Moje spotkanie z klientem trwało równe 12 minut. Cała zabawa polegała na tym, że pani po drugiej stronie waliła pytaniami jak z karabinu maszynowego, a ja musiałem odpowiadać w tempie olimpijskiego sprintera. Na szczęście miałem „tajną broń” w postaci koleżanki Rosjanki, która wcześniej mnie na to przygotowała.
Teoretycznie powinienem powołać się na „klauzulę sumienia” i stwierdzić, że absolutnie nie chcę z nią współpracować, ale stwierdziłem, że co mi tam, najwyżej będzie z tego przygoda. Rozmawialiśmy dwa razy po pół godziny aby poznać jej punkt widzenia i wiedzieć czego się spodziewać.
Na rozmowę z klientem poszedłem w trybie „luzik arbuzik” może nawet trochę za bardzo. Moja strategia brzmiała: będzie co będzie, najwyżej nic z tego nie będzie i nie była to najbardziej przemyślana taktyka w historii ludzkości, ale z drugiej strony to tylko kolejny klient, kolejne doświadczenie.
Po 12 minutach bombardowania pytaniami usłyszałem, że według tej pani jestem już gotowy na projekt, który czeka na mnie w Dosze. Grzecznie poprosiłem o oficjalne potwierdzenie od partnerki z Kataru, czy faktycznie wchodzę w ich branżę i do tego projektu. W odpowiedzi dostałem zrzut ekranu z telefonu, z którego jasno wynikało, że od najbliższej niedzieli mam się stawić na miejscu w Katarze. Czyli innymi słowy pakuj walizki Piotruś, przeprowadzasz się do Kataru!
About saberblog
sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera.
Jestem szczęściarzem, