Moje życie, chciałem spróbować i mi nie pasowało.

Wracając w piątek w nocy przez miasto, z zakrapianej imprezy w ulubionym barze, czyniąc aktualnie wymagane 10tys. dziennych kroków naszła mnie refleksja, że jestem szczęśliwy będąc w Polsce – mieszkając w Szwajcarii czułem dyskomfort, bo nie byłem u siebie, wiele mnie tam zawsze drażniło i nie widziałem szansy na poprawę. Gdyby nie M. nigdy nie zostałbym tam tak długo.

Większość emigrantów powracających z zagranicy na rodzime łono przechodzi różnego rodzaju fazy adaptacyjne. Sam pamiętam, jak przed powrotem wyszukiwałem artykuły w internecie na temat „popowrotnego szoku kulturowego”, bo każdy przeżywa je po swojemu i każdy emigrant ma swoją prywatną dramę.

Wracające zza granicy, obawiałem się trudności dostosowania się do odmiennej sytuacji. Wciąż niezmiennie lubię mitologizować przeszłość, dawne życie, zapominając jak wygląda wtedy rzeczywistość. Radość z powrotu, entuzjazm i wiara w to, że osiągną nowy sukces, zderzyła mnie z problemem bezrobocia, złego samopoczucia, stopniowego zmiany nastawienia, czymś co perspektywy czasu nazwałabym depresją.

Co najbardziej obecnie leczy rozdarte serce, które z od czasu do czasu czuje większą tęsknotę za starym, emigracyjnym życiem, a niechęć do tego nowego? Ludzie. Spotkania z przyjaciółmi, dzielenie się swoimi problemami i szukanie kompanów, którzy przeżyli coś podobnego i najlepiej mnie zrozumieją.

Dzis wciąż nie widzę Szwajcarii w swojej codzienności. Słysząc ten język zżymam się.

Siedzę w domu, przez okno w salonie widzę jak wyrasta mi kolejny blok, wciśnięty pomiędzy i tak betonową dżunglę. Zastanawiam się czy wkleić sobie folię a’la weneckie lustro, czy narażać sąsiadów na widok siebie i tego co dzieje się u mnie w mieszkaniu.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii emigracja i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to Moje życie, chciałem spróbować i mi nie pasowało.

  1. Lucia's awatar Lucia pisze:

    Oj ciekawie dzisiaj pojechałeś. Ja co prawda jeszcze nie wróciłam, ale czuję się tak w rozkroku. I tu chciałabym trochę jeszcze pobyć i tam wrócić. A czasu coraz mniej. Uściski

  2. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Storczyki ❤️ i kamieniczki- zaglądałabym w Twoje okno.
    Tymczasem właśnie przed kwadransem widziałam nagiego mężczyznę zamykającego okiennice. Nie narzekam…

Dodaj komentarz