Jestem już prawie dwa tygodnie w nowym miejscu i muszę przyznać, że naprawdę bardzo mi się tu podoba. Jednocześnie mam wrażenie, że mój mózg pracuje na najwyższych obrotach. Tyle nowych twarzy, imion, systemów i tematów pojawia się naraz, że momentami trudno to wszystko ogarnąć. Czasami wszystko trochę miesza mi się w głowie, ale w sumie to chyba całkiem normalne – poprzednia praca przyzwyczaiła mnie do bardzo szybkiego tempa.
Tym razem jednak obiecałem sobie coś innego. Postanowiłem, że nie będę już wpadać w ten stary tryb nieustannego pośpiechu i pracy ponad siły. Chciałem pracować spokojniej, po prostu robić swoje w wyznaczonych godzinach i nie zamieniać wszystkiego w wyścig. No cóż… powiedzmy, że na razie średnio mi to wychodzi. Ambicja i stare przyzwyczajenia dają o sobie znać, często łapię się na tym, że robię rzeczy szybko i sprawnie, chociaż wiem, że spokojnie mógłbym je rozłożyć w czasie i skończyć dokładnie na ustalony termin.
Kilka osób w biurze zwróciło mi już uwagę, że nie powiedziałem im „cześć” albo „dzień dobry”. Prawda jest taka, że przy tylu nowych twarzach i imionach po prostu nie jestem w stanie wszystkiego od razu zapamiętać. A chociaż zazwyczaj uchodzę za osobę otwartą i przyjazną, tego akurat nie przeskoczę z dnia na dzień.
Za to nieustannie śmieję się z jednej rzeczy. Za każdym razem, gdy wchodzę na telekonferencję na Microsoft Teams, w tle zaczynają przelatywać najróżniejsze wypieki: hot dogi, croissanty, cebulaki, rogale… W takich momentach czuję się dosłownie jak jakiś Pan Kanapka i za każdym razem wywołuje to u mnie uśmiech.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
praca i oznaczony tagami
praca. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
ups… zmieniłeś płeć i się nie pochwaliłeś? 😉
Ups AI korektor pisowni miał halucynacje…