Dzień Dziecka to naprawdę genialny wynalazek. Niby święto dla najmłodszych, ale jak się dobrze zastanowić, to każdy z nas nosi w sobie to wewnętrzne, szalone, ciekawe świata dziecko. Zapominamy o tym, że życie bez dziecięcej radości, bez śmiania się z głupot, bez marzeń i ciągłego „a dlaczego i po co?” byłoby po proste nudne i nie do wytrzymania.
Więc może to dobry dzień, żeby sobie przypomnieć, że warto to dziecko w sobie pielęgnować. Chyba można być dorosłym, odpowiedzialnym, mieć kalendarz pełen spotkań i rachunki do zapłacenia, a jednocześnie cieszyć się z dmuchawców, lodów, drewnianego mamuta ślizgawki albo skakać przez kałuże bez powodu.
Dziś rano, punkt ósma, zadzwonił do mnie brat:
– Weźmiesz bratanicę do parku?
Odruchowo, półprzytomny, jeszcze przed poranną kawą z iPadem przed nosem, odpowiedziałem:
– Nie dam rady, mam prezentacje do skończenia.
Odłożyłem telefon… i coś mnie tknęło. Oddzwoniłem.
– Dobra, jadę.
Bo wiadomo – dziecko, park, słońce, rodzina. Tego się nie odkłada na potem.
Ciekawe tylko, co jutro powiedzą mi w pracy, jak usłyszą, że prezentacja nie powstała, bo musiałem iść pohuśtać się w parku. Ale co tam – wewnętrzne dziecko triumfuje.
About saberblog
Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata.
Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba.
Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze?
Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier.
Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami.
Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę.
A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Co tam prezentacja? Ty też potrzebujesz czasem się pohuśtać 😉
Czasu nie cofniesz, ale myślę, że to była najwłaściwsza decyzja.., na ten moment 😉
Bratanica i huśtawka, musiała wygrać z prezentacją. Jeszcze w Dniu Dziecka. Nie było innej opcji.
Tak, popisałem się. 😄