W poniedziałek przyszedłem do biura wcześniej niż zwykle, bo potrzebowałem czasu by spakować swoje rzeczy z biura i przenieść się do innego, znajdującego się na tym samym piętrze. Ku swojemu zaskoczeniu zauważyłem że moja karta magnetyczna wciąż działa i nie musiałem prosić strażników żeby mnie wpuścili.
Przed wejściem do mojego nowego działu spotkała mnie przykra niespodzianka. Okazało się że tutaj moja karta nie działa – stałem tak obładowany pudłami z papierami czekając na kogoś kto by mnie wpuścił.
Pojawiła się dyrektor i nienaturalnie brzmiącym głosem powitała mnie w zespole – wyleciało jej z głowy że to dziś miałem dołączyć do jej zespołu. Niespodziankom nie było końca przez cały dzień: karta pozostawała nieaktywna przez kilka godzin więc lepiej było nie wychodzić do toalety bo później nie miałbym jak wrócić, nie dostałem komputera bo zapomnieli go zamówić i skonfigurować, nie dostałem stanowiska pracy w postaci własnego biurka ani też telefonu – równie dobrze mogłem pójść do domu jak stałem…
Tego dnia nie miałem zupełnie nic do robienia w biurze. Przez kilka godzin opijałem się kawą, gadałem z dziewczynami z L&D i z każdym znajomym wychodziłem na fajkę. Jak nigdy wyszedłem tego dnia po 15.
Archiwum
Tagi
- Afganistan
- amore
- Anglia
- Arabia Saudyjska
- Australia
- Austria
- Azerbejdżan
- Bahrajn
- Bali
- Brazylia
- Chile
- Chiny
- Chorwacja
- Ekwador
- emigracja
- Estonia
- Fidżi
- Filipiny
- Francja
- GH
- Gruzja
- Hawaje
- Hiszpania
- Holandia
- Hongkong
- Indie
- Irak
- Iran
- Irlandia
- Japonia
- Kanada
- Karaiby
- Katar
- Kazachstan
- Kirgistan
- Kolumbia
- Liban
- Libia
- Malezja
- Malta
- Mądrości
- Niemcy
- Nowa Zelandia
- Oman
- Pakistan
- Palau
- Panama
- Peru
- podróże
- Polinezja
- Portugalia
- praca
- RTW
- Serbia
- Seszele
- Singapur
- St. Maarten
- studia
- Syria
- Szwajcaria
- Tadżykistan
- Tajlandia
- tanzania
- Turcja
- Turkmenistan
- USA
- Uzbekistan
- Warszawa
- Wietnam
- Wrocław
- Wyspy Cooka
- włochy
- Zanzibar
- ZEA
- związek
