Moje święta

Święta Bożego Narodzenia w tym roku przebiegły w moim domu wyjątkowo inaczej.
Na pewno wpłynęło na to wydarzenie z poprzedniego dnia, ale potem także ciąg innych połączonych ze sobą zdarzeń i sytuacji, które w konsekwencji sprawiły, że dni potoczyły się właśnie tak.

Nie mamy w tym roku choinki, szukałem w piwnicy i naszym kantorku – zniknęła bez śladu. Poleciałem w Wigilie do E.Leclerca, ale niestety te sztuczne drzewka były okropne i wróciłem do domu z niczym.
Mama udekorowała w tym roku bombkami filodendron…
Prezenty wręczyliśmy sobie jeszcze w domu i też jakoś tak jakbyśmy podawali sobie rzeczy do prania…

Do dziadków pojechaliśmy bardzo wcześnie, (mój brat pierwszy raz prowadził taty Carollcię) Wigilia zaczęła się o 16.00 a o 18.00 byliśmy wszyscy po i już w drodze powrotnej do Wrocławia.
Kilka godzin wcześniej zadzwonił M. że nie spędza Świąt ze swoją rodziną. Zrobiło mi się go trochę szkoda, że w taki dzień siedzi sam.
Pierwszy raz w życiu, zamiast spędzać wigilijny wieczór w domu z rodziną, poszedłem w odwiedziny do kolegi. Oprócz mnie ze świątecznej tradycji wyłamała się jeszcze jedna osoba, koleżanka M. więc „pogotowie wigilijne” było bardziej zróżnicowane, ale i bardziej skuteczne.
To był strasznie magicznie miły wieczór, wracałem późno w nocy do domu, nad Odrą niebo było pełne gwiazd, nie było przejmującego mrozu, w sercu rozpierała mnie dziwna radość a do pełni szczęścia brakowo tylko odgłosu skrzeczącego pod stopami śniegu.

W pierwszy dzień świąt zadzwoniła ze Stanów W.
Gdybym mógł wypowiedzieć tego dnia jedno życzenie chciałbym móc być bliżej niej, spędzić razem cały dzień, tylko we dwoje na pogaduchach…

W drugi dzień nareszcie przyjechał do mnie A., spędziliśmy ze sobą miłe kilka godzin, które początkowo nie zapowiadały specjalnie udanego dnia. Upewniłem się, „że istota bliskości jest to pewien wyjątkowy kontakt o charakterze w dużej mierze niewerbalnym i domyślnym, co stanowi o jego uroku, a stopniowe uczenie się siebie nawzajem bardziej cieszy niż bezpruderyjna ekspozycja katalogu oczekiwań”.
Udało nam się wreszcie szczerze pogadać, porozumieć się, po kilkunastu propozycjach w końcu nawet zdołałem nakłonić go na wyjście do kina na „To właśnie miłość”.
I to był prawdziwy traf w dziesiątkę, (cyt. grande plezura) super pozytywny, lekki i szalenie zabawny film akurat na święta. Potem, żeby kontynuować tak udany wieczór, rozentuzjazmowani razem z K. wylądowaliśmy jeszcze w Mexico Barze na buritos. W życiu nie byłem tak obżarty o 12. w nocy jak tego dnia.
A dokładnie rok wcześniej, tego właśnie dnia zakończyła się tak smutno i niespodziewanie moja znajomość z S.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz