Po co poszedłem do biura po takiej podróży – sam nie wiem. Może z poczucia obowiązku, może z wewnętrznej potrzeby, a może po prostu dlatego, że i tak miałem dentystę w centrum i musiałem się ruszyć z domu. Wrocławskie biuro przywitało mnie jak zwykle – hałasem, chaosem i niespodzianką.
Ledwo usiadłem, zawył alarm przeciwpożarowy. Cały budynek musieliśmy opuścić natychmiast, potem 30 minut stania pod chmurką, po czym wróciliśmy na górę. O 11 miałem interview z kandydatem – zdążyłem powiedzieć „cześć” i znowu alarm. Tym razem wyło jeszcze głośniej, bardziej rozpaczliwie. Przeprosiłem kandydata i zostawiłem go z koleżanką, która lepiej to przewidziała i prowadziła rozmowę zdalnie z domu.
Znowu ewakuacja, tym razem grubsza i dłuższa bo przyjechała straż pożarna i policja. Z nudów więc poszedłem kupić sobie lunch. Gdy wróciłem budynek był nadal zamknięty, ludzie snuli się w kółko, ktoś żartował, ktoś się wkurzał.
Dla żartu zapytałem, czy „ten ktoś już skoczył i czy wiemy, kiedy wrócimy do pracy” i tak oto, zupełnie niechcący, zostałem autorem nowej firmowej plotki. Wychodząc, słyszałem już gorące dyskusje czy to był błąd techniczny, czy faktycznie ktoś próbował skoczyć z dachu.
About saberblog
sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba.
Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony.
Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
praca i oznaczony tagami
praca. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.