Podczas spotkania w biurze brzęczy cicho mój telefon, spoglądając ukradkiem widzę numer matki.
Nie odbieram. Chwile po spotkaniu wybieram numer.
Poznaje jej głos od razu. Nie jest sama bo w tle słychać hałasy, to chyba autobus albo tramwaj..
– No cześć dzwoniłaś…
– Halo kto mówi?
– To ja. Dzwoniłaś?
– A kto mówi?
-…mamo, to ja.
– Synuś? A gdzie Ty jesteś?
– Tak, to ja mamo… w pracy jestem, ale już się zbieram do domu…
– ..a gdzie Ty jesteś?
– No jak to gdzie? Do domu już wychodzę – przecież ci mówię…
– …ale skąd Ty dzwonisz?
– Jak skąd..? Z komórki, z biura jeszcze…
– …ale gdzie Ty teraz jesteś?
– no a gdzie niby mam być? w Szwajcarii…
– A to ty synku ze S Z W A J C A R I I dzwonisz…?!
Mówi to tak głośno i donośnie żeby usłyszeli ją wszyscy wokół…
***
Będąc przez weekend we Wrocławiu pomyślałem zajrzę do galerii, popatrzę co jest, czy coś się pozmieniało.
Matka chce iść koniecznie ze mną.
Mówię że nie jest to najlepszy pomysł, ale ona nalega.
Upieram się i nie ustępuje, bo nie jest mi tam do niczego potrzebna.
Ona nalega, obiecuje że nie będzie się wtrącać do tego co sobie kupuje i za ile, chce spędzić ze mną tylko trochę czas.
Nie chcę być wyrodnym synem i w końcu się zgadzam.
W sklepie przymierzam spodnie. Widzę, z jaką dezaprobatą patrzy na ceny, ale nie przejmuje się.
Porozumiewawczo daję znak spojrzeniem żeby nie komentowała: ‘tak wiem mamo, na bazaru jest taniej, ale mi się akurat te podobają” – mowie do niej w myślach.
Spodnie są super, tylko nogawki trochę jakby przy długie.
Pytam się sprzedawczyni czy nie mają krótszych. Niestety nie ma, ale jeśli chce, mogą mi je skrócić, na środę będą gotowe.
Mówię że nie mogę czekać. Sprzedawczyni zaraz dodaje, że mogą być też na jutro jeśli poproszę o ekspres, a ja na to że jutro też mnie nie ratuje.
W końcu sprzedawczyni podejmuje ostatnią próbę, że możemy się umówić, że będą gotowe na jutro najpóźniej na 12 w południe.
Uśmiecham się, że niestety nie wchodzi to w grę, że wyjeżdżam…
I wtedy wkracza mamuśka:
– Mój syn nie może czekać, on dziś W R A C A do S Z W A J C A R I I , o 17 ma samolot, do Monachium a potem do Z U RI C H U, bo on N I E M I E S Z K A w Polsce proszę pani…
Elegancka kobieta stojąca obok w przymierzalni tylko patrzy na mnie i widać, że śmieje się widząc moja minę.
Cos mi się zdaje, ze jestem tam spalony…

o mamma 🙂