W pracy istny młyn – przede mną wyjazd do centrali, więc wszystko musi błyszczeć. Trochę jak malowanie trawy na zielono: slajdy, kolejne prezentacje, nowe struktury, nowe role. Praca po godzinach i litry wyprodukowanego powietrza. Równoległe rozgrywa się codzienność: walka, by ogarnąć to, co już na barkach – i jeszcze więcej, bo przecież jak koń ciągnie, to mu się tylko dokłada. Nie jestem zaskoczony, ale nie da się ukryć, że zmęczenie i znużenie coraz bardziej dają o sobie znać. Czasami w głowie pojawia się myśl: „a może po prostu rzucić wszystko i zyskać spokój?”. Znajomi z branży radzą: „bierz ile możesz i deleguj”, byle tylko utrzymać się na powierzchni – ale problem w tym, że… już nawet nie chce mi się walczyć.
A mimo wszystko na koniec dnia czuję się szczęściarzem.
Bo dziś, jest piątek a po długim tygodniu, spotkałem się z kimś bardzo ważnym – osobą, którą znam od dziecka. Mieszkamy daleko, ale kiedy się widzimy, wszystko wraca: lekkość, zaufanie, śmiech. Z prawdziwą ulgą zamknąłem komputer i wyszedłem, żeby spędzić czas z kimś, przy kim nie muszę udawać. Nie trzeba nic tłumaczyć, nie padają „złote rady” – po prostu rozmowy o rzeczach miłych i oderwanych od codziennego zgiełku.
Dobrze mieć w życiu taką osobę. Kogoś, kto jest inny, a jednocześnie bliski. Kogoś, kto nie ocenia – tylko jest.
About saberblog
sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba.
Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony.
Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
praca i oznaczony tagami
praca. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Nie oceniaj mnie ani dobrze, ani źle. Po prostu bądź… – śpiewała Kora
W pełni zgadzam się z ostatnim zdaniem.
Patrz jacy my jesteśmy do siebie podobni 🙂
Bo takie spotkania są bezcenne. Lądują nam akumulatory.🙂