Co mnie nie zabija, wcale mnie nie wzmacnia, ale zostawia we mnie trwały ślad – pisane do samego siebie

Zobaczenie oczami dorosłego doświadczeń dzieciństwa i przeanalizowane tego, co wydawało się niewinne a nawet zasadne, przez pryzmat nadużyć czy naruszeń nie jest proste i wymaga sporego wysiłku… Podczas dzieciństwa przypadającego na okres komuny i transformacji ustrojowej doświadczamy różnych dysfunkcji, które objęły swoim zasięgiem nie tylko domy ale i szkoły, Kościół, sąsiedzkie relacje.

Jestem chyba dzieckiem toksycznych rodziców, którzy latami wikłali mnie w swoje emocje i problemy, próbując wpłynąć na mnie bym poczuł się odpowiedzialny za poprawianie im nastroju i opiekę nad nimi.

Każde spotkanie z nimi skutecznie podnosi mi ciśnienie. Unikam tych spotkań jak ognia, odwiedzam ich nie więcej niż trzy razy w tygodniu i staram się żebyśmy nie byli wtedy sami, bo w ich towarzystwie zawsze mocno muszę się kontrolować, żeby nie eksplodować choć mikroudary dzięki nim przechodzę zapewne regularnie.

Z perspektywy ostatnich tygodni widać poprawę, próbują się dogadać, mój ojciec skapitulował, schował męską dumę do kieszeni i przyjął strategie robienia wszystkiego na jedno tylko kiwnięcie palcem mojej matki.

Moje rozmowy z nią ograniczają się tylko do potakiwania głową, ale kiedy temat schodzi w niebezpieczne rewiry i oczekuje ode mnie przyznania jej racji – milczę.

Mam toksyczną matkę z syndromem nauczycielki, która wszystko musi wiedzieć i na wszystkim zna się najlepiej, używa jednego argumentu – masz robić co ci każę, a nie myśleć.

Na stare lata zamkniemy ją z bratem w zakładzie, niech terroryzuje personel.

Rodzice na stare lata stają dziećmi. Ojciec ciągle pożycza ode mnie pieniądze, nie wiem na co, bo nie pytam, a potem oddaje mi w ratach, żeby na koniec znowu pożyczyć. Wkurzam się, bo mają swoje oszczędności, ale nie lubią z nich korzystać, wolą pożyczyć.

Za tydzień wyjeżdżają do naszego domu nad jeziorem, nie będzie ich przez cale lato, nie przeszkodziło to jednak matce ukwiecić cały balkon pelargoniami, co wiąże się z regularnym podlewaniem.

Wczoraj usłyszeliśmy z bratem, ze cotygodniowe podlewanie zostawia nam, wiec przez następne kilka miesięcy będę co tydzień jeździł na drugi koniec miasta podlewać jej habazie. Na nic tłumaczenia, że ogródek ma tam, po co angażuje nas w rzeczy, na które nikt nie ma czasu a kwiatki na balkonie i tak zdechną. Wszystkie sąsiadki i koleżanki  się na nią wypięły, to nie te czasy żeby angażować ludzi w swoje sprawy. Oczami wyobraźni widzę już jak naście razy dziennie dzwoni i pisze do mnie smsy czy podlałem jej już te kwiatki, których nawet nikt nie ogląda, kiedy ona jest 400km od Wrocławia. Jak przypomnę sobie ostatnie lata, afrykańskie upały, zmęczenie po całym dniu pracy i jej upierdliwe telefony mam ochotę w tym roku zmienić numer telefonu, żeby dala mi wreszcie spokój.

Matka kupiła 50 kilo kartofli, według niej w bardzo korzystanej cenie, trzyma jej w piwnicy, lada dzień zalegną się tam gryzonie, więc wydzwania teraz po dzieciach i każe nam je sobie odebrać. Ja ziemniaki jadam raz na kwartał, nie mam nawet gdzie ich trzymać, no chyba że przesypałbym je sobie do wanny. Chyba kupię sobie psa i „ożenię” ją z jego wyprowadzaniem. Strategia wymuszania określonego zachowania, wzbudzająca wstyd, lek i poczucie winy mogłaby się sprawdzić.

Z wynajmowanego mieszkanie na dniach wyprowadzają się lokatorzy, czeka mnie remont kuchni i związane z tym wydatki. Boje się myśleć ile będzie mnie to kosztowało, ale jeśli nie zrobię remontu teraz, będę tego żałował. Patrzę w excela z wydatkami, na konto w banku i kombinuję jak za to zapłacić i wciąż mieć na wyjazdy pod koniec roku.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.