Może będę miał katar

W consultingowym świecie czasem trafia się taki moment, kiedy zegar zwalnia, a ty czekasz na kolejny projekt. To normalne, choć potrafi podciąć skrzydła. Mówi się wtedy, że najlepiej spożytkować ten czas na wspieranie innych inicjatyw w firmie – od sprzedaży, przez naukę, po współpracę z innymi zespołami – by nie stracić rytmu, formy i głodu ogólnorozumianego rozwoju. Najczarniejszy scenariusz znaczy utratę pracy.

Są okresy, kiedy to czekanie jest naturalne – poprzedni projekt dobiega końca, nowy jeszcze się klaruje. Ale czasem tzw. „ławka” się wydłuża. Rynek zwalnia, projekty się kurczą, a człowiek uczy się cierpliwości i tego, jak nie zardzewieć z nicnierobienia.

Dla mnie takie chwile to okazja do odpoczynku, ładowania wiedzy, szlifowania umiejętności i porządkowania materiałów z minionych projektów. To też czas, żeby utrzymywać kontakt z szefami i kolegami – nawet tymi mniej lubianymi – bo nigdy nie wiadomo, kiedy pojawi się zalążek nowej przygody.

Od kilkunastu miesięcy byłem jednak na jednym projekcie – stabilnym, wymagającym, ale też coraz mniej ekscytującym. Przewidywalność zaczęła wygrywać z adrenaliną, a jak to w korporacji: jeśli robisz swoją robotę dobrze i nie narzekasz, to dostajesz jej więcej. W praktyce – robiłem za dwóch, opiekowałem się 10 osobowym zespołem w Indiach, a jeśli coś szło nie tak, wszystko lądowało na moim biurku.

Od miesięcy powtarzałem swojej przełożonej, że chciałbym coś zmienić – najlepiej projekt związany z HR lub zarządzaniem zmianą. Niestety, takich okazji było jak na lekarstwo. Aż tu nagle – telefon. Partnerka z innego oddziału w Polsce szuka ludzi do wsparcia projektów. Moje CV powędrowało do niej, ostatecznie w świat, bez większych oczekiwań z mojej strony.

Ku mojemu zdziwieniu, już następnego dnia odezwała się z prośbą o rozmowę. Potem kolejne CV, kolejny kontakt – tym razem z zespołu w Katarze. A po dziesięciu minutach – wiadomość, że partner z naszego oddziału w Katarze chce ze mną porozmawiać.

Spotkanie było szybkie, konkretne. Okazało się, że desperacko potrzebują kogoś na projekt dla wieloletniego klienta. Termin bliski, wyjazd na kilka tygodni, ale zamiast mnie to zniechęcić – poczułem, że to jest to.

Zaczęły się przygotowania: brief o projekcie, oczekiwania klienta, styl komunikacji. Z każdą informacją coraz bardziej widziałem siebie w tej roli. Wciąż jednak nie wierzyłem, że to się wydarzy tak szybko – w naszej branży takie rzeczy zwykle ciągną się w nieskończoność.

Obecny klient na wieść o moim odejściu zareagował, delikatnie mówiąc, negatywnie. Chce mnie zatrzymać na kolejne dwa miesiące, ale tym już zajmuje się moja przełożona. Ja mam jutro rozmowę z potencjalnym klientem z Kataru. Podobno moje cv wpadło jej w oko, konkurencji nie mam, a partner w Katarze trzyma za mnie kciuki.

Jeśli rozmowa pójdzie dobrze – uruchomię wszystkie siły i w kilka dni przeniosę się do nowego świata. A wtedy zacznie się kolejny rozdział mojej konsultingowej przygody.

***

Spotkanie się nie odbyło. Pani się nie pojawiła. Albo była zajęta albo zapomniała. Czekam na nowe zaproszenie.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz