Dzisiaj M. wygrzebała z zakamarków własnej skrzynki moje mail’e do niej, które wysyłałem namiętnie 4 lata temu ze Stanów. Dopiero po przeczytaniu wszystkich przypomniało mi się parę osób i kilka zabawnych zdarzeń oraz sytuacji…
„Po 2 tygodniach pobytu w Cincinnati mam trochę dość Ameryki i American life style. Ile można jeść hot-dogów, pizzy, hamburgerów, cheesburgerów i pić coca coli?! Marzy mi się normalne jedzonko w stylu twojej mamy albo zupka z proszku w stylu mojej. Pozwiedzałem już trochę. Byłem znowu w Nowym Jorku, pojechałem do Cleveland a za jakiś czas wybieram się do Detroit i może do Waszyngtonu. Praca jest do du.. ,ale nic na to nie poradzę. Najprawdopodobniej wrócę do Wrocka o wiele wcześniej niż przypuszczałem bo kończy mi się wiza pobytowa w Stanach. Rodzice polecieli do Turcji, remont który rozpoczęli 2 tygodnie temu jeszcze się nie skończył bo facet fachowiec złamał nogę , w domu mamy Sajgon a tata się wqurwia:) ….czyli standard!”

„Praca jest do du….. Najprawdopodobniej więcej tu stracę niż zyskam bo mam tak chujową wizę. Do shopping center na razie nie chodzę bo czekam na letnia wyprzedaż pod koniec sierpnia i września. Jak znam siebie zrobię całkowity remanent swojej garderoby i wrócę z całą walizą nowych fatałaszków w których będę błyszczeć na AE. Wybieram się do wujka w Detroit, ale za bardzo mi się do niego nie śpieszy. Był bardzo miły na odległość, jak już teraz jestem 5h jazdy autobusem to jest ciągle zajęty i mniej skory do pomocy. Najprawdopodobniej złożę mu kurtuazyjną wizytę w sierpniu a potem albo wrócę zu house albo pojadę coś sobie pozwiedzać. Qrwuję ciągle, że tak mało zarabiam bo wydatków mam jak zwykle więcej niż by można było przypuszczać. Amerykanki są tłuste! Czekoladki są już lepsze (czarne czy białe…w środku i tak wszystko jest różowe, no nie?!) Tylko w Downtown panienki wyglądają cool i sexy, podobnie jak faceci – wszyscy jak z żurnala mody. Nie mogę znaleźć drugiej pracy, choć wypełniłem już dziesiątki applications. Nikt nie chce mnie zatrudnić na tak krótki okres a to duże miasto więc mają w czym wybierać… Mogę jeszcze zaoferować to, co mam w sobie najlepszego…(np. świadczyć usługi w szerokim znaczeniu tego słowa) ale na razie mam kasę w portfelu, banku, cos tam na karcie, jedzenie w lodówce i papierosy więc jest ok. Rodzice robią remont i cieszę się, że mnie tam nie ma, bo bym kurwował razem ze starszym… Pełno tutaj Hiszpanek (ładne) Holendrów, Anglików, Słowaków, więc jest bardzo ineternational. W pracy: United Colors of Benetton. Angielski ćwiczę tylko czytając znaki drogowe jadąc z/do pracy albo instrukcję przeciwpożarową w naszej windzie. Polaków jest lekka ręką licząc 400, więc prawdopodobieństwo spotkania Polaka na kampusie wynosi 0,9999”.
