Słabszy dzień

Miałem dziś słabszy dzień w pracy. Rano jakaś przypadkowa panna popsuła mi humor, kilka godzin później zareagowałem zbyt agresywnie na kilka głupich komentarzy w stylu dobrych rad, po chwili załamał mi się głos, nie zdołałem powstrzymać emocji i nawrzeszczałem na szefa. Myślę, że gdyby stał wtedy obok mnie, dałbym mu po gębie i na wyjściu rzucił papierami. Miałem dość jego pierdoletów i wybuchłem.

Wieczorem poszedłem się przejść, pogadałem przez telefon z K, opowiedziałem jej o wszystkich laurkach, które dostałem ostatnio na linkedin i pożaliłem się na pracę. Lepiej się teraz czuję, dopiero co zamknąłem laptop i kładę się spać. Byleby do jutra.

Opublikowano praca | Otagowano | 3 Komentarze

Zima

Prawdziwa zima wróciła – dostrzegłem dziś po przebudzeniu. Śniegu napadało przez noc tyle, że na samą myśl, że miałbym wyściubić dziś nos poza cieplutkie mieszkanko przechodzą mnie dreszcze.

Postanowiłem, że zrobię sobie szlafrokowe, od rana oglądam tylko zaległe filmy, zrobiłem kurs online ze studiów, przeczytałem kilka rozdziałów dwóch książek. Mam tyle do czytania, że aż jestem zaskoczony samym sobą że to ogarniam. Coś jest na rzeczy w powiedzeniu, im mniej mamy czasu, tym lepiej się organizujemy. Organizację i planowanie mam w małym palcu, na razie nie męczy mnie mnogość rzeczy do zrobienia.

W pracy gwiezdne wojny, ale staram się do tego zdystansować. Robię co mogę i ile mogę, żył sobie nie wypruwam, sypiam po nocach ale miewam refleksje że w połowie roku chciałbym zacząć szukać nowych wyzwań. Te myśli krążą mi głowie głównie dlatego, że niebawem wpadnę w trzymiesięczny okres wypowiedzenia a z takim „garbem” szukanie pracy to niepotrzebny problem. Na razie luźno tylko o tym myślę, ale znając siebie z czasem przyspieszę jeśli nie znajdę alternatywnego rozwiązania.

Od tygodnia jestem na diecie pudełkowej. Taki mój mały eksces, bo przestało mi się chcieć robić codzienne zakupy. Codziennie o 5 rano czeka na mnie 5 zbilansowanych posiłków i jedyne z czym teraz się zmagam to zwiększona ilość wyrzucanych plastikowych tacek, które oczywiście segreguje bo włączył mi się tryb eko. Zacząłem nawet składać makulaturę na kupkę, wiązać sznurkiem jak to robiłem przez lata w Szwajcarii, nabyłem nawet zgniatarkę do butelek pet i puszek, żeby jak najmniej zajmować miejsca w kontenerach.

Opublikowano podroze | 13 Komentarzy

Rzucić pracę i zacząć podróżować byłoby świetnie…

Zdarzało mi się to często słyszeć, gdy podróżowalem za granicę. Rozmawiałem z ludźmi, którzy gdy usłyszeli o tym dokąd jadę to zawsze mówili to samo: „Niesamowicie! Chciałbym móc to zrobić.” Moja odpowiedź była i nadal jest taka sama: „A co cię przed tym powstrzymuje?”

Próbuję nikogo nie osądzać, staram się tylko dowiedzieć, jakie są czyjeś motywacje i priorytety. Istnieją dobre i rozsądne powody, dla których ktoś podróżuje mało albo w ogóle, ale odpowiedzi, które słyszę, są zazwyczaj te same: -„Nie mam kasy na podróże.”

Uważam, że to jest fair, o ile to prawda, ale dla wielu osób, które tak mówią, lepiej byłoby powiedzieć: „Wybrałem wydawanie kasy na wiele innych rzeczy, więc teraz nie mam pieniędzy na podróże”.

Uważam że wybieramy to, co cenimy, albo świadomie, albo nieświadomie.

Wielu ludzi, młodszych i starszych, nie ma problemu z radosnym wydawaniem swoich pieniędzy, a nawet cotygodniowym zadłużaniem się na luksusy. Ja zdecydowałem się skupić swoje własne priorytety w wydatkach na znaczących doświadczeniach.

Ktoś czasem odpowiadał: -„Reszta świata jest niebezpieczna.” Część ludzi nigdzie nie wyjeżdża i nie mówi tego w ten sposób, ale to właśnie mają na myśli. „Jeśli wyjdę z domu, coś strasznego pójdzie nie tak.” Poza tym, że złe rzeczy mogą zdarzyć się wszędzie, w Polsce czy w Szwajcarii tak samo łatwo jak gdziekolwiek indziej, niewiele jest miejsc na świecie, które są wprost wrogie dla odwiedzających.

Im więcej podróżujesz, tym bardziej zdajesz sobie sprawę, że w wielu miejscach na świecie jesteś co najmniej tak samo bezpieczny jak w domu. Jasne, prawdopodobnie nie powinieneś całkowicie bezmyślnie planować podróży do Sany, Ciudad Juarez czy San Pedro Sula, ale lista niegościnnych miejsc jest naprawdę krótka. Za to lista niesamowitych miejsc jest niewiarygodnie długa, dlatego warto zacząć.

-„Lubię zostać w domu.” To inny sposób powiedzenia: „Boję się zmian i innych doświadczeń.” Moim zdaniem większość ludzi czuje się w ten czy inny sposób. To jest po prostu coś, co trzeba przezwyciężyć. Niewielka grupa ludzi będzie na tyle odważna, by to zrobić, a reszta zostanie w domu, nigdy nie wychodząc poza swoją własną strefę komfortu.

-Zrobię takie rzeczy, kiedy przejdę na emeryturę (lub w innym odległym punkcie).

Osobiście nie widzę nic złego w takiej ogólnej koncepcji opóźnionej gratyfikacji. Odprowadzać składki na emeryturę, oszczędzać, inwestować, patrzeć w obie strony, przechodząc przez ulicę, dobrze się odżywiać, dbać o zdrowie itd i rozsądnie jest zrezygnować z czegoś teraz w oczekiwaniu na większe korzyści w przyszłości.

W pewnym etapie życia zawodowego to mnie właśnie przeraziło. Fakt, że takie moje myślenie stało się pretekstem do tego, by nie żyć tak, jak się chcę.

Poznałem wiele osób które naprawdę zrobili to, o czym wcześniej tylko mówili, bo odeszli na emeryturę albo zostali zwolnieni z pracy, której oddali życie. O wiele bardziej powszechne jest jednak ograniczanie swoich marzeń i planów..

Wzięło mnie na mędrkowanie od samego rana, bo mam dziś spotkanie zawodowe, na które zupełnie nie mam ochoty, atmosfera będzie na nim ciężka. Najchętniej bym je odwołał albo nie poszedł, pokazał środkowego palca albo tylko wzruszył ramionami a potem odszedł i wiem, że mógłbym…

Opublikowano podroze | 10 Komentarzy

weekendy

Z dużą regularnością, średnio co dwa tygodnie, moje weekendy rozpoczynają się w niedzielę wieczór o 18, w momencie kiedy kończę zajęcia na studiach i mogę wyłączyć komputer. Sam sobie zgotowałem ten los, w końcu na studia MBA zapisałem się z własnej, nieprzymuszonej woli. Z perspektywy czasu nie żałuję, przynajmniej nie spędzam weekendu w totalnym odrętwieniu, na nic nierobieniu, alternatyw i tak brakuje ze względu na restrykcje, a że potencjalnie podnoszę kwalifikacje zawodowe, to akurat jest mi na rękę. Jeśli na coś narzekam to wtedy kiedy w piątek wieczorem miałbym ochotę pomyśleć miło o weekendzie, zrelaksować się i przypominam sobie, że weekend mam zaplanowany od 8 do 18 a w poniedziałek niestety do pracy. Decydując się na powrót na ścieżkę edukacyjną, nie myślałem, że to będzie to taka intelektualna orka, zakładałem, że wgram się na telekonferencje, przedmiot zaliczę za obecność a tutaj okazuje się, że każą mi myśleć, uczyć się, czytać, pracować w domu, robić case study i się wykazywać…

