Wieczorem pojechaliśmy do Furnas – miejscowości słynącej z gorących źródeł i termalnych kąpielisk. Miejsce okazało się perfekcyjnie zorganizowane: cztery baseny z wodą o temperaturze 40°C, klimatyczne oświetlenie, czyste szatnie i pełna infrastruktura. Ciepła woda i rześkie, ale nie zimne powietrze tworzyły idealną równowagę gwarantującą absolutny relaks.



São Miguel to raj dla miłośników termalnych kąpieli a najbardziej znane źródła znajdują się właśnie tutaj w Furnas – w sercu geotermalnej doliny, gdzie z ziemi nieustannie wydobywa się para i śmierdzące siarkowe wyziewy. Czuć, że stąpa się po aktywnym wulkanie. Temperatura wody różni się w zależności od ujęcia i waha się od 28 do 40 stopni, a temperatura gazów z fumaroli potrafi przekraczać 100 stopni. Robi to ogromne wrażenie, zwłaszcza gdy widzi się, że tuż obok, niemal na granicy dymiących szczelin, normalnie toczy się życie: ludzie mieszkają, gotują, wychowują dzieci.
Kolację zjedliśmy do Furnas, gdzie unoszący się w powietrzu zapach siarki był nie do pomylenia z niczym innym. W lokalnej restauracji „Tomy”, serwowano tradycyjne cozido das Furnas – danie przygotowywane przez kilka godzin w naturalnie gorącym gruncie, mieszankę różnych mięs i warzyw, powoli duszoną w podziemnym naturalnym „piecu”. I choć zapach wokół był mocno intensywny, samo danie okazało się zaskakująco delikatne.
Pierwszy dzień na São Miguel był jak łagodna aklimatyzacja zarówno geograficzna, jak i mentalna. Odległość od kontynentu czuć nie tylko w długości lotu, ale i w innym, wolniejszym rytmie życia, ciszy oraz przestrzeni. Azory wydają się nieco zapomniane przez świat – i to chyba ich największy atut.













Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.