2 dzień – z dala od niepokoju

Mam takie zaległości w pisaniu notek na bloga i dobieraniu do nich zdjęć, że co bardziej czujni czytelnicy bez trudu wyłapują, że kompletnie nie trzymam się chronologii. Czasem sama notatka pojawia się długo po wydarzeniach, do których się odnosi, przez co może sprawiać wrażenie wyrwanej z kontekstu. No cóż, aktualnie moje życie pędzi szybciej niż ja nadążam je opisywać.

Jedno wiem na pewno – cieszę się, że nie jestem już w Katarze. Ten rozdział naprawdę się zamknął i dobrze mi z tym. Nie muszę do niego wracać myślami, choć kiedy oglądam wiadomości i widzę, co się tam dzieje, przechodzi mnie dreszcz. W dzielnicy, w której mieszkałem, spadają drony i nie jest ten rodzaj „atrakcji”, który chciałbym przeżywać. Nie zazdroszczę kolegom z Dohy – niezależnie od tego, jak różne relacje nas łączyły – że są teraz tam, w samym środku tej niepewności, sytuacja jest bardzo napięta i po prostu niepokojąca.

Tym bardziej doceniam to, gdzie jestem dziś, bezpieczny kraj, własny dom, nowa, może trochę nudna praca, ale i spokój. Moi najbliżsi są blisko i są bezpieczni, to naprawdę zmienia perspektywę.

Kolejny dzień szkoleń minął zaskakująco spokojnie i co ciekawe wciąż nie opadła mi ekscytacja nową pracą. To nie jest żadne ekstremum, żadna spektakularna zmiana świata, ale świadomie cieszę się z tego miejsca, w którym wylądowałem. Podoba mi się ten spokój, to środowisko, tempo, które nie wyrywa serca z klatki piersiowej.

Poznałem kilka naprawdę fajnych, uśmiechniętych osób i zwyczajnie mnie to ucieszyło. Wiem, że jeśli przyjdzie nam razem pracować, to zaczynamy z dobrą energią. Od rana podchodziły do mnie kolejne osoby, przedstawiały się, ściskały dłoń, tyle twarzy przewinęło się przez te kilka godzin, że aż zakręciło mi się w głowie. I wyszło z tego coś zabawnego, bo po 14., kiedy w końcu usiadłem przy swoim biurku, podeszła do mnie dziewczyna z jakąś sprawą. Spojrzałem na nią i zapytałem zupełnie szczerze: „czy my się znamy?”. Okazało się, że rano piliśmy razem kawę, a ja po prostu nie zapamiętałem ani twarzy, ani imienia.

Miałem też okazję poznać swój zespół – ten, z którym będę spędzał najwięcej czasu i muszę przyznać, że mam dobre przeczucia. Moja nowa szefowa zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Jedna z koleżanek podczas spotkania chyba z dziesięć razy powtórzyła, jak bardzo się cieszy, że będę z nimi pracować. Nie wiem, czy to zapowiedź jakiejś intensywnej jazdy bez trzymanki, czy po prostu szczery komplement ale po ludzku było mi bardzo miło.

Nie jestem naiwny, swoje już przeżyłem i zawodowo, i życiowo, ale takie małe gesty i słowa naprawdę mają znaczenie, w głowie wszystko układa się wtedy inaczej. Łatwiej podejść do nowych tematów bez napięcia, z ciekawością zamiast z rezerwą.

Dziś właściwie domknąłem etap wdrożenia, wszystkie dokumenty podpisane, dostępy zamówione, formalności ogarnięte, od jutra mogę w końcu skupić się na pracy. Nowy rozdział tym razem spokojniejszy i chyba właśnie tego teraz najbardziej potrzebuję.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz