Toktoguł – Biszkek

Droga z Toktogułu do Biszkeku okazała się prawdziwym testem cierpliwości – ale jak to w podróży, nawet nieoczekiwane zwroty akcji potrafią dodać przygodzie smaku. Plan był ambitny: ruszyć wcześnie rano i dotrzeć do Biszkeku przed wieczorem. Rzeczywiście, wystartowaliśmy punktualnie, ale już po kilkunastu minutach przygoda zaczęła się na dobre – zatrzymała nas lokalna policja, prosząc o… powrót do miejsca, z którego wyjechaliśmy.

Nasz przewodnik z wdziękiem tłumaczył, że to przez „zbyt duży bus”, choć wszyscy przeczuwaliśmy, że sprawa mogła być nieco bardziej zawiła – może jakieś dokumenty kierowców się nie zgadzały, może chodziło o techniczny stan pojazdu. Nieważne. Ważne, że przez prawie trzy godziny czekaliśmy na jakiejś opuszczonej stacji benzynowej, gdzie do woli mogliśmy łapać oddech, rozprostować nogi i… czekać licząc mijane nas samochody.

Gdy wreszcie wyruszyliśmy w drogę nowymi samochodami, podróż przez góry okazała się dość wymagająca. W aucie było dość ciasno, więc z drzemki nic nie wyszło, a górskie chłody skutecznie dodawały klimatu – dosłownie. Widoki, choć z początku zachwycające, po kilku godzinach jazdy nieco się zlewały, ale i tak zapisały się w pamięci jako część tej nietypowej trasy.

Po dotarciu do Duszanbe odebrałem klucz do pokoju i poczułem, że czas na chwilę ciszy i regeneracji. Zrezygnowałem z kolacji i wieczornego spaceru z grupą, wybierając spokojny wieczór sam na sam z własnymi myślami. Czasem nawet podczas największych wyjazdów warto złapać chwilę oddechu – żeby nazajutrz wyruszyć dalej z nową energią.

Unknown's avatar

O saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na Toktoguł – Biszkek

  1. salmiaki's avatar salmiaki pisze:

    Przepiękne zdjęcia! ❤️

  2. Architektura życia's avatar Architektura życia pisze:

    Cudowne klimaty!

Dodaj komentarz