Wieczorne kąpiele w Furnas

Wieczorem pojechaliśmy do Furnas – miejscowości słynącej z gorących źródeł i termalnych kąpielisk. Miejsce okazało się perfekcyjnie zorganizowane: cztery baseny z wodą o temperaturze 40°C, klimatyczne oświetlenie, czyste szatnie i pełna infrastruktura. Ciepła woda i rześkie, ale nie zimne powietrze tworzyły idealną równowagę gwarantującą absolutny relaks.

São Miguel to raj dla miłośników termalnych kąpieli a najbardziej znane źródła znajdują się właśnie tutaj w Furnas – w sercu geotermalnej doliny, gdzie z ziemi nieustannie wydobywa się para i śmierdzące siarkowe wyziewy. Czuć, że stąpa się po aktywnym wulkanie. Temperatura wody różni się w zależności od ujęcia i waha się od 28 do 40 stopni, a temperatura gazów z fumaroli potrafi przekraczać 100 stopni. Robi to ogromne wrażenie, zwłaszcza gdy widzi się, że tuż obok, niemal na granicy dymiących szczelin, normalnie toczy się życie: ludzie mieszkają, gotują, wychowują dzieci.

Kolację zjedliśmy do Furnas, gdzie unoszący się w powietrzu zapach siarki był nie do pomylenia z niczym innym. W lokalnej restauracji „Tomy”, serwowano tradycyjne cozido das Furnas – danie przygotowywane przez kilka godzin w naturalnie gorącym gruncie, mieszankę różnych mięs i warzyw, powoli duszoną w podziemnym naturalnym „piecu”. I choć zapach wokół był mocno intensywny, samo danie okazało się zaskakująco delikatne.

Pierwszy dzień na São Miguel był jak łagodna aklimatyzacja zarówno geograficzna, jak i mentalna. Odległość od kontynentu czuć nie tylko w długości lotu, ale i w innym, wolniejszym rytmie życia, ciszy oraz przestrzeni. Azory wydają się nieco zapomniane przez świat – i to chyba ich największy atut.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz