W mojej pracy codziennie dostajemy świeże kanapki. Taka kultura firmy, że bez względu na szerokość geograficzną, w każdym oddziale/fili, każdemu pracownikowi przysługuje kanapka. Może tylko Belgalooru i Chennai dostają miskę ryżu…
Początkowo każdy nowo zatrudniony się z tego cieszy, bo to taki fajny benefit do pensji. Po kilku miesiącach jednak taki luksus powszednieje, ludzie gdy dostają coś za darmo to grymaszą, a to że za dużo masła, a to że znowu z karczkiem, albo że ogórek ma skórkę, że nie na ciemnym pieczywie albo, że ziarno włazi im między zęby.
Kilka dni temu ktoś zauważył rano w kafeterii szczura, biegającego w koszu z kanapkami – dowiedziałem się o tym przypadkiem na basenie od zaufanej koleżanki. Informacja nie rozniosła się jednak po piętrach, bo bułki wciąż znikają. Jak teraz obserwuję te tabuny ludzi rzucających się rano na codzienną dostawę kanapek, żeby załapać się na swieżą z szynką albo łososiem to robi mi się niesmacznie…
Archiwum
Tagi
- Afganistan
- amore
- Anglia
- Arabia Saudyjska
- Australia
- Austria
- Azerbejdżan
- Bahrajn
- Bali
- Brazylia
- Chile
- Chiny
- Chorwacja
- Ekwador
- emigracja
- Estonia
- Fidżi
- Filipiny
- Francja
- GH
- Gruzja
- Hawaje
- Hiszpania
- Holandia
- Hongkong
- Indie
- Irak
- Iran
- Irlandia
- Japonia
- Kanada
- Karaiby
- Katar
- Kazachstan
- Kirgistan
- Kolumbia
- Liban
- Libia
- Malezja
- Malta
- Mądrości
- Niemcy
- Nowa Zelandia
- Oman
- Pakistan
- Palau
- Panama
- Peru
- podróże
- Polinezja
- Portugalia
- praca
- RTW
- Serbia
- Seszele
- Singapur
- St. Maarten
- studia
- Syria
- Szwajcaria
- Tadżykistan
- Tajlandia
- tanzania
- Turcja
- Turkmenistan
- USA
- Uzbekistan
- Warszawa
- Wietnam
- Wrocław
- Wyspy Cooka
- włochy
- Zanzibar
- ZEA
- związek
