Powrót z wysp, czyli wszystko wszędzie i naraz

Matko, ile ja wracałem z tych Azorów, Portugalia niby blisko, ale z dwiema przesiadkami miałem wrażenie, że ta podróż nie ma końca, 20 godzin mi zeszło. Najgorsze było nie samo latanie, ale te przerwy między lotami – dłuższe niż same przeloty, najpierw Lizbona, potem Frankfurt. Niby lotniska międzynarodowe, cywilizacja, ale ledwo zdążyłem coś zjeść. W zasadzie jakbym nie zjadł tam czegoś na szybko, to po powrocie umarłbym z głodu, bo w lodówce w domu pustka jakby po wojnie.

Jedyny plus w tej sytuacji był taki, że się wyspałem w samolocie, zadziałało to że byłem kompletnie wyczerpany. Wróciłem do domu grubo po pierwszej w nocy, ale mimo to włączyłem jeszcze pranie, rozpakowałem walizkę i dopiero wtedy padłem na łóżko.

A na koniec oczywiście, popełniłem błąd – sprawdziłem maile. Nie wiem, co mnie podkusiło, bo po powrocie z Azorów, ostatnie, co powinienem robić, to zaglądać do służbowej skrzynki. Ale zajrzałem i teraz już wiem, co czeka mnie w pracy. Trochę się przeraziłem, ale też jakoś dziwnie mnie to nie ruszyło.

Rano, wbrew rozsądkowi czy lenistwu, wskoczyłem na rower. Warto było trochę przewietrzyć głowę, rozruszać nogi po tylu godzinach siedzenia. Zrobiłem pętlę wokół Wrocławia, wróciłem, a o trzynastej już byłem w restauracji na rodzinnym obiedzie. To też było bardzo przyjemne, bo w miarę ciepło, normalnie, domowo.

Nieznane's awatar

About saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba. Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony. Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii podróże i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz