Powrót do pracy i weekend

Musiałem wrócić – w piątek wieczorem była firmowa impreza na stadionie, a nie chciałem się tłumaczyć, dlaczego będąc niby na L4, wieczorem imprezuję i jestem królem parkietu.
Zameldowałem się więc w biurze bez zapowiedzi a i nikt się mnie tam nie spodziewał. A jak już zorientowali się, że pracuję, to sypnęły się zadanka, prośby, problemy. Przyjmowałem je pokornie, z uśmiechem, wiedząc, że o 15:00 zamknę komputer i po prostu wyjdę.

Moje podejście do pracy… no cóż. Karygodne. Ale nikt na razie nie mówi ani słowa, więc będę jechał na oparach dobrej reputacji tak długo, jak się da.

Niedziela całe przedpołudnie na rowerze ponad 40 km. Słońce złapało mnie przez rękawki i nogawki, więc opalenizna wygląda przekomicznie paski jak u zebry. Ale jestem zadowolony, bo przewietrzyłem głowę i nie gniłem w domu.

Dziś wieczór z robotą – muszę przygotować coś dla szefa na wtorek. Pewnie zajmie mi to cały wieczór, ale dam radę, bo w sobotę za tydzień lecimy z koleżanką na Azory. Zostało tylko pięć dni pracy.

Jeszcze tylko pięć dni.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz