca | Otagowano | 30 Komentarzy