Zacząłem czytać mądre książki: Projekt Feniks, Metoda czarnej skrzynki – czytam po 2 trzy książki jednocześnie. Czytam w drodze do biura, albo siedząc wygodnie na sofie przy lampce wina, wymiguje się czasem od zajęć zawodowych żeby poczytać albo żeby trzaskać szkolenia UiPatha. Developerem, programistą ani analitykiem nie planuję zostać, ale zrozumieć język osób specjalistów na to akurat mam chrapkę.

Tak szczerze – gdyby nie studia, chyba zupełnie bym oklapł. Do biura nie jeżdżę, do pracy się nie przykładam, nie podróżuję, znajomych nie widuję, w ogóle żeby gdzieś wyjść potrzebuję pretekstu a tych coraz mniej bo nawet E.Leclerc dowozi mi zakupy do domu i na czas. Intelektualny wysiłek pomaga utrzymać mi względny poziom.

B zmęczona pandemią, protestowaniem, rządowymi ograniczeniami, ciągłym stresem postanowiła rzucić wszystko w diabły i przeprowadzić się gdzieś daleko. Wyczytała, że gdy na początku XX wieku szalała hiszpanka, najmniej dotknięci chorobą byli ci, zamieszkujący samotne, dalekie wyspy. Od ponad dwóch miesięcy mieszka na Zanzibarze i zaczyna układać tam sobie swój nowy świat i porządek. Sprzedała auto, rzuciła pracę, wyzbyła się zbędnych przedmiotów z mieszkania, spakowała się w dwie torby i poleciała do Afryki. Wciąż traktuje ten jej pomysł z przymróżeniem oka, bardziej jako fanaberię, opinie które wygłasza o wirusach, lockdownie, testach na ludziach, szczepionkach, teoriach spiskowych sprawiają, że uśmiecham się jedynie w myślach kiedy z takim przejęciem opowiada mi co nas czeka, ale za bardzo ją lubię, żeby zerwać z nią teraz nagle kontakt.

Kilka dni temu zmieniłem numer telefonu. Miałem przemożną potrzebę odcięcia się od co poniektórych osób, historii i spraw. Wyciąłem 1/5 kontaktów, bo albo z nimi od lat nie rozmawiałem albo nie chcę, żeby do mnie pisali ani mnie wkurzali. Przesadnie bawiłem się w dyplomację. Poukładałem sobie w głowie, że skoro pierwsze spotkania z niektórymi były pomyłką, to następne byłoby torturą. To dziecinne, niedojrzałe i głupie może sam jestem trudny, pełen oburzenia i pretensji do świata, ale liczy się efekt końcowy – poczułem się dużo dużo lepiej.

Opublikowano praca | Otagowano | 4 Komentarze

koniec roku 2020

główną cechą mojego charakteru jest: niezmiennie dążenie do samowystarczalności, kolorowe życie jak na karuzeli przestało spędzać mi sen z powiek, zrobiłem się wybiórczy, wygodny, leniwy i najbardziej doceniam umysłowy komfort gdy nic nie muszę. Utwierdziłem się w przekonaniu, że praca jest tylko pracą i nie chce zaiwaniać jak dziki osioł, bo nie potrzebuję niczego udowadniać. Mniej się staram i coraz częściej odpuszczam zawodowo, gorzej że coraz częściej także w życiu prywatnym.

cechy, których szukam u mężczyzny: po pierwsze – nie szukam. Po drugie – jeśli już, to testosteron i artystyczna estyma, bo na całą resztę przestałem zwracać jakąkolwiek uwagę.

cechy, których szukam u kobiety: inteligencja, zdecydowanie, poukładane wartości, uroda, uśmiech, elegancja.

