Rano po przebudzeniu, po porannym rytuale kubka kawy, papieroska, jogurtu, powtórkowego odcinka mMiłości, braku motywacji by wybrać się na siłownię, kilkukrotnym sprawdzeniu poczty emial oraz odebraniu porannych SMSów od fanów – siedziałem wygodnie na kanapie, w myślach próbowałem zaplanować swój cały dzień.
Niespodziewanie zadzwonił tato.
Jak zwykle bywało po takich telefonach już po niespełna godzinie siedzieliśmy Pod Jeleniem sącząc szklaneczkę whisky.
Zgodnie ze starym zwyczajem była świeża rybka w Akropolis, lody, kawka, paczka fajek, rozmowy o mojej pracy, kupnie mieszkania, wakacjach w ciepłych krajach, o tym co go w pracy wkurza, na co najbardziej narzeka, co mu przeszkadza, kto mu zalazł ostatnio za skórę i dlaczego. Czasami zupełnie niechcący przestawiałem go słuchać, wyłączałem się, bo przyglądałem się krzątającym się po sali zręcznie uwijającym się przy innych stolikach zapracowanym kelnerom. Nie bez znaczenia był fakt, że niektórzy wyglądali moim zdaniem bardzo apetycznie. Zwłaszcza jeden brunet wpadł mi w oko. Od niedawna musiał zacząć nosić okulary bo nie pamiętałem go takiego. Tato mówił do mnie a ja dziobiąc widelcem w swojej porcji sałatki greckiej, ukradkiem spoglądałem w stronę swojego obiektu fascynacji.
Nie owijając w bawełnę – myślami grzeszyłem z tym panem w najbardziej wyrafinowane sposoby.
Po południu dostałem propozycję spotkania się gdzieś wieczorkiem z Miss P i K. Zaproponowałem Massimo nie tylko ze względu na szansę natknięcia się na uroczego pana Karola, ale także na miły zwyczaj serwowania darmowego wina do posiłków, fajnej atmosfery tego miejsca i przepysznej włoskiej kuchni.
Nie przewidziałem jednego – skoro umawiałem się z Miss P. oznaczało to, że na bank należało spodziewać się oprócz niej całej świty koleżanek lub wianuszka adoratorów pochodzących (jak zwykle to bywało w jej przypadku) z krajów Europy południowej.
W restauracji siedzieliśmy nie w trójkę, ale w sześć osób, przy olbrzymim stole, na piętrze, w lekkim półmroku a wokół nas rozbrzmiewały cichutko nastrojowe kawałki.
Pana Karola nie było. Znany mi kelner z gayplanet ma samym początku niechcący oblał Szpare wodą, za co przyniósł nam ogromną karafkę wina.
Jak na absolwentów AE przystało przepuściliśmy nie mało kasy, ale za to przez 3 godziny z naszego stolika rozbrzmiewały wyłącznie gromkie śmiechy, wybuchy nagłej radości i żywe dyskusje na tematy błahe, mniej lub bardziej poważne.
O północy razem z K zrobiliśmy sobie spacer po Rynku a przed północą wylądowaliśmy jeszcze na szybkiej kawie w Planet.
