San Francisco

Wczoraj wieczorem, późno kładąc się spać, zdałem sobie sprawę, że dokładnie za 3 miesiące, dokładnie o tej porze, będę w San Francisco. Jak ten czas szybko zleciał…

Mam już nawet zarezerwowany bilet, ale tym razem postarałem się bardziej…
Nie skorzystałem z ulubionych linii AA bin Ladena ani Alitalia, których pasażerowie dziwnym trafem znikają w systemie rezerwacji w dość tajemniczych okolicznościach a bagaże nigdy nie dolatują na miejsce przeznaczenia.
Nie wiem tylko jak uniknąć wątpliwej atrakcji awaryjnego lądowania znów gdzieś na Nowej Funlandii czy też w innym zapyziałym miejscu. Człowiek leci do Nowego Jorku a ląduje na kanadyjskim terytorium i na dodatek musi negocjować z immigration warunki wypuszczenia go, z niemal palącego się samolotu, bo ¾ pasażerów nie ma wymaganej kanadyjskiej wizy…

Dziś rano dostałem nawet emila od Amita: będę mógł z nim mieszkać razem w pokoju, jak w zeszłym roku. Mam tylko nadzieję, że pozbył się tych wszystkich swoich hinduskich korzenno – śmierdzących kadzidełek i pachnideł, bo perspektywa mieszkania – jak na bazarze rodem z Kalkuty – jakoś nie napawa mnie optymizmem…

I znów będzie wish-wash i metholowy Benson na śniadanie, wyprzedaże w Banana Republic, Urban Outfitters, Macy’s i Nordstormie, kawa i apple pie ala mode w Sweet Inspiration, zakupy w Safeway w Castro, truskawki na targu w Mission, linia F, niemal już slyszę ten glos zapowiadający kolejne stacje w MIUNI: Civic Center, Powell, Montgomery, Embarcadero…

To całkiem mila perspektywa… nie mogę się już doczekać…

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to San Francisco

  1. Nieznane's awatar gosiak pisze:

    i bardzo dobrze!!!! a jedż z tego kraju jak najdalej sie da! ja żałuje że nigdzie nie jade. i juz ci zazdroszcze tych zakupków:))

Dodaj komentarz