Nie poszedłem dziś do biura, bo od wczoraj drapie mnie w gardle i łupie w głowie. M przynosi mi do łóżka witaminki i podaje gorące herbatki. Nie wyglądam najlepiej, w domu „śmierdzi starym człowiekiem”, ciagle sie pocę – M ma okazję poznać mnie od strony, która do tej pory zarezerwowana była tylko dla mojej rodziny. Nie potrafię spokojnie poleżeć – laptopa zostawiłem w piątek w szufladzie biurka i teraz myślami odpowiadam na maile.
Mojemu bratu znudziły się już po trosze wizyty u mnie, przejadły się wszystkie landszafty, nieskazitelne krajobrazy, porządek, dziwne zasady, zakupy i wykwintna kuchnia. Na pytanie kiedy znowu wpadnie przekornie odpowiada czy musi…?
Zaproponowałem, że moglibyśmy spotkać się w innej scenerii, popływać jakimś katamaranem, ponurkować albo zapuścić się gdzieś na jakieś pustkowie.
Wymyśliliśmy obaj wyprawę do Iranu, bo sam pomysł wydawał się ekscytujący..
Początkowo myślał, że tylko żartuje. A ja żeby nie było, że się rozmyśle zarezerwowałem już dla nas bilety do Teheranu i teraz nie ma odwrotu…
About saberblog
sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba.
Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony.
Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
Brak kategorii. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
fuck!
ciekawe kiedy mnie na te Malediwy zabierzesz:)