to był normalny dzień

z precyzją zegarmistrza
któremu chciałeś nadać imię
(już nie pamiętasz
ani imienia
ani swoich czynów)
uciekasz
choć to tylko słowo
to co mogło być
naszą świadomością
znika
przysypane językiem asfaltu
nadal żyjesz chwilą
choć to tylko słowo
to co mogło być
naszym symbolem
zdradziło nas

M&M’s wyciągnąłem w sobotę do Koguta na balety. Dawno się tak dobrze z nikim nie bawiłem. Nie zapomnę miny ochroniarzy gdy weszliśmy do klubu: saber w krótkim rękawku przy 4 stopniowym mrozie, z dwoma cycatymi blondynami pod pachą… Gdyby tylko znali prawdę pewnie by się uśmiali.

W niedziele spotkałem się ze swoim dawnym współwspaczem, w towarzystwie którego spędziłem niezapomniane chwile. W zaistniałych okolicznościach nie było czasu na zastanawianie się nad sprawami, które i tak już nie mają żadnego znaczenia. Nie dało się nie zauważyć, że powoli nabieramy dystansu do przeszłości albo by bardziej zobrazować sytuację: pozostajemy w niedaleko posuniętym kontakcie.

Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że od miesiąca nic się tak naprawdę nie zmieniło. Tamto to już przeszłość i z taką niesamowitą łatwością przyszło mi pogodzić się z nową rzeczywistością, bez żalu, napięć, złośliwych komentarzy. Teraz to ja dopiero byłem cyniczny i nawet przy znajomych potrafiłem robić dobrą minę do złej gry, udawanie pozorów normalności wychodziło mi chyba całkiem dobrze.
M. powiedziała mi, że ktoś pytał dlaczego zacząłem tak nagle nadużywać alkoholu? Dziwiło mnie to, że pytała mnie o to już któraś osoba z rzędu… Może ja dotąd tego nie zauważałem…?
Ciekawe czy alkoholik zdaje sobie sprawę z tego że pije za dużo…?

W poniedziałek jakby nigdy nic obudziłem się rano o 10.00. Przez małą chwilę myślałem, że o tej porze powinienem być zupełnie gdzie indziej – i wtedy też jakoś wcale mnie ta myśl za długo nie dręczyła.
Przyjechał B. na kawę, pogadaliśmy a wieczorem doceniłem swoje szczęście – zabrakło mu odwagi…

Wieczorem umówiliśmy się z M. na małe niewinne piwo w Cafe Unii, które skończyło się wizytą w Giunessie tym razem już w towarzystwie W. i L. Ostatni egzamin studenci postanowili potem uczcić „Za szybą”.

Może jednak nie da się tak po prostu przejść z pewnymi sprawami do porządku dziennego. Nawet jeśli człowiek udaje, stwarza pozory że wszystko jest ok to jego zachowanie i tak w pewnych sytuacjach w końcu zdradzi go.
Usunąłem nr gg, zablokowałem numery znajomych, poraz kolejny skasowałem nr telefonu w komórce. Ciekawe jak długo wytrzymam w swym postanowieniu. Przecież to jakaś dziecinada…

M. trzymam Cię za słowo kochanie, może Tobie uda się mnie uratować przed samym sobą.
Tego felernego poranka nie zapomnę już do końca życia ani tego uczucia, które towarzyszyło mi gdy wracałem taksówką do domu ani spojrzenia tego recepcjonisty…

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to to był normalny dzień

  1. Nieznane's awatar Madi pisze:

    sam wierz ze wszystkie postanowienia są kurewsko ciężkie do realizacji.ja swoich wciaż nie moge dotrzymać.ale razem damy rade,prawda?

Dodaj komentarz