„Mam dość USA, użerania się z ludźmi i gównianych pieniędzy. 2 dni temu zwolniłem się z pracy i wyjeżdżam z Cincinnati do wujka do Detroit. To co się tutaj wyprawia to istna pajdokracja. Ludzie, z którymi rozmawiam i załatwiam różne sprawy mają po 17-18 lat i ciągle jest im sorry, że czegoś nie wiedzą, że nie potrafią… Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie robił zakupów – kupiłem już 12 CD, nowy plecak jedno-ramienny(bajer!!!) i poluję na ciuszki i inne łaszki. Nie ma jeszcze wyprzedaży, ale nawet jak ich nie doczekam to i tak kupię to co mam kupić bo shopping pomagają mi zapomnieć o tym całym burdelu. Ostatnio znalazłem świetne określenie na mentalność Amerykanów: aggressively friendly – pasuje jak ulał. Nie wiem, kiedy wrócę do kraju – pewnie wtedy, gdy skończą mi się pieniądze. Marzą mi się normalne wakacje i jest ku temu dobra okazja – odezwała się do mnie koleżanka Nikki i zaprosiła do siebie na kilka dni do Maine. Oczywiście pomyślałem sobie, że robi to, bo mnie lubi i nie chodzi jej o sex… Przywiozłem sobie z Polski 3 prezerwatywy, ale nie mam na kogo je zużyć. Patrzę sobie tylko na nie od czasu do czasu i sobie marzę… P.S Zagadka: Jak nazywa się zupa z wielu kur? Odpowiedź: Rosół skur-wielu!!!”.
„Jestem jeszcze w Cincinnati w Ohio i dostaje nerwicy. Po wielu perypetiach z wyjazdem do USA jakoś tutaj dotarłem, ale zaraz muszę wracać. Wizę mam tylko do 21 sierpnia i mam po dziurki w nosie Ameryki i Amerykanów. W niedzielę o 5 nad ranem miałem pożar w akademiku i nocowałem na ławce w parku… Rano na zakupy do supermarketu poszliśmy w pidżamach, bo nasze ciuchy zostały w budynku a policja broniła wejścia…Ciągle o wszystko się wykłócam, nowy schedule, który dostałem z Human Resources mówi że w przyszłym tygodniu będę pracował tylko13 godzin a kolega z pokoju 5 i 15 minut! Wise Organisation to jakaś lipa, ale musiałem się o tym przekonać na własnej skórze…. Zastanawiałem się czy nie wracać już do Polski, ale rodzice jeszcze nie wrócili z Turcji a ja nawet nie mam klucza… W poniedziałek squitowałem z pracy. Mam dość użerania się z dzieciarnią i marzę tylko o tym by jak najszybciej znaleźć się w domu albo, co najmniej na plaży gdzieś nad Morzem Śródziemnym… Tutaj nie mogę w ogóle znaleźć drugiej pracy. W dużych miastach jest w ogóle inaczej przy ubieganiu się o pracę. Trzeba wypełniać application, które jest rozpatrywane po 2 -3 tygodniach. Wypełniłem ich z 15 i wszyscy odpisywali, że jest im sorry but…Wiesz że niektórzy pracują tutaj w housekeepingu za $3/h?!!! Jesteśmy traktowani gorzej niż Meksykanie, ja nie mam ochoty się już użerać ani z Alamturem ani z WISE ani z YMCA. Zadzwoniłem do swojego wujka do Detroit i zaprosił mnie do siebie. Wybieramy się do Toledo, Chicago, nad Niagarę i na żagle!!! Trochę się obawiam tego wyjazdu, wujek 40-letni świeży żonkiś może nie przypaść mi do gustu, ale rozmawiając z nim przez telefon odniosłem (tym razem) bardzo miłe wrażenie…Zobaczymy, ale na wszelki wypadek trzymaj kciuki. Pieniędzy nie mam za wiele, ale do kraju chyba nie wrócę za szybko. Szal zakupowy trwa. Chcę pojechać do Nikki (znów dzwoniła i ponowiła zaproszenie), zobaczyć się z innymi znajomymi w Ogunquit, poopalać się na plaży i stamtąd jechać do NYC i wracać do Polski. Mogę mieszkać albo u kolegi Tomka w czerwonym domku albo u Nikki w Berwick. Nie jest źle tylko problem znowu skąd mam wziąć pieniądze? Szczęście w nieszczęściu, że zapłaciłem za W&T swoimi pieniędzmi a nie starszych. Czy tak naprawdę tylko straciłem na tym wyjeździe to będę w sumie wiedział jak wrócę do Polski. Może jeszcze uda mi się mieć fajne wakacje?”
