Skopje w maju

Postanowiłem skorzystać w tym roku z majówki i wypadającego przedłużonego weekendu. Od kilku tygodniu jestem na nowym projekcie, jest intensywnie, Brytole pracują normalnie, więc to my musimy się do nich dostosowywać. Szefowa zespołu pokręciła trochę nosem, gdy postawiłem ją przed faktem, że znikam, ale nie dałem jej wyboru. Bilet na samolot kupiłem już dawno, urlop na czwartek mialem zaklepany w styczniu, wszyscy święci go klepnęli a że nastała nowa rzeczywistość – trudno, nie było opcji, musiała mnie puścić. Trochę plułem sobie w brodę, bo lot do Skopje miałem wcześnie rano, i zamiast się wyspać drałowałem na lotnisko łapać samolot. Choć w pakowaniu jestem mocno wprawiony, tym razem szło mi to opornie, walizkę szykowałem dopiero rano, bo wcześniej wszystko inne wydawało się najważniejsze. Udało kupić mi się bilety na koncert M. Damięckiej na dodatek w pierwszym rzędzie więc temu wydarzeniu podporządkowałem cały swój piątkowy grafik. Doleciałem bez trudu, dojechałem do hotelu, taksówka wzięta spod lotniska nie okazała się przejazdem za bajońską sumę, nie czułem się oszukany ani zrobiony w trąbę. Dostałem bardzo ładny przestronny pokój, hotel okazał się czysty i wygodny, położony prawdziwie w centrum, blisko głównego placu miasta i turystycznych atrakcji. Chciałbym napisać, że pierwszego dnia po przyjeździe rzuciłem się w wir zwiedzania, że obudził się we mnie zmysł podróżnika, rzuciłem tylko walizkę i natychmiast pobiegłem do centrum napawać się atmosferą miasta. Nic z tych rzeczy, wziąłem prysznic, otworzyłem butelkę wina, wyciągnąłem książkę, usiadłem w oknie przez, które przebijały się promienie wiosennego słońca, potem leżałem leniwie na łóżku niczym leniwiec, obejrzałem film sącząc wino i … poszedłem wcześniej spać rekompensując sobie nieprzespanych kilka nocy, zupełnie bez wyrzutu, po prostu, taką miałem akurat ochotę.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 Responses to Skopje w maju

  1. architektrzeczywistosci's awatar architektura rzeczywistości pisze:

    Majówka idealnie w moim stylu 😉

  2. salmiaki's awatar salmiaki pisze:

    Zawsze ciekawi mnie, jak wygląda pokój hotelowy. Fajnie, że wstawiłeś zdjęcia 🙂

Dodaj komentarz