spotkania weekendowe

W piątek zorganizowałem u siebie w domu bring-a-bottle party. Obiecałem to swojemu teamowi jeszcze zanim od nich odszedłem. Przyszła nawet moja była szefowa i na dodatek dobrze się bawiła bo zapowiedziała się że wpadnie na góra pół godziny a wyszła ode mnie kilka minut przed północą. Pozostali też mnie nie zawiedli – z perspektywy czasu myślę sobie że stanowiliśmy bardzo dobrany zespół. Miałem szczęście że mogłem z nimi pracować i lepiej się poznać. Może w przyszłości jeszcze nam to zaowocuje. Cały weekend spędziłem spotykając się z ludźmi. Rano pojechałem odebrać rower z serwisu a potem spotkałem się na lunchu z A. który na weekend wrócił z wawy. Ciekawsza praca i wyższe stanowisko w nowej firmie dobrze mu służą bo jest jakby odmieniony. Zaczął też częściej i dalej wyjeżdżać w delegacje i na szkolenia, więc będzie łatwiej utrzymywać nam kontakt i spotykać się w przeróżnych miejscach. Przyznał mi się, że odchodząc z firmy jedyne, czego najbardziej było mu żal to ludzi, bo w nowej pracy nie udało mu się powtórzyć tego sukcesu. Tego dnia spotkałem się jeszcze z A i M, który zabawnie nazywa mnie swoim księciem rozkoszy. Po jego wyjściu zupełnie nie chciało mi się spać. Grubo po północy na gg zagadała mnie koleżanka, której nie widziałem ponad pół roku. Też nie mogła spać. Od słowa do słowa i po pierwszej w nocy wpadła do mnie na pogaduchy. Siedzieliśmy tak do 3 opowiadając sobie historie z naszego życia i żartując, że kto niby powiedział, że gości nie można przyjmować w środku nocy… W niedzielę odwiedziłem rodziców, pod gryfami spotkałem się z R niespełnionym reżyserem, potem musiałem wracać do domu bo z wizytą zapowiedział się nowopoznany kolega z którym obaj zapragnęliśmy na nowo zdefiniować określenie kolega.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz