Żyję z A. jak na huśtawce. Raz odchodzi on, raz ja. Po jakimś czasie wracamy do siebie…po to, aby wkrótce znowu przekonać się, że nie możemy ze sobą k…a wytrzymać.
Takich rozstań zaliczyliśmy już kilka. Awantury przeplatają się z dobrymi chwilami.
Na brak emocji co prawda nie mogę narzekać, ale i o poczuciu bezpieczeństwa nie ma mowy.
Nie chcemy czy boimy się rozstać naprawdę?
Za każdym razem obiecuję sobie, że to już ostatnia szansa. Jeśli znowu nic z tego nie wyjdzie, to ja podejmę wreszcie ostateczną decyzję. Potem jednak zapominam o obietnicach. Zaczynają tęsknić, nie pamiętam o jego wadach. Niby przypadkiem szukam z nim kontaktu. Nie daję się długo namawiać na kolejną próbę. Zwykle wystarczy mi telefon, SMS, wspólna kolacja, kino, żeby znowu uwierzyć, że tym razem będzie inaczej.
My chyba jesteśmy tylko uzależnieni od siebie, w dodatku zafundowaliśmy to sobie oboje na własne życzenie. Nie potrafimy się wyrwać z takiego układu, choć oboje zdajemy sobie sprawę z jego wad. Boimy się samotności, tego, że nikt nas już nie pokocha, nie wierzymy w siebie. Wybaczamy i kolejny raz przechodzimy przez to samo.
Pora zmierzyć się z prozą życia… Najprościej w takiej sytuacji to po prostu odejść i popaść na nowo w stan euforii w kolejnych ramionach.
Ale może nastepnym razem postąpię inaczej…
Walka ze stagnacją w związku jest przecież o wiele trudniejsza…
Nie przynoś ładnych słów
Bo jeśli tak ma być, to wolę żebyś nie przychodził tu
Czuję, że w takich słowach anioły śpią
Lecz ciągle nie ma w nich mnie
Niepotrzebna wcale mi taka miłość do krwi
Wyje duszy każdy kant wśród czterech ścian
Nic nie powiem, domyśl się czemu mi z tobą źle
W łóżku pomięty płaszcz, w popielniczce kurz
Przed drzwiami leży głaz
Bo jeśli tak ma być – wolę, nigdzie nie wychodź już
Żaden wróg nigdy więcej nie powie mi
Co warto znosić dla chwil

Partner, który wciąż odchodzi i wraca, często nie wie, czego naprawdę chce. Zwykle lubi dominować nad drugą osobą, liczy na jej uległość. Po jakimś czasie znowu znika bez skrupułów, przekonany, że zawsze ma do kogo wrócić.
niestety moj drogi ,ale to chyba strach przed samotnoscia.mam to samo,dlatego wciaz zawracam dupe wiadomo komu. huj!