Retrospekcje cz. II – Detroit MI

/Wed, 16 Aug 2000 07:21:06/

„Jakoś udało mi się wydostać z Cincinnati i nie powiem żebym tęsknił. Faktem jest, że teraz brak mi kumpli do raczenia się Budweiserkiem po nocach i tego całego narzekania o chorej polityce Paramount’u.
Jestem już w Detroit u wujka i jest mi bardzo dobrze… Miałem okazję poznać tutejszą Polonie i chcę żebyście wiedzieli, że Polacy nie zmieniają się nawet zagranicą. Mam okazję widzieć całkiem inną Amerykę przez pryzmat Polonii Amerykańskiej. Co za ludzie i co za język np.: „moja cara stanęła na kornerze” tzn. mój samochód stanął na rogu ulicy. Na razie siedzę w domu, bo wszyscy pracują, ale wujek stara się ze wszystkich sił abym się nie nudził. Nadrabiam oglądanie TV, znów orientuję się co słychać na świecie i wreszcie mogę nacieszyć się swoimi CD które tak namiętnie skupowałem.
Jak na razie czas mija mi na „wyczuwaniu sytuacji” czy jestem tutaj mile widzianym gościem, czy raczej persona non grata. Wczoraj wujek zaproponował mi pomoc w znalezieniu pracy jeżeli bym tego chciał. Zgodziłem się choć cały czas jestem gotowy wyjechać choćby zaraz, gdyby zaszła taka konieczność.
Cały czas zastanawiam się czy dobrze robię zostając tutaj. Z jednej strony Janusz kusi mnie propozycjami wyjazdów, możliwością spotykania ciekawych ludzi (managerowie z GM, profesorowie akademiccy, działacze Polonii), wyrabiania sobie kontaktów na przyszłość no i gościnnością a z drugiej sam nie wiem…może lepiej czułbym się będąc tutaj zupełnie niezależnym facetem. Że akurat ułożyło się w tym roku tak jak się ułożyło – nie moja wina. Ja chyba nie lubię za bardzo siedzieć komuś na głowie, bo we wszystkim dopatruję się podtekstu abym wyjechał i dał żyć innym.
W niedziele byliśmy z Januszem w kościele ( ja w kościele!!!!) a potem na meczu piłki nożnej (ja na meczu!!!). Poznałem jakiś byłych trenerów, gwiazdy piłki, ale i tak nie pamiętam nazwisk, bo mnie to rybka, że oni lubią biegać za piłką. Dla mnie ważniejsze było to, że komary kąsały moje biedne i delikatne ciało!
Na weekend wybieramy się na kajaki po Wielkich Jeziorach i mam nadzieję nie utonąć. Jadą z nami Państwo Chopinowie (on wysoki, chudy, z grzywą, nosem Chopina i oboje z żoną są bardzo żółwiowaci a w domu nie mają TV tylko przestrzenie, ze hulajnogą można jeździć).
W czwartek Janusz ma spotkanie z kimś tam na tych żaglach i zaproponował abym pojechał z nim to się wszyscy rozerwiemy. Wujek mógłby podać sobie rękę z moim tatą! […]A nuż trafi mi się jakaś bogata kochanka, która zechce mnie sponsorować w zamian za usługi w szerokim znaczeniu tego słowa? Podobno panie w średnim wieku maja do mnie słabość… czy to prawda zapytaj swojej mamy, którą pozdrawiam bardzo…!
A M. to już mnie nie przestanie chyba zadziwiać. Za te wszystkie kilogramy dobrych uczynków wykupi sobie pierwszy rząd dla VIP-ów w niebie”.

/Fri, 25 Aug 2000 09:30:19/

„Siedzę sobie i odpoczywam po bardzo intensywnie spędzonym weekendzie. Detroit jest płaskie, rozrzucone i mało atrakcyjne…Wyobraź sobie w piątek wybrałem się z wujkiem na małą eskapadę szlakiem klubów nocnych stanu Michigan. Zaliczyliśmy dwie + meksykańską knajpę także wróciłem do domu about 3am.Wiem, że jak wrócę do Polski będzie mi brakowało tych jazzowo-bluesowych, podrzędnie wyglądających aczkolwiek bardzo klimatycznych knajpek.
W sobotę miały być kajaki, ale było za zimno – z braku laku pojechaliśmy pojeździć konno. Oczywiście uważałem, że nie ma nic prostszego niż jazda na koniu.
Na konia usilnie próbowałem wejść od prawej strony (a propos dlaczego wsiada się z lewej nie wiem do tej pory?), potem nie mogłem znaleźć odpowiedniego hełmu na moją dużą głowę. Dostałem klacz o wdzięcznym imieniu Ruth, bo podobno była najłagodniejszą ze wszystkich tam koników (najgłupsza). W lesie zaatakowała mnie chmara komarów a głupiemu koniowi właśnie wtedy zachciało się jeść trawy, więc skutki tego widoczne są do dzisiaj na moich rękach i nogach. Potem coś zrobiło mi się z siodłem, rozbolała mnie dupa od podskoków konia, z jajek została już prawie miazga a ja głupi dalej wytrwale siedziałem na koniu nie chcąc zsiąść, z oznaką triumfu na twarzy. Ostatnie kilkaset jardów musiałem jednak ją prowadzić (konia tzn. klacz), bo nie mógłbym zostać później nigdy ojcem.
Następnie udaliśmy się do sadu. Sad jak sad w Polsce tylko że większy (hiper-sad?) i wjeżdża się samochodem. Osobiście brakowało mi tylko guzików, które same napełniałyby łubianki itp. Obżarłem się malin na maxa za friko i ruszyliśmy do domu, bo wieczorem mieliśmy Birthday Party u siostry żony wujka. Party jak party – piwa wbród, grill, balony, dzieciarnia i te sprawy.
W niedziele byliśmy w Henry Ford Museum – uhm – widziałem samochód Kennedy’ego w którym został zastrzelony, fotel Lincolna, menzurkę z ostatnim tchnieniem Edissona no i mnóstwo mnóstwo aut, lokomotyw i samolotów. Lunch w chińskim Fast-foodzie, msza w polskim kościele i koncert muzyki afro-amerykańskiej w Renesans Center dopełnił mojego szczęścia a upragniony orgazm osiągnąłem wieczorem, w wygodnym fotelu, z torebką chipsów i piwkiem w ręku.
Dziś boli mnie du…ale nie od dawania tylko od konia…”

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz