Aszchabad – dzień 2

Aszchabad to miasto, które dosłownie powstało z gruzów. W latach 40. ogromne trzęsienie ziemi zmiotło z powierzchni ziemi jego wcześniejsze wcielenie, ale miasto się nie poddało – odrodziło się nowoczesne, pełne kontrastów i niespodzianek. 

Spacerując po Aszchabadzie, nie sposób nie zauważyć jego radzieckiej duszy – monumentalne place, Łuk Neutralności, Lenin na pomniku i szerokie aleje przypominają o czasach, które – choć minione – wciąż są obecne w miejskim krajobrazie. Ale nie brakuje tu też meczetów, kolorowych galerii i zadbanych ogrodów, które wnoszą do tej marmurowej opowieści nieco życia i barw. Wszystko zrobione z rozmachem – tu nawet skromny plac wygląda jak miejsce parady wojskowej.

Jeśli chcesz zobaczyć prawdziwą duszę Turkmenistanu, musisz ruszyć poza stolicę – tam, gdzie pustynia Kara-Kum spotyka się z historią. To właśnie tu znajdziesz opuszczone twierdze, dawne stolice imperiów i dziedzictwo, które przetrwało wieki – Nisa, Merv i Kunya-Urgench to miejsca, gdzie czas zdaje się płynąć inaczej. Cicho, spokojnie, niemal mistycznie – idealne do tego, by zgubić się w przeszłości.

Choć Turkmenistan przez długi czas uchodził za jedną z najbiedniejszych republik byłego ZSRR, sytuacja zmieniła się wraz z odkryciem gigantycznych złóż gazu i ropy. Te surowce zaczęły zasilać budżet, a Aszchabad z miasta pełnego blaszanych baraków przeobraził się w marmurową metropolię z pozłacanymi meczetami i szerokimi, czteropasmowymi drogami. Problem w tym, że te cuda architektury i infrastruktury służą głównie elitom – przeciętny Turkmen żyje z dala od luksusów, pasie kozy, chodzi w butach z opon i marzy co najwyżej o rowerze.

A teraz czas na nieco lokalnej legendy politycznej… Po upadku komunizmu kraj dostał władcę, który wyglądał jak wujek z zakładu karnego, ale rządził jak artysta absurdu. Saparmurat Nyýazow – znany światu jako jeden z najbardziej osobliwych dyktatorów – zakazał opery, cyrku, baletu, a także… psów w Aszchabadzie (bo, jak stwierdził, brzydko pachną). Zakazał też długich włosów i bród, i… zamknął wszystkie szpitale poza stolicą.

A żeby było jeszcze ciekawiej, napisał własną „świętą księgę” – Ruhnamę, która miała być czytana na równi z Koranem, a jej znajomość była obowiązkowa m.in. przy zdawaniu prawa jazdy. Tak, serio.

Kiedy myślisz, że już nic cię nie zaskoczy, wchodzisz na Plac Centralny i widzisz… gigantyczny betonowy monument w kształcie rakiety, na którego szczycie złoty posąg prezydenta obraca się za słońcem. Tak, cały dzień kręci się, by zawsze mieć twarz zwróconą ku światłu. Totalny kosmos – i idealny symbol tej marmurowej megalomanii, gdzie granica między rzeczywistością a surrealizmem nie istnieje.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz