kutas, któremu wyrósł facet

Po powrocie z Warszawy na tydzień przykuło mnie do łóżka.
Złapałem jakieś okropne choróbsko, które trzymało mnie prawie do Bożego Narodzenia.

Wyjazd do Warszawy okazał się dla mnie zupełną wpadką.
Od momentu, kiedy wysiadłem z pociągu na Centralnym czułem wewnętrznie, że już coś jest nie tak, że nie będzie to udany przedłużony weekend, że spotka mnie rozczarowanie, że będę tego żałował. Nie pomyliłem się…

W pociągu poznałem sympatyczną dziewczynę z AR, która jechała do Warszawy, by tam przesiąść się w samolot do Australii.
Gadka nam się układała całkiem nieźle, aż do momentu, kiedy w Poznaniu do przedziału wszedł 3,5 roczny Krzyś ze swoją mamą.
Od tej chwili cała moja uwaga skoncentrowała się już wyłącznie na nim i na tym by jak najbardziej urozmaicić temu małemu człowieczkowi długą i męczącą podróż do Lublina. Mam chyba podejście do dzieci. Skoro dzieci mnie lubią i lgną to chyba znaczy, że nie jest ze mnie taki najgorszy drań.

Pierwszy szok przeżyłem kiedy wysiadając z pociągu, Penteus rzucił mi się na szyję a potem odstawił gorące powitanie połączone z tańcem godowym – centralnie na Centralnym polecieliśmy w ślinę z języczkiem. Bardzo soczyście rzekłbym.
Ledwo zapakowałem swoje rzeczy do bagażnika, znów to zrobiliśmy i praktycznie na całej trasie na zakupy do Carefoura było to samo: mokro, soczyście i namiętnie.
W hipermarkecie przyjrzałem się mu bliżej: drogie markowe ciuchy i obuwie, drogie, stylowe oprawki okularów, fryzura od stylisty, pachnący tak pięknie, że aż woń uderzała do głowy, na ręku modny zegarek a w portfelu złota karta VISA. „Po prostu dziany facet z wyższej półki” – pomyślałem wtedy.
Zaniepokoił mnie tylko sposób, w jaki traktował personel sklepu i inne osoby robiące zakupy w tym miejscu.
Był opryskliwy, oschły, traktował wszystkich z jakąś wyższością, co wprowadzało mnie w stan zakłopotania a raczej zażenowania. Nie wiedziałem czy mam zareagować, więc milczałem i uczestniczyłem w tym popisie maniery rodem z warszawki…

W domu dostałem od niego prezent, który w dniu wyjazdu wylądował w śmietniku przy Centralnym – wjebałem go tam dosłownie z dziwną rozkoszą i przyniosło mi to rzeczywistą ulgę.
W nocy miałem jakiś potworny sen, obudziłem się cały zlany potem a później już nie potrafiłem wcale zasnąć.
Nad ranem dostałem gorączki i okropnie wodnistego kataru.

Penteus zorganizował nam wyjazd Falend i Warszawianki w poszukiwaniu odpowiedniego centra konferencyjnego dla jego firmy.
Wycieczka byłaby udana, gdyby on coś w ogóle o sobie mówił, przez kilka godzin trajkotałem ja, niemal jak nakręcony żeby podtrzymać rozmowę a on, jakby z premedytacją, bojkotował wszystko to co do niego mówiłem i o co pytałem. To jego milczenie było dobijające.
Przy posiłkach w domu też jakoś rozmowa nam się nie kleiła, częściej było słychać dźwięk uderzanych o talerz sztućców i odkładanych na spodki filiżanek.
Wieczorami nasilały się u mnie objawy grypy, więc i sex pozostawiał wiele do życzenia… nazwałbym go fizyczną reakcją ciała na erotyczne symulacje…
Wizyta w modnym Między nami (Między nogami) nie była jakimś wielkim przeżyciem. Zwykła buda, jakich w Polsce wiele, powiedziałbym, że bardzo zwykła, przeciętna i bez wyraźnego klimatu, jedyną atrakcją wydawał się być siedzący przy stoliku obok Bruno Walicki – nota bene okazało się, że on też pedał.
Ceny napojów alkoholowych o dziwo nie powaliły mnie na kolana…
To nasze wspólne milczenie zaczęło dawać mi we znaki już następnego dnia po przyjeździe. Zacząłem myśleć o tym, że gdyby nie ten cholerny samolot, mógłbym wrócić do Wrocławia dzień wcześniej, wymyśliłbym przecież jakiś pretekst.
Gdy zaproponował wyjście do kina pomyślałem sobie, że to świetny pomysł, może przerwalibyśmy to milczenie, poza tym pomilczeć można tak samo w kinie.
Sam wybrałem Dangerous Mind i zaliczyłem kolejną porażkę, bo film był ogłupiający, jedyną atrakcją wieczoru było natknięcie się na Michała z Klanu (kurdupel!!!).
Rozczarowani wieczorem wróciliśmy na Brazylijską, ja zacząłem liczyć godziny do wyjazdu do domu.

W piątek wieczorem obejrzeliśmy razem „Sex w wielkim mieście” – Samantha nazwala swojego karłowatego kochanka „kutasem, któremu wyrósł facet” – to określenie wywołało we mnie niesamowity atak śmiechu, rechotałem z tego przez następny kwadrans, co jakiś czas zerkając na Penteusa – to określenie pasowało w tej sytuacji jak ulał właśnie do niego…
Przez cały swój pobyt w Wawie marzyłem, żeby wreszcie nadeszła niedziela, żebym mógł wziąć swój bagaż i pojechać na lotnisko i wrócić do domu, zostawić za sobą wspomnienia z tego wyjazdu.

Prawie 3 godz przed wylotem Penteus zawiózł mnie na Okęcie, pożegnaliśmy się raczej niechlujnie (przynajmniej z mojej strony) i wyrwałem jak poparzony do hale odlotów. Spokojnie jeszcze zapaliłem sobie papierosa – to był najsmaczniejszy papieros jaki paliłem od wielu tygodni…
Mój lot został odwołany, utknąłem na Okęciu, było po 22.00 nie wiedziałem czy wracać do niego, czy jechać na Centralny (jak na złość tego dnia akurat zmieniono godz kursowania pociągów pospiesznych), czy iść do jakiegoś hotelu i tam przenocować.
Obdzwoniłem znajomych – wszyscy okazali się by poza Warszawą.
Zadzwoniłem więc do niego, kazał mi wziąć taksówkę.
Udało mi się dojechać jakoś na dworzec ( i nie za 150zl), wszystkie pociągi mi już uciekły. Miałem do wyboru: czekać 6 godz na peronach albo wrócić do Penteusa, który dzwonił co 5 min zaniepokojony że jeszcze do niego nie dotarłem.
Wróciłem, zupełnie upokorzony przed samym sobą.
Miałem taką gorączkę, że było mi już wszystko jedno, chciałem po prostu położyć się do lóżka.
Rano zostałem poinstruowany jak mam sobie dalej radzić sam by jak najszybciej i najsprawniej, omijając wszystkie poniedziałkowe korki dojechać na Centralny.
W nocy zaczął padać śnieg, rano było potwornie zimno i wietrznie, ja bez czapki, rękawiczek i szalika. Byłem wściekły, chory, z temperaturą, zdesperowany, na przemian paliłem i łykałem kolejne dawki Strepsils.

Dopiero gdy wsiadłem do przedziału poczułem ulgę i ciepło, zamówiłem sobie kawę i patrzyłem przez szybę jak zostawiam za sobą wszystkie te niechciane chwile i wspomnienia. Penteus dzwonił kilka razy. Wiedziałem, że w końcu będzie musiał przestać, bo o 16.00 miał samolot do Londynu.
Próbował dzwonić tego dnia, następnego, dzwonił po powrocie z Londynu, i każdego kolejnego dnia…

W pociągu jechał ze mną jakiś literat amator, starsza babka i 27letni rozwodnik – chyba był naćpany, bo buzia mu się nie zamykała.
Cała ta trójka prowadziła dysputy, w których ja nie uczestniczyłem, bo źle się czułem, było mi niedobrze i w dupie miałem ze wszyscy wkoło tak żywo ze sobą rozmawiają.
Wyszedłem na ignoranta, gbura i nadętego dupka – na koniec usłyszałem, że młodzi ludzie są teraz tacy nieprzystępni, źle wychowani i mało serdeczni. Halo! Kurwa ja miałem gorączkę!
We Wrocławiu wziąłem taxi by najszybciej wrócić domu…
Tego samego dnia wieczorem zdążyłem jeszcze wparować do biura podróży i zmyć głowę właścicielowi za mój niewykorzystany bilet…

Informacje o saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „kutas, któremu wyrósł facet

  1. saber pisze:

    Przepraszam, że dopiero teraz pojawił sie wpis po tak długiej przerwie, ale chciałem żeby ta notka była przemyślana, jak również aby emocje w żaden sposób nie wpłynęły na jej treść. Po 2 miesiącach z kawałkiem jestem przede wszystkim świadomy tego, co w niej jest, gdybym napisał ją od razu pewnie byłoby inaczej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s