Berno – dzień 126

Marco po raz drugi zapytał mnie czy nie chciałbym z nim zamieszkać. Za pierwszym razem zbyłem go żartem, za drugim razem wyczuł odpowiedni moment i zapytał wprost. Na moją odpowiedź, że mam wątpliwości, czy to nie za wcześnie usłyszałem, że życie jest za krótkie, żeby tyle o tym myśleć i analizować i że nie będziemy wiedzieć dopóki nie spróbujemy i że w nowej sytuacji obaj ryzykujemy tyle samo.
Odwołał się nawet do drzemiącego we mnie homo oeconomicus i kazał policzyć ile dzięki temu zaoszczędzę pieniędzy. 2/3 tego co wydaję teraz zostanie mi w portfelu i standard będę miał lepszy i TV Polonie mi obiecał w abonamencie, bylebym tylko się zgodził.

– Ach dziękuję Ci uszatku za pyszne śniadanie…
– Ach puchatku, to nic takiego, czy ci smakowało…
– Oczywiście że mi smakowało, te rogaliki są takie chrupiące gdzie je kupiłeś?
– W sklepiku za rogiem hahahaha…
– Hahaha odpowiadam cienkim głosem. A co będziemy dziś robili uszatku, mój uszatku słodki ty?
– A chciałabym po sklepach pochodzić żeby urządzić nasze gniazdko. Mebelków więcej bym chciał, mój puchatku, tak tu jest pusto, jakieś może obrusiki, serwetki, narzutki, makatki, kilimki, zaludnić tu trochę, zagospodarować, co byś na to powiedział puchatku?
– A powiedziałbym z miłą chęcią. Mój uszatku ptysiu misiu, a jak już wszystko makatkami zaludnimy to co?
– Oj to będzie cudownie, mój puchatku misiu pysiu drogi…

– I co wtedy będziemy w tym cudownym gniazdu robili, brykali będziemy?
– Oj tak, brykali, ciućkali się, noskami sobie robili, nosio nosio eskimosio…

…Pomyślał we mnie mały chłopiec, schowany, łudzi się, nadzieję mając płonną..

Marco jak widzi, że się zastanawiam albo coś mnie dręczy słyszę: everything allrigt baby? – to jedyne co potrafi sklecić po angielsku.
Dobrze – odparłem – odłóżmy to na po powrocie z Chin.. Wyjeżdżam.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz