Poranne przepychanki

Od rana mam ciche dni z mamuśką.
Zaraz po przebudzeniu ciśnienie poszło mi gwałtownie w górę i bynajmniej nie za sprawą porannej filiżanki kawy.
Na szczęście obyło się bez rękoczynów i zwrotów sponsorowanych literkami K, CH i P.
Jak można przypuszczać, mój poranny nastrój był iście teatralny, uskuteczniło go następnie kilka niefortunnych okoliczności: ględzenie babci, jej szczęka w moim kubku do mycia zębów, popsucie się myszki od komputera, dwa razy uciekł mi tramwaj, raz winda, za wcześnie wyszły mi fajki, okazało się że nie mam materiałów do magazynierki, na poczcie była hiper długa kolejka, pani w Polsko Litewkiej Izbie Handlowej pracuje tam chyba za karę, jak przyjechałem do czytelni to akurat była przerwa, potem zrobiłem ksero nie tych stron co potrzebowałem, nie zdążyłem na konsultacje do profesora i spóźniłem się do pracy aż 6 minut. No ale to pryszcz..

A. także miał do mnie pretensje, że przestałem do niego wysyłać dwuznaczne SMSy, że go niby zaniedbuję… A przecież dziś w biurze w zasadzie byłem stracony dla świata.
Cały dzień siedziałem przy papierkach i tworzyłem bazę konkurencji, która jest nowatorskim i błyskotliwym pomysłem mojej dawno nie przelożonej przez nikogo przelożonej. Kierownica stała mi nad głową cały czas, więc nie miałem nawet chwili, aby spojrzeć na telefon. Ba! Nie miałem czasu na wyjście do toalety i tak sobie myślałem, czy nie podjąć próby bicia rekordu Guinessa w trzymaniu moczu. Wreszcie gdy udało mi sę wyskoczyć na moment, to okazało się, że WC było closed. Horror!

Ale za to u mojej koleżanki w domu rządzi sex! Jej sunia Aira ma cieczkę i jest jedną wielką strefą erogenną. Nie można jej nawet dotknąć, spojrzeć nawet, bo od razu sztywnieje i oczy jej robią się maślane. Nimfomanka! Chodzi na spacery na smyczy, bo jakby mogła, to pobiła by Mesalinę w puszczaniu się.

A tak poza tym to jestem już w domu, siedzę w kapciach, piję melisę, słucham płyty i jest mi cudnie…

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz