świąteczny czas

Kiedyś gdzieś, ktoś stwierdził półżartem, że w życiu nie zawsze jest szampan. I z czasem zrozumiałem, jak bardzo te słowa są prawdziwe. Lubię myśleć o sobie jako o kimś odważnym, choć widzę, że ta moja „odwaga” to zwykła elastyczność, umiejętność żeglowania między burzami oraz sztuka stwarzania pozorów: że jestem bardziej wykształcony, bardziej pracowity, bardziej gotowy niż w rzeczywistości. A przede wszystkim – umiejętność pracowania w sposób, by się nie przepracować.

Patrząc wstecz, zauważam, że życie rzadko stawia przed nami tylko jedne drzwi wyboru. Przeciwnie – mijamy ich setki. Jedne trzasną nam przed nosem, inne uchylają się na moment, jeszcze inne prowadzą do miejsc i osób, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Drzwi, furtki, dzikie przejścia między światami,, każde takie wejście czy wyjście przenosi nas do innej sfery, gdzie czekają nowi ludzi, nowe nastroje, nowe wersje nas samych.

I przychodzi taki czas, kiedy otwierają się przede mną drzwi, które wymagają nie tyle odwagi, co zasobu przeżyć i dystansu. Z wiekiem łatwiej mi przyjąć ogólny chaos istnienia – więcej we mnie zgody na to, kim jestem, i więcej luzu do wszystkiego, co kiedyś wymagało ode mnie pełnego wysiłku i wewnętrznego spięcia, jakby cały świat czekał na mój ruch. Nadal się martwię, nadal analizuję wszystko w głowie po dziesięć razy, ale już potrafię z tym żyć, i w tym tkwi ta zmiana. To nowe otwarcie – świadomość, że nie będę już kimś zupełnie innym. Ponad połowa życia za mną, więc nie ma sensu udawać, że da się radykalnie przemodelować duszę, są rzeczy, nad którymi już się nie pochylę, bo nie chcę i nie muszę.

Moja praca bywa jak wędka rzucona w nieznane. Chwilami czuję, że to ciężki kawałek chleba, pracuję jak wół i oddaję temu serce, choć oczywiście lubię to, czym się zajmuję. A jednak, kiedy przyglądam się sobie z dystansu, widzę również tę drugą stronę: czasami naprawdę miewam fajowe życie. Zabawne, pełne ludzi, których kocham obserwować i z którymi chce mi się gubić czas.

Właśnie dlatego tak często wracam myślami do mojej biurowej ekipy – ulubionych spiskowców korporacyjnej codzienności. Ostatnio zorganizowaliśmy sobie firmową, świąteczną kolację, w przytulnej knajpce pod wrocławskim nasypem. I może to brzmi szumnie, ale wiem, jak wyjątkowa jest więź, którą tworzymy. Każdy z nas inny, każdy prowadzi osobne życie, a jednak kiedy siadamy wspólnie przy stole, organizujemy wspólny pomysł, coś zaskakuje jakbyśmy tworzyli własną minihistorię, którą potem opowiadamy rodzinom i znajomym. Cieszę się na każde spotkanie, na każdy wspólny pomysł, bo jakkolwiek banalnie to brzmi – po prostu świetnie wychodzi nam bycie razem – lekko, naturalnie, bez wysiłku a efekty zawsze są zaskakująco dobre.

Dlatego pierwszy raz od wielu, wielu lat pozwoliłem sobie na coś tak prostego, a jednocześnie magicznego – wybrałem się na świąteczne jarmarki. Grzane wino, stragany, światełka, śmiech, kolejni ludzie spotykani po drodze. Wspólnie z moją piątkową ekipą przemierzaliśmy trasę naszej eskapady, krok po kroku, stoisko po stoisku, jakbyśmy wracali na chwilę do dziecięcych lat, kiedy zimowe wyjścia miały w sobie obietnicę przygody.

Może w życiu faktycznie nie zawsze jest szampan. Ale czasem jest grzane wino, dobre towarzystwo i świadomość, że te zwykłe chwile tworzą najbardziej niezwykłe wspomnienia.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to świąteczny czas

  1. „umiejętność pracowania w sposób, by się nie przepracować” – bardzo cenna umiejętność.

  2. Lucia's awatar Lucia pisze:

    Piszesz, że nie zawsze jest szampan. A Włosi mówią trafnie ” non sempre domenica”. Ale przecież od domenica dzieli nas aż 6 dni. I najważniejsze żeby były dobre. Bo ta niedziela ma być dodatkowym bonusem. Uściski

  3. pszczolkamaja's awatar pszczolkamaja pisze:

    Ile różnych sytuacji, tyle drzwi, wyborów i przemyśleń…

Dodaj komentarz