Kilka tygodni temu pobrali się moi znajomi z Poznania. Niestety nie pojechałem na ich wesele. Lubię się z nimi spotykać.
Regularnie odwiedzamy się albo ja jeżdżę do nich albo oni wpadają do Wrocławia.
Ostatnio postanowili wyjechać na jakiś czas do Londynu, bo P. nie mógł znaleźć pracy a E. będąc świetną doświadczoną specjalistką od ubezpieczeń kredytów kupieckich może znaleźć dobrą prace gdziekolwiek, nawet w Anglii. Myślałem już, że nie uda mi się z nimi pożegnać osobiście przed wyjazdem.
W poniedziałek zadzwonił P i od słowa do słowa przekonałem ich do wizyty we Wrocławiu. Przyjechali w piątek późnym wieczorem, naiwny myślałem, że spędzimy wieczór u mnie w domu. Zjedliśmy kolacje, wypiliśmy butelkę wyskokowego trunku a patom… wylądowaliśmy w Bezsenności na baletach gdzie dodatkowo natknąłem się na ludzi z pracy (ale to już standard), znajomych z uczelni i laski z portfelami swoich tatusiów tudzież w towarzystwie nowych przydupasów (ale też z wypchanymi portfelami swoich tatusiów).
Zabawa trwała do 3 nad ranem, w środku nocy złapał nas potworny głód, więc ruszyliśmy na najlepszy kebab w mieście.
K. nie dość, że bez kolejki to jeszcze dała nam 60% zniżkę – i tak 3 mega wypasione kebaby dostaliśmy za jedyne 10zl. Kochana K…
Potem już tylko taksówka i do domu…
E. na dzień dobry skrytykowała kolor moich ścian w sypialni nazywając moje „dzieło” amatorszczyzną. Spacer po rynku, po bulwarze nad Odrą, mnóstwo zdjęć i lunch w Akropolisie całkiem milo zakończył ich pobyt.
Moje miasto niesamowicie się rozbudowuje, kwitnie, na każdym kroku widać nowe inwestycje, modernizacje ulic, budynków i miejsc. Dopiero z kimś kto rzadko ma okazje tu bywać dostrzegłem co się dzieje wokół.
Uwielbiam się wprost z nimi spotykać!!
PS. dziś spotkałem się z jednym Wrocławianinem, co to ma mnie w linkach, ale nic więcej nie napiszę, choć z mojego doświadczenia wynika, że powinien był już, co najmniej dwie notki napisać, w których rozpływa się nade mną i naszym spotkaniem. A tu nic…
Prawdziwy diament mi się trafił.
Ale pewnie przyjdzie jeszcze taki dzień, że zadzwoni i z radością w głosie zakomunikuje, że chce powtórzyć taki wieczór. No chyba, że takie rzeczy to tylko w erze…