co cenię najbardziej u przyjaciół: naturalność, możliwość szczerych rozmów na każdy temat.

moja główna wada: wygodnictwo i praca zrywami, nonszalancja w naprawianiu relacji, topienie smutków w pościeli, napojowe wyskokowe, papierosy.

moje ulubione zajęcie: niewychodzenie w domu, przesiadywanie w barach, planowanie, surfowanie po necie, intelektualny flirt, rozgrzewające igrzyska sportowe.

moje marzenie o szczęściu: stabilna, nieabsorbująca życia prywatnego praca, zdrowie, od czasu do czasu „szlafrokowe” czyli dzień bez pośpiechu, wstawania, wychodzenia i wyglądania.

co wzbudza we mnie obsesyjny lęk: katotalibowie, narracja wokół covidu i szczepionek, nieuzasadniona agresja 

co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: konieczność zaczynania życia od początku, bieda

kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem: potrafię nie rozmyślać nad tym, co mogłoby być gdyby. Jestem bardzo pogodzony ze swoim aktualnym życiem.

kiedy kłamię: nie mam wyrzutów sumienia i zapamiętuję co powiedziałem. Często kłamię kiedy rozwiązuję to jakiś mój problem, który nie daje mi w nocy spać.

słowa, których nadużywam: jasne, zaraz ci to wyślę, ja pierdole

ulubieni bohaterowie literaccy: brak

ulubieni bohaterowie życia codziennego: brak

czego nie cierpię ponad wszystko: mając ponad 40 lat nie cierpię czegoś musieć, nie znoszę durnowatych zadań, konieczności tłumaczenia się komuś ze swoich decyzji.

moja dewiza: od czasu kiedy życie wystrzeliło mi twarz – brak. Nie interesuje się tym, co inni pomyślą o moich decyzjach. Nikt nie jest stroną w sprawie mojego życia i moich wyborów. Ja się nie muszę z niczego tłumaczyć, nikt nie musi.

dar natury, który chciałbym posiadać: rękę do kwiatów

jak chciałbym umrzeć: w ciszy, szybko i nie odczuwając bólu

obecny stan mojego umysłu: zrelaksowany, wyspany, 6. rano. „W mojej głowie jak w kalejdoskopie z coraz większą regularnością przesuwają się obrazy niespecjalnie udanych miesięcy. Dawno przyswoiłem sobie, tyleż trywialną, co ułatwiającą życie prawdę, mówiącą o tym, że dni bywają gorsze i lepsze. Problem tkwi w czymś innym, w pustce, która wybrzmiewa we wszystkich tych zdarzeniach i od jakiegoś czasu dopada mnie w najmniej oczekiwanych momentach. Mogę to znieść pod warunkiem, że gdzieś  pod spodem tli się poczucie sensu, pod powierzchnią zdarzeń płynie nurt, nadający kierunek życiu. Ten nurt jest albo w zaniku albo wpadł gdzieś na tyle głęboko, w rozpadliny codzienności, że nie potrafię go już poczuć, a bez niego nie potrafię żyć.”

błędy, które najłatwiej wybaczam: każdy, czasem wystarczy powiedzieć zwykle przepraszam albo wyciągnąć rękę na zgodę. Wybaczam, ale nie zapominam.

największa porażka: poznanie dżolero z Królowych Życia i spotkanie z księdzem z pogrzebu S

9 Komentarzy

grudniowe dni

Nie zaglądam na blog, bo na wszystko mam ostatnio delikatnie mówiąc wywalone. Do biura jeśli muszę iść, to człapię jakbym szedł tam na skazanie i tak zresztą się czuję. Słabo się wysypiam, a nawet jeśli w końcu uda mi się zasnąć, to sen jest płytki i bardzo krótki. Głowa mnie boli od tematów zawodowych a ile razy słyszę od swojego menago o kolejnej prezentacji do przygotowania albo co trzeba ”dowieźć na jutro” dostaję ścisku żołądka i mam jedynie ochotę walnąć komputerem o podłogę, co coraz bardziej mnie kusi. Znowu czuję się jak w matni, nic mnie nie cieszy, wszyscy i wszystko głównie irytuje i mam ochotę zniknąć zostawiając za sobą cały ten bajzel. Firma wydaje się dysfunkcyjna, zadania powtarzalne i tylko miele i miele wkoło te same tematy, slucham mantr i kocopałów wszystkich świętych produkując kolejne nikomu niepotrzebne kolorowe slajdy. Już dwa razy wziąłem urlop na żądanie, bo potrzebowałem świętego spokoju. W zeszlym tygodniu dopadła mnie wysoka gorączka i dreszcze, na kilka dni wylądowałem w łóżku i chciałem tylko umrzeć tak mnie osłabiło. Jedyne pozytywne w całej sytuacji było to, że schudlem 8 kilo i wyglądam jak wylaszczony czterdziestoparolatek. Firma nie padła poraz kolejny utwierdzając mnie w przekonaniu, że nie ma ludzi niezastąpionych. Nowej roboty nie szukam, ale kusi mnie to. Ostatnio rzucili mi kilkanaście tysięcy dofinansowania na studia, bony świąteczne, w piątek dostałem drugi raz listopadową pensje bo ktoś w placach sie machnął. Jak można puścić drugi raz w tym samym miesiącu płace? Znam się na payrolu i wiem ile trwa zrobienie płac, ile jest kroków, kontroli, approvali, podpisywania nim przelewy wyjdą z konta firmy. No widać u mnie się da i znowu ktoś czegoś nie dopilnował, kontrole się rozjechały a jakaś ameba ten kretynizm zaaprobowała w systemie. Porażka, ciekawe czy ktoś za to w ogóle beknie?

Izolacja daje mi do wiwatu. Mało z kimkolwiek się widuję, nie licząc igrzysk, na które akurat narzekać nie mogę choć obawiam się, że niedługo może skończyć mi się świeży narybek, bo tempo mam duże. Najchętniej gdzieś bym pojechał, chociaż na kilka dni, łapię się czasem jak podróżuje palcem po mapie i planuje dalekie wyjazdy. Nie katuję się informacjami o coraz to nowszych mutacjach wirusów, o szczepionkach nie chcę nawet słyszeć, ale czasem mam wątpliwości czy rządzący pozwolą w przyszłości podróżować mi gdziekolwiek jeśli nie zgodzę się na szczepionkowy paszport. Ręce mi opadają i szybko wtedy próbuję odpędzić czarne myśli, bo póki co to jest tylko gdybanie.

Opublikowano praca | Otagowano | 9 Komentarzy

Konkluzja

Nawet z najlepszego balu trzeba odejść we właściwym czasie. Wolę usłyszeć pytanie, dlaczego mnie już nie ma, niż po co ciągle jestem.

2 Komentarze

Dziś

Affrettiamoci ad amare le persone se ne vanno così presto
di loro restano un paio di scarpe e un telefono muto
solo l’inessenziale come una mucca si trascina
l’essenziale è così rapido che accade all’improvviso
poi il silenzio normale perciò insopportabile
come la castità che nasce dalla disperazione
quando pensiamo a qualcuno dopo averlo perso.

Non essere sicuro di aver tempo poiché la sicurezza è malsicura
ci toglie sensibilità come ogni fortuna
arriva in coppia come il pathos e l’humor
come due passioni sempre più deboli di una sola
e se ne vanno da qui così veloci tacciono come il tordo in luglio

come un suono un po’ goffo oppure come un inchino secco
per vedere davvero chiudono gli occhi,
benché sia più rischioso nascere che morire
amiamo sempre troppo poco e sempre troppo tardi.

Non scriverne troppo spesso ma scrivilo una volta per sempre
e sarai come un delfino mite e forte

Affrettiamoci ad amare le persone se ne vanno così presto
e quelle che non se ne vanno non sempre ritornano
e parlando dell’amore non si sa mai
se il primo sia l’ultimo o l’ultimo sia il primo.

Od rana mam podły nastrój. Brat zadzwonił, że ma covida, jego żona też, pewnie mam i ja.

To co oglądałem tylko w telewizji (i też rzadko) nagle dotyczy moich najbliższych. Obróciłem wszystko w żart, nie byłbym sobą gdybym nagle miał zacząć się nad sobą użalać, płakać i uprawiać czarnowidztwo. Pomogło przez chwilę, po pół godziny zacząłem kaszleć, odczuwać ból gardła i podwyższoną temperaturę. Może i jestem chory, ale mam na to wywalone, moje życie może skończyć się choćby jutro, byleby mnie nie bolało i pozostawił sexy zwłoki.

Najważniejsze obłednie sexy zwłoki z szacunku dla instaobserwujących.

16 Komentarzy

O pracy…

… mogę teraz tylko pisać bo prócz niej, w moim życiu niewiele się dzieje. Decyzja o wyjściu poza tzw. strefę komfortu zawodowego była słuszna, ale czy dam radę wytrzymać i jak długo to inna bajka. Zawodowo kwitnę i błyszczę, rozmawiam z najważniejszymi i ocieram się o prawdziwy core business, najważniejsi z ważnych zaczynają kojarzyć moją osobę, piszą do mnie maile, ale ja wciąż tego wszystkiego nie ogarniam. Czuję się jak skończony jełop próbując zgadywać o czym oni wszyscy do mnie mówią, o czym rozmawiają między sobą, o co chodzi w moim projekcie i co mam im wszystkim dowieźć, żeby byli zadowoleni. Dużo się uczę, nawet bardzo dużo, ale okupione jest to ciężka pracą, zmęczeniem, brakiem snu, poświęceniem, brakiem wolnego czasu i poczuciem zrezygnowania, które zdarza ma się średnio dwa razy dziennie. Czuję się zagubiony w gęstwinie problemów, zadań, spraw i tematów do ogarnięcia. Dodatkowo wziąłem sobie na barki studia podyplomowe przez co nie mam niektórych weekendów i cierpię, łudząc się że to wszystko kiedyś zwróci mi się z nawiązką.

Uparcie zostaję przy swoim, to już prawie drugi miesiąc. Czasem płaczę, ale nie rezygnuję i nie ulegam, ale myśl że uda nam się porozumieć odchodzi na coraz dalszy plan.

Opublikowano praca | Otagowano , , | 20 Komentarzy

Zawalony pracą…

…jestem. Nie wiem w co powinnienem najpierw ręce włożyć, tyle nagle na mnie spadło, tematy się piętrzą a ja zamiast zakasać rękawy od rana do wieczora chodzę ze spotkania na spotkanie albo z jednej telekonferencji na drugą i brakuje mi czasu, żeby zająć się po prostu robotą. W ostatni weekend zrobiłem sobie labę i jak zdroworozsądkowo myślący człowiek wraz z zamknięciem klapy od komputera o 19. w piątek postanowiłem po prostu żyć.

Zemściło się to na mnie zaraz na początku tygodnia ale cóż, albo padnę na zawał, dostanę wylewu czy dopadnie mnie wirus albo będę robił tyle ile mogę. Szkoda mi życia na usprawnianie czyiś procesów i robienie dobrze szefostwu a weekend jest przede wszystkim dla mnie. To takie proste. Kropka.

Dziś jest już czwartek, a ja mam wrażenie że wczoraj był poniedziałek a tu prawie weekend. Znowu wyszedłem z biura z głową wielką jak sklep, więc po powrocie do domu planuję nalać sobie kolacji. Wcale mnie nie przeraża wysyp pracy, ani się nie stresuję, że nie sprostam pokładanym we mnie oczekiwaniom ba bardzo mnie akurat cieszy, że nie daję się otumanić korpogadką. Wciąż współczuję każdemu kto w obecnej sytuacji nie pracuje albo stracił pracę, ale osobiście nie traktuję dodatkowej pracy z wdzięcznością i radością, bo nadmiar i przesyt też nie są dobre.

Otagowano | 15 Komentarzy