Cześć moja ulubiona koleżanka ze szkolnej ławy!
Pomyślałem sobie, że na razie nie ma zbyt dużych szans byśmy spotkali się w stereo i kolorze, bo Ty przygotowujesz się do obrony pracy magisterskiej a ja właśnie wkraczam w ten okres swojego studenckiego życia kiedy AE najbardziej daje mi do wiwatu…
Chciałem cię zapewnić, że nie uleciałaś mi z pamięci bo niby czemu? Rozumiem, że nie zawsze jest czas albo chęć do napisania czegokolwiek. Wychodzę z założenia, że lepiej pisać rzadziej, ale z potrzeby, niż częściej, z obowiązku. Lubię pisać do Ciebie, bo jesteś jedną z nielicznych osób, które zwracają uwagę na to, co i jak piszą. Za to bardzo Cię lubię…
Naiwnie wciąż myślę, że zdam coś przed terminach, ale biorąc cały konglomerat pewnych cech mojego charakteru – systematycznością nie grzeszę i nawet jak mam długi weekend na zrobienie czegoś, mogę się silić i tak nie zrobię tego tak dobrze i efektywnie, jak noc lub dwie przed ostatecznym terminem… Stres działa dla mnie na mnie mobilizująco!
Co słychać u naszych znajomych?
– M&M’s jadą do USA, na wakacje, obie napisały już prace magisterskie, obu promotor je zwróciła twierdząc, że treść nie jest adekwatna do tematu…
– Mariusz D. – też jedzie do USA, kończy pracę, ale każdy rozdział opisuje co innego, więc też źle…
– Sylwia S. – pracuje i z tej okazji będzie bronić się dopiero potem.
Jako że list piszę trochę na raty, to znaczy od przypadku do przypadku… mogę Ci już śmiało zakomunikować że M&Ms + Mariusz obronili się na piątki!
Kilka tygodni temu zarezerwowałem sobie bilet lotniczy do San Francisco. Postanowiłem, że pojadę w ciemno, nie mam tam żadnych znajomych, miasta nie znam i chyba ten dreszczyk pociąga mnie w tym najbardziej. Moja mama naoglądała się TVNu i teraz martwi się za dwoje, czy aby samolot z jej synusiem nie uderzy np. w Kapitol. Byłoby ekscytująco no nie Olka? Hahaha
Nie miałem żadnych konkretnych planów na wakacje, stąd chyba ten trochę zwariowany pomysł. Myślę sobie, że to ostatni dzwonek, żeby przeżyć jeszcze jakąś przygodę, którą będę mógł opowiadać jak skończę 30 czy 40 lat…
Wspominałem Ci już, że praktycznie przez cały luty byłem w rozjazdach a teraz jakbym się ustatkował? Najbardziej cieszę się chyba z tego, że poczucie samotności nadchodzi mnie nie tak często jak kiedyś. Znasz mnie trochę, więc wiesz, że mam wielu znajomych, koleżanki kolegów, kumpli, kilku przyjaciół, lubię otaczać się ludźmi i raczej nie należę do typu samotnika. Każdy z nich jest od innego rodzaju spraw, problemów czy zwątpień i na swój wyjątkowy sposób potrzebny. Żadna moja poważna znajomość nie jest lajtowa tzn. o niczym. Czasem jednak zdarza się i tak, że potrzebuję z kimś pogadać, ale jeden jest poza miastem, inny pracuje, uczy się, jeszcze inny jest za granicą lub dana osoba po prostu nie nadaje się do rozmowy na frapujący mnie temat….Ok dość tych wynaturzeń!
Między 1-2 maja byłem w Kaliszu na Przeglądzie Sztuki Aktorskiej. Obejrzałem kilka przedstawień i muszę wyznać, że chyba lubię teatr. Gdybyś kiedyś miała okazję zobaczyć „Balladę o Zakaczawiu” polecam! Najbardziej oczywiście wspominam bankiet zorganizowany po festiwalu i nie świadczy to zbyt dobrze o mnie, ale naprawdę tak czuję.
Po sukcesie „Amelii” postanowiłem pójść za ciosem i obejrzałem „Bóg jest wielki a ja malutka” – no cóż – moim zdaniem – porażka, w ogóle się nie śmiałem, film byle jaki, chyba że to ze mną jest coś nie tak i nie dostrzegam zawoalowanego humoru. Olu, oglądałaś może „On, ona i on” czy „On ja i on” – film włoski, trochę śmieszny i taki inny niż inne filmy o tej tematyce? Najbardziej polecam Ci „Fanatyka” – można sobie popłakać co czasem zdarza się nawet takiemu cynikowi jak ja.
Moja koleżanka Wiola jedzie 3.06 do LA a stamtąd do Lake Tahoe. Nie będziemy wiedzieć się aż do października i chyba zaczynam źle się z tym czuć. Ostatnio spotykaliśmy się non-stop, tak jakby można było przeżyć cztery miesiące w dwa tygodnie. Głupie nie?
Ania S. ma się bardzo dobrze. Ostatnio brała udział w sztuce Szekspira na Festiwalu Teatrów Szekspirowskich we Wrocławiu. Coś się dzieje w jej życiu jak widzisz. Podsunęła mi do przeczytania kilka książek Paulo Coelho: „Alchemika” i „Weronika postanawia umrzeć”. Przeczytałem je jednym tchem i znowu odczułem coś, co sprawia mi dużą przyjemność.
Wiesz że po chorobie (leżałem w łóżku prawie trzy tygodnie) jak nigdy przedtem, tak rozpierała mnie energia, że wybrałem się na dyskotekę potańczyć? Punkt 22. wszedłem na parkiet a od 3 nad ranem nagle się zatrzymałem i stwierdziłem, że chyba jestem zmęczony. Podobałem się sobie taki tryskający energią i lekko rozentuzjazmowany. Teraz znów jestem stateczny, poukładany, ale czasem lekko amoralny.
Pożyczyłem Agnieszce Sz. tę płytę, którą przegrałem i Tobie. Zakochała się w tamtych piosenkach i płyty nie słuchałem już chyba od świąt… Niestety.
Wiesz że Agnieszka się zaręczyła? Kupili już nawet mieszkanie w Obornikach Śląskich i to bez wiedzy rodziców! Bardzo romantyczne, cieszę się jej szczęściem, choć „kolega: nie przypadł mi do gustu. Wychodzę z założenia, że to ona ma być z nim szczęśliwa, nie ja…
Z moją mamą jakoś się tolerujemy, do domu mogę wracać już praktycznie kiedy chcę, o ile tylko pomagam w domu. Najlepszy jestem w zmywaniu naczyń, bo robi to za mnie zmywarka😊
Jak Twoje szukanie pracy? Jak samopoczucie ogólne?
Postaram się wyciągnąć Cię na jakieś spotkanie, ale czasem sama wiesz jak jest. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.
Moja pani promotor mnie chwali. Mam wrażenie, że znowu udało mi się zawrócić w głowie jakiejś kobiecie w średnim wieku. Taki już jestem zboczony…
życzę Ci cierpliwości i dystansu w walce z ludzką głupotą i bezmyślnością, wnikliwych obserwacji i trafnych wniosków w całym najbliższym tygodniu.
Dbaj o siebie koleżanko ze szkolnej ławy!
Pozdrawiam serdecznie
PS
PS dostałem bardzo fajne pióro w prezencie. Duże, kolorowe, fikuśne, kosmiczne i takie gadżetowate, że od razu mi się spodobało! Powoli zaczyna rzucać mi się na głowę…
10 maja-1 czerwca 2001
