Umówiłem się na wieczór z K. Wylądowaliśmy w gayplanet nie tyle żeby o 21. napić się kawy i pogadać, ale żeby zawiesić oko na jednym takim smakowitym ciastku bastardo. Na swojej usprawiedliwienie mogę powiedzie ze płyny „wciąga się” przyjemniej, kiedy jest okazja na kogoś akuratnego popatrzeć.
Gdyby nie moja nieśmiałość poprawiłbym swoje statystyki z tego roku.
K. wysłuchała moich opowieści o pracy i dała mi mocno do zrozumienia, że się wykańczam starając się każdemu dogodzić. Gdyby wszyscy tyle wymagali od siebie co ja, byłybyśmy na najlepszej drodze do kwintesencji spolszczonej wersji karoshi.
Wniosek był jeden – muszę znów nauczyć się mówić w pracy „nie”.
Archiwum
Tagi
- Afganistan
- amore
- Anglia
- Arabia Saudyjska
- Australia
- Austria
- Azerbejdżan
- Bahrajn
- Bali
- Brazylia
- Chile
- Chiny
- Chorwacja
- Ekwador
- emigracja
- Estonia
- Fidżi
- Filipiny
- Francja
- GH
- Gruzja
- Hawaje
- Hiszpania
- Holandia
- Hongkong
- Indie
- Irak
- Iran
- Irlandia
- Japonia
- Kanada
- Karaiby
- Katar
- Kazachstan
- Kirgistan
- Kolumbia
- Liban
- Libia
- Malezja
- Malta
- Mądrości
- Niemcy
- Nowa Zelandia
- Oman
- Pakistan
- Palau
- Panama
- Peru
- podróże
- Polinezja
- Portugalia
- praca
- RTW
- Serbia
- Seszele
- Singapur
- St. Maarten
- studia
- Syria
- Szwajcaria
- Tadżykistan
- Tajlandia
- tanzania
- Turcja
- Turkmenistan
- USA
- Uzbekistan
- Warszawa
- Wietnam
- Wrocław
- Wyspy Cooka
- włochy
- Zanzibar
- ZEA
- związek
