Cztery tygodnie później: o pracy z ludźmi i małych zwycięstwach

Refleksja po kolejnym tygodniu jest taka, że pracując z ludźmi, zaczynam trochę lepiej rozumieć Britney Spears, która ogoliła sobie głowę i zaatakowała ich parasolką. Coś w tej jej reakcji było na rzeczy chociaż wciąż uważam, że życie jest piękne tylko czasem może będzie trzeba brać odpowiedni leki.

Ostatni tydzień był spokojny, trochę się obijałem, trochę łapałem energetyczne dołki głównie przez nadmiar telekonferencji. Trzy czy cztery w jeden dzień to dla mnie już zdecydowanie za dużo. W takich momentach mam wrażenie, że mój mózg po prostu się wyłącza. Jestem potem w stanie odpisać tylko na kilka najważniejszych maili, ale o zaczynaniu czegokolwiek nowego albo domykaniu tematów z listy zadań nie ma mowy. Najchętniej po prostu poszedłbym do domu co uskuteczniam.

Jeśli chodzi o ludzi w firmie – na razie jest dość neutralnie, choć mam wrażenie, że jednak więcej jest tych życzliwych osób niż takich, z którymi mógłbym się ścierać. Zresztą ja sam raczej unikam konfrontacji i to pewnie trochę moja słabość, ale zdecydowanie bliżej mi do partnerstwa i współpracy choć wiadomo, praca to nie koncert życzeń.

Wciąż mam kilka rzeczy do domknięcia i jakoś nie mogę się za nie zabrać w tygodniu. W ostatni piątek dopadł mnie taki zjazd, że wyszedłem z biura już po 12. Zrobiłem szybkie zakupy, poszedłem na lunch ze znajomymi ze starej pracy, a potem wróciłem do domu i po prostu się położyłem. Rzadko sobie na to pozwalam, ale tego dnia naprawdę tego potrzebowałem. Na szczęście jeszcze przed końcem dnia zajrzałem na skrzynkę i znalazłem tam małą bombę, którą trzeba było rozbroić od razu, inaczej w poniedziałek wybuchłaby mi prosto w twarz. Chyba jednak jakaś opatrzność nade mną czuwa, bo było naprawdę blisko.

Weekend planuję spokojniej: trochę relaksu, trochę spotkań – dziś impreza u koleżanki, bez większych ambicji poza tym, żeby dobrze się bawić i miło spędzić czas. A jutro rano hotelowe śniadanie. Ostatnio bardzo polubiłem ten sposób spotykania się, stała cena, zero pokusy „jeszcze jednego drinka” (no, chyba że jakieś bąbelki), a do tego zwykle już przed południem mam wszystko za sobą i cały dzień stoi otworem. Jedyny minus to, że trzeba wcześnie wstać, ale coś za coś w ogólnym rozrachunku i tak się opłaca.

W przyszłym tygodniu pracuję tylko do czwartku, bo firma zrobiła nam prezent w postaci wolnego piątku i bardzo mi to pasuje. Gdzieś na początku kwietnia powinna wrócić koleżanka, która mnie zatrudniała, ale po ostatnich spotkaniach mam coraz większe przeczucie, że to się jednak nie wydarzy. Zaczynamy planować rzeczy tak, jakby jej miało nie być, więc jeśli faktycznie zostaniemy w okrojonym składzie, nie będzie to dla mnie zaskoczenie.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz