Przez ostatnie 4 dni nie potrafiłem zebrać się w sobie. Od rana łaziłem bezczynnie po domu, czas dzieliłem między regularnym zaglądaniem do lodówki a czasem spędzonym z pilotem w dłoni. Znajomi powyjeżdżali, A. wolał zostać w domu, byłem jakiś otępiały. Czasem tylko wieczorami znalazłem odrobinę chęci i samozaparcia, żeby pójść przejść się i zebrać myśli.
Dzisiaj rano postanowiłem powyciągać wszystkie swoje szpargały zalęgające w szufladach, komodach, szafkach, pudlach, reklamówkach, pudełeczkach i puzderkach. Niektóre „skarby” odnajdywałem po kilkunastu latach!!!
– walentynki z okresu szkoły średniej (jaki ja byłem kochany i uwielbiany fiu fiu i te cytaty Tuwima, Przybosia, E. Poe, szkoda, że teraz nie jestem już tak romantyczny)
– notatki z HME (tak M., wcale Ci ich nie oddałem, cały czas są jednak u mnie w domu!)
– rękopis swojej książki, którą pisałem jak miałem 14 lat (już wtedy miałem bujną wyobraźnię cięty języczek i predyspozycje na erotomana-gawędziarza;)
– prawo jazdy, (jak nigdy nieużywane;)
– kalendarz na 1993 rok (Hugon wie na co mógłby mi się teraz przydać)
– zdjęcie z autografem Bruce’a Willis’a (no tak kiedyś to zbierałem)
– katalogi samochodów, które zbierałem od I klasy SP (głownie Mercedes i Rolls Royce)
– listy od przyjaciół korespondencyjnych sprzed lat z Iranu, Tajlandii, Brazylii i Arabii Saudyjskiej, Tajlandczyk chciał w gruncie rzeczy wyłudzić ode mnie kasę a Brazylijka ma super przystojnego faceta, że dzizaz krajst)
– listy od Cindy i Poul’a (postanowili sobie za punkt honoru, z wypacykowanego Prince’a z żelem we włosach, uczynić pełnowartościowego, pracowitego i zaradnego życiowo faceta z jajami – co im się udało;)
– pamiętnik z kolonii w Srebrnej Górze jak miałem 9 lat (jakie ckliwe wierszowane wpisy, myślałem że umrę na stojąco)
– stary bilet na metro w San Francisco, odcinki z biletów lotniczych do Nowego Jorku, bilety na Greyhound’a z Detroit do Bostonu, karty magnetyczne do pokojów hotelowych w New Yorkerze i w Hotelu Galaxy w Amsterdamie (że tez człowiek zbiera takie śmieci, to są sentymenty)
– bilet wstępu do Browaru Heineken’a (przez pół godziny piło się ile wlezie i to gratis!!!)
– książeczkę wojskową (w czasie wojny będę ewakuowany w pierwszej kolejności razem z kobietami i dziećmi)
– zeszyty do fizyki, chemii, matematyki i niemieckiego (niewyuczalne dla mnie przedmioty)
– widokówki z wakacji od przyjaciół, kolegów i znajomych sprzed 15 lat (znów sentymenty zajmujące całą reklamówkę)
– kartki świąteczne z życzeniami, kartki urodzinowe
– długopisy połamane i te ze ściągami z egzaminu z HME, (który i tak oblałem a Fiedora pierd..ę)
– kartkę z zapisanym numerem PUK do mojej komórki (to mi się przyda)
– zdjęcia, klisze ze Studniówki i wycieczki klasowej do Zakopanego (wróciły wspomnienia, uśmiechałem się sam do siebie przeglądając je)
– fajkę wodną, którą przywiozłem sobie z Egiptu jak miałem 18 lat (ani razu z niej nie paliłem, zupełnie chybiony zakup, jeden z tych bezużytecznych bibelotów, które kupowało się kiedyś będąc pierwszy raz zagranicą)
– przepisy kulinarne na m.in. Cesar Salad i inne przystawki, sałatki, desery z Clay Hill Farm (same miłe wspomnienia)
– firmowe pudelka zapałek z restauracji, barów i hoteli (ja jakiś chomik jestem)
– ściągi z włoskiego (bardzo użyteczne swego czasu)
– rachunek ERY za komórkę W. (zapłacony)
– swoją pracę magisterską (to już zupełnie niedawna historia)
Wyrzuciłem dziś do kubła kawał swego życia…

no nie mow ze wywaliles moje walentynki. ale ci dam w dziób:))))