Ilekroć zatrzymuje sie w hotelu – a zdarza mi sie często – lubie, żeby w pokoju panował bałagan, ponieważ stwarza on pozory jakiegoś zycia, jest namiastka intymności i ciepła, jest dowodem ze obce i nieprzytulne miejsce, jakim z natury jest każdy pokój w hotelu, zostało choćby częściowo pokonane i oswojone. W pokoju pedantycznie wysprzątanym czuje sie drętwo i samotnie, uwierają mnie wszystkie linie proste, kanty mebli, płaszczyzny ścian, razi cala ty sztywna i obojętna geometria, cale to mozolne i skrupulatne uszykowanie, które istnieje same dla siebie. Juz po kilku godzinach pobytu, pod wpływem moich nieświadomych działań wynikających z pospiechu albo lenistwa, cały zastany porządek rozsypuje sie i przepada, wszystkie rzeczy nabierają innego zycia, zaczynają wędrować z miejsca na miejsce, robi sie ciasno i barokowo a tym samym bardziej swojsko. Można poczuć sie luźniej i swojsko…
Archiwum
Tagi
- Afganistan
- amore
- Anglia
- Arabia Saudyjska
- Australia
- Austria
- Azerbejdżan
- Bahrajn
- Bali
- Brazylia
- Chile
- Chiny
- Chorwacja
- Ekwador
- emigracja
- Estonia
- Fidżi
- Filipiny
- Francja
- GH
- Gruzja
- Hawaje
- Hiszpania
- Holandia
- Hongkong
- Indie
- Irak
- Iran
- Irlandia
- Japonia
- Kanada
- Karaiby
- Katar
- Kazachstan
- Kirgistan
- Kolumbia
- Liban
- Libia
- Malezja
- Malta
- Mądrości
- Niemcy
- Nowa Zelandia
- Oman
- Pakistan
- Palau
- Panama
- Peru
- podróże
- Polinezja
- Portugalia
- praca
- RTW
- Serbia
- Seszele
- Singapur
- St. Maarten
- studia
- Syria
- Szwajcaria
- Tadżykistan
- Tajlandia
- tanzania
- Turcja
- Turkmenistan
- USA
- Uzbekistan
- Warszawa
- Wietnam
- Wrocław
- Wyspy Cooka
- włochy
- Zanzibar
- ZEA
- związek
