JBR Walk

Tak jak przypuszczałem M. zachwycił się Dubajem i całą tą otoczką bogactwa oraz luksusowych marek. Codziennie powtarzał jak niesamowicie relaksuje go leniwa atmosfera JBR Walk, zachwyca widok wysokościowców vis a vis plaży oraz estetyka i nowoczesność z jaką wybudowano to miasto. Każdy dzień spędzaliśmy bardzo leniwie, śpiąc do 11, potem śniadanie a raczej lunch, jakieś sklepy albo leżenie w słońcu a wieczorem kolacja. Pierwszy dzień spędziliśmy w Dubai Mall, wjeżdżając na Burj Khalifa i oglądając pokaz fontann przy okazji kolacji w Abdel Wahab. M. zachowywał się w miarę normalnie, o dziwo nie wpadł w żaden szał zakupowy, mało gwiazdorzył, jedna z niewielu ekstrawagancji na jakie sobie pozwolił to lunch w Caffe Armani i kolacja w JW Marriott, na którą skusił mnie ostatniego wieczoru przed wylotem. Była okazja żeby porozmawiać o zalegalizowaniu naszego związku i całej logistyce związanej z tym wydarzeniem. Zawsze wydawało mi się, że zorganizowanie naszej uroczystości to będzie pestka, ale jak zaczęliśmy głośno wymieniać się myślami i planami jak sobie wyobrażamy to wydarzenie to okazało się, że musimy chyba jeszcze trochę między sobą ponegocjować, bo inaczej nie starczy nam oszczędności życia by za to wszystko zapłacić. Po za tym wcześniej czeka nas skompletowanie wszystkich potrzebnych dokumentów a to wymaga mojej wizyty w Polsce, bo przez konsulat w Bernie będzie trwało to miesiącami i za nie małą kasę.

Unknown's avatar

O saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz