Zdarzyło się w mojej kuchni

Bawiąc się pilotem od telewizora trafiłem wczoraj przypadkiem na ostatni odcinek serialu „Zaginiona”. W kilku scenach spostrzegłem grającego tam drugoplanową rolę L.A., z którym dane było mi spędzić wspólnie kilka tygodni ubiegłorocznych wakacji. Mój brat oglądał akurat serial ze mną i na widok L. na szklanym ekranie zareagował „ O kurwa, brat. Patrz!”

Spotkaliśmy się przypadkiem w sierpniu w Rynku, siedział z moimi znajomymi. W teatrach trwał akurat sezon ogórkowy, więc L. przyjechał do Wrocławia, bo akurat miał tu matkę. Przysiadłem się do nich wracając z pracy. Zamiast o 18.30 byłem w domu po północy. Na koniec tamtego wieczoru padł pomysł, aby za niedługo powtórzyć takie spotkanie w tym samym składzie
Rodzice właśnie polecieli wtedy na 2 tygodnie do Egiptu, pamiętam że każdego wieczoru praktycznie lądowałem wtedy w ogródkach ze znajomymi i kasa dziwnie szybko się rozchodziła.
L. zadzwonił do mnie już po kilku dniach, żalił się że chłopacy gdzieś wyjechali, że został sam, koniecznie chciał wyciągnąć mnie na miasto. Ja po kolejnych 3 czy 4 nocach z rzędu spędzonych w Rynku za bardzo nie miałem już za co balować. Pomyślałem że lepiej będzie jeśli L. wpadnie do mnie na chatę, urządzimy sobie męski wieczór we dwoje a ja nie polecę wtedy tak bardzo z kasą.
Zgodził się, przyjechał, przywiózł ze sobą 4 Guinessy i dużą butlę Passport Whisky. Przy szklaneczce dobrych trunków, z muzyczką w tle i w oparach dymu siedzieliśmy w mojej kuchni i rozmawialiśmy, żartowaliśmy, opowiadaliśmy sobie własne oraz zasłyszane u innych znajomych historyjki.
Było już późno w nocy, gdy zauważyłem że L. strasznie się spocił, na czole pojawiły się mu takie grube krople potu, zrobił się czerwony, siny, próbował wstać, ale wtedy nagle zaczęło nim trząść i po paru sekundach runął pod stół aż słychać było jak jego głowa jebudu uderza o panele. Wystraszyłem się, zacząłem go cucić, klepać, nie wiedziałem czy w ogóle oddycha i przez moment byłem w panice. Chciałem dzwonić po pogotowie, ale bałem się go samego zostawiać. Zacząłem wołać po swojego brata, ale ten spał w swoim pokoju. Najdziwniejsze, że w takiej chwili zacząłem martwić się co ja powiem starym o tym, że mieliśmy w kuchni trupa. Imprezę, mały pożar, pobite naczynia czy nawet głośną imprezę z najazdem policji jakoś bym wytłumaczył, ale trupa dorosłego, praktycznie nieznajomego faceta (widziałem go wtedy drugi raz w życiu) chyba bym nie wytłumaczył…
L. oddychał, serce mu biło, miał tylko dziwne skurcze, wyciągnąłem mu tylko język z ust w obawie że go połknie, ułożyłem ciało w bezpiecznej pozycji (lekcje pierwszej pomocy na PO się przydały) i zacząłem intensywnie myśleć co dalej robić. Panika już mi minęła a L. zaczął sam odzyskiwać przytomność. Powiedziałem mu że miał chyba jakiś atak i czy bierze może jakieś specjalne leki, ale odparł że wszystko jest ok i że możemy siadać dalej.
Jakoś nie miałem już ochoty kontynuować tej imprezki, dlatego pod byle pretekstem zaciągnąłem go do swojego lóżka. Resztę nocy przy nim spędziłem. Co jakiś czas upewniałem się tylko czy aby nadal żyje czy oddycha i czy nie ma kolejnego ataku.
Rano L. wstał jakby nigdy nic, z uśmiechem na twarzy sprawdził sobie pocztę, nie chciał kawy ani śniadania. Poszedł sobie do kuchni, dopił swoją whisky poczym nalał sobie kolejną szklankę. Mocno mnie to zdziwiło. Zapytałem go delikatnie czy ma epilepsję i czy wie skąd ten atak. Po krótkim namyśle odparł mi zupełnie zwyczajnie, że ma wszyty w dupę esperal.
Wtedy też pomyślałem sobie: O kurwa!

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz