Przyleciałem tak potwornie głodny, że gdy tylko spotkałem przewodnika, który miał mnie odebrać z lotniska, od razu postawiłem sprawę jasno: zanim zaczniemy cokolwiek zwiedzać, muszę coś zjeść, bo inaczej zjem jego. Na szczęście podszedł do tego z humorem.
W hotelu zostawiłem tylko bagaż i niemal od razu ruszyliśmy do jakiejś niewielkiej jadłodajni, która okazała się całkiem przyjemna. Wrzuciłem coś na ruszt, zjadłem w tempie, które pewnie nie przystoi turyście na wakacjach, ale za to błyskawicznie postawiło mnie na nogi. Dopiero wtedy byłem gotowy ruszyć dalej – do Chinatown.












Miasto tonęło w korkach, ale pogoda nieustannie dopisała. Najpierw pojechaliśmy w stronę portu, gdzie kolorowe statki i łodzie kołysały się na wodzie, tworząc naprawdę malowniczy widok. Niestety obok tego piękna trudno było nie zauważyć biedy, która momentami aż biła po oczach.
Chińska społeczność właśnie przygotowywała się do obchodów Chińskiego Nowego Roku – tym razem pod znakiem konia. Widać to było dosłownie wszędzie, na straganach, w sklepikach, na ulicach – pełno było figurek, obrazków i wszelkich ozdób z motywem konia.
Bazar, jak to bazar, żył własnym rytmem. Pełen był egzotycznych smaków i zapachów, na stoiskach można było znaleźć rzeczy, które dla Europejczyka wyglądają jak kulinarna przygoda z pogranicza odwagi i szaleństwa – robaki, chrząszcze, koniki polne, prażone jedwabniki. Do tego nieskończona liczba dziur w chodnikach, przez które trzeba było uważnie stawiać każdy krok.
A jednak wszystko miało swój niepowtarzalny urok. Spacerowaliśmy powoli między straganami, przeciskając się przez tłum. Mój przewodnik opowiadał o tej części miasta, o jej historii i mieszkańcach. Nie było gorąco tylko raczej tłoczno. Co chwilę docierały do mnie nowe zapachy: jedne kuszące a inne zdecydowanie mniej.




Malownicze zdjęcia różnych robaków, domyślam się że to ludzkie potrawy. Ale gdzie to jest?
Birma – nadrabiam stare notki
Czepiam się – gdzie w Birmie?
Rangun stolica
Jasne. Dzięki.
To w Birmie po raz pierwszy córka zjadła całe dwa chrząszcze…
Brawo! Super że się przełamała i wygrala u niej ciekawość:)
Pewnie już nigdy tego nie zrobi bo wie jak smakują ale doświadczenie pozostawanie.