twardy reset

Debbie nie byłaby typową szefowa, gdyby czasami bez powodu mnie nie zrypała. Przyjąłem strategie, która na ogół się sprawdza. Staram się trzymać ją z dala od swojej pracy, informuję ją wyłącznie o sprawach absolutnie koniecznych, ale na co dzień nie chce mieć z nią wspólnego. W poniedziałek triumfalnie rzuciła wypowiedzeniem Jackie, a po kilku dniach to samo zrobił Rajiv a w Debbie zawrzało. Strzelała piorunami gdzie popadnie i trafiła też we mnie. Wyrzuciła mi wszystko czego nie zrobiłem albo nie dokończyłem a powinienem, umniejszając pozostałe zasługi twierdząc, że to co robie i sposób w jaki to robię jest „pointless”, na callu zrobiła ze mnie idiotę przy ludziach z banku, a gdy próbowałem się bronić wylała z siebie słowotok bzdur aż prawie otworzył mi się nóż w kieszeni. Nie było z kim rozmawiać, moje argumenty trafiały w ścianę, na skroni wyszła mi żyła, nabuzowany wróciłem do biurka, zamknąłem klapę od laptopa i dużo przed czasem wyszedłem z biura. Musiałem zrobić sobie twardy reset. Nie przeszło mi przez noc więc nazajutrz wysłałem sms ze jestem chory.
Godzę się na takie traktowanie tylko dlatego, że sowicie mi za to płaci, ale czasami mam ochotę jej zaj..ć.
Kilka dni po tym incydencie jej mąż, który pracuje piętro niżej wpadł podziękować mi za załatwianie pewnej jego sprawy. Trochę przesadzał z tą wielką wdzięcznością w kółko pytając czy może coś dla mnie zrobić. Debbie siedziała wtedy obok, za ścianką i się nie wtrącała. Za którymś razem gdy narzucał się ze swoją propozycją poprosiłem go, że jeśli naprawdę chce coś dla mnie zrobić to mógłby zabrać swoją żonę do domu.
Debbie uznała o za świetny żart.
Potem jeszcze na zebraniu zespołu poinformowała nas o swoim planowanym na początek marca urlopie, koledzy z zespołu zacierali ręce ciesząc się w skrytości ducha a ja na cały glos krzyknąłem juhhuu!
Debbie znów się śmiała co nie pozostawiło cienia wątpliwości, że trafiłem na kretynkę.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Brak kategorii i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz