Berno – dzień 29

Minęło już 4 tygodnie od mojego przyjazdu do Szwajcarii. Autobus z domu do firmy i z powrotem zaczął na dobre wyznaczać rytm mojej codzienności. Atmosfera w pracy w miarę się unormowała, stosunki pracodawca-pracownik toczą się naprawdę w poprawnej atmosferze, nawet o trudnych sprawach rozmawiamy bez podnoszenia głosu i potrafimy żartować z nieporozumień i wpadek.
Podoba mi się, że nie obowiązuje żaden dress code. Można przychodzić w podkoszulku, krótkich spodniach i japonkach.
Firma jest duża, zatrudnia kilkadziesiąt osób, ale przestrzeni biurowej i tak jest jakby za dużo, duże są biurka, i łazienka jest urządzona jak w domu, w kuchni jest ekspres ciśnieniowy, i 6 rodzajów kawy, i 10 gatunków herbaty, i tak w ogóle wszystko jest sterylnie czyste, w standardzie bogatego, rozwiniętego kraju, który dodatkowo nigdy nie miał okazji być tak naprawdę biedny czy zniszczony. To się po prostu wszędzie czuje i to chyba jest przyczyną tego panującego tutaj wszędzie spokoju bo nikt się nigdzie nie spieszy.

Często wychodzę zjeść coś na mieście. Różnorodność dań i estetyka wnętrz zachwyca i wcale nie powala ceną i w porównaniu z zarobkami jedzenie tutaj jest tańsze niż w Polsce. Powala mnie tutejszy wybór oferowanych win, kilka razy w tygodniu kupuje co ciekawsze gatunki, degustuje i ku mojemu ogólnemu zachwytowi nie odbija się to na zasobności mojego portfela.
Kiedyś w Stanach zachwycałem się różowym winem z Kalifornii a teraz wydaje się podzielać opinie znawców, że w Kalifornii nie robi wina, tylko hawajski sok owocowy…

Moje dwupokojowe mieszkanie w bloku, wynajęte specjalnie zdala od dzielnicy emigrantów, tuż przy granicy miasta, ma bardzo przyzwoity standard. Dodatkowo całe osiedle tonie w zieleni, jest dużo ogromnych drzew liściastych i iglastych. Z balkonu mam przestronny widok na wzgórze Gurten i pasące się na łąkach krowy, poza tym oglądam zachody słońca.

Trochę denerwuje mnie tutejsza powolność życia, jakiś taki ogólny „brak ikry”. Najbardziej brakuje mi bliższych kontaktów z ludźmi. Może to dlatego, że to wciąż początki, a może to ja nie dokładam odpowiednich starań do tego, żeby zintegrować się z ludźmi. Z drugiej strony niezależnie od środowiska pewne rzeczy dla przeciętnego Szwajcara pozostaną tutaj na zawsze nieprzetłumaczalne i niezrozumiałe.

Powoli czuję że coś zyskuję dzięki temu wyjazdowi. Bardzo „zyskowny” wydał się nie tylko wtedy gdy po raz pierwszy zobaczyłem na koncie swoją wypłatę. Praca i życie w innym kraju pozwalają mi spojrzeć na wiele spraw z innej perspektywy, w pewien sposób poszerzają się moje horyzonty myślowe. Żyjąc i pracując w Polsce nie zdawałem sobie sprawy, że gdzieś indziej tak wiele rzeczy może wyglądać inaczej.
Mój obraz życia tutaj składa się z małych, z pozoru nieistotnych kawałeczków, które dopiero poskładane razem tworzą całość. Wciąż na przykład zachwyca mnie sprawa przechodzenia przez ulicę. W Szwajcarii przechodzień na przejściu dla pieszych ma rzeczywiste pierwszeństwo na drodze. Wystarczy, że zbliży się do jezdni, a już wszystkie samochody zatrzymują się, aby go przepuścić. W Polsce nikt by o tym nie pomyślał, ba! – tam czasem trzeba się tłumaczyć z przechodzenia na zielonym świetle…

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz