Od poniedziałku zapowiadał się pracowity tydzień. Zaskoczeniem dla wszystkich było nie pojawienie się w pracy Debbie – oficjalnie źle się czuła. We wtorek było podobnie z tym, że zdołała wysłać mi mail z wypunktowaną listą spraw i bezwzględnie nieprzekraczalnymi terminami ich realizacji.
Vasilka obchodziła akurat tego dnia swoje urodziny i po pracy w większym gronie wybraliśmy się do Desperado. Bylem wypluty po pracy a na zabawę ochoty nie miałem. Kiedy wróciłem do domu żołądek miałem skręcony w trąbkę, zabrałem się do pracy i pracowałem do 4 nad ranem. W środę mój dzień wyglądał tak samo i podobnie noc. W czwartek na samą myśl o pracy robiło mi się niedobrze,
Debbie zostawiając mnie ze wszystkim założyła, ze sobie poradzę. Do czwartku musiałem przygotować raporty i powysyłać je do Stanów. Sęk w tym, że nigdy wcześniej samodzielnie ich nie przygotowywałem, ba! nawet nie miałem kogo o nie dokładnie zapytać…
W piątek Emilio miał ostatecznie zaopiniować datę sign-off’u dla Szwajcarii i wtedy wyszła prawda, że na temat całego projektu wie on jeszcze mniej ode mnie. Zadawał tak podstawowe pytania, że ja na jego miejscu zapadłbym się pod ziemię. Pomyślałem wtedy, że skoro on nie ma zielonego pojęcie co się tutaj dzieje, to ja nie mam czym się stresować, bo i tak wiem dużo więcej niż on…
Skoro projekt jest taki ważny, a Debbie pojechała od środy na urlop, zostawiając cały ten szajs za sobą, to znaczy, że nie powinienem był się od początku niczym stresować…
About saberblog
sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba.
Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony.
Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
Brak kategorii i oznaczony tagami
praca,
Szwajcaria. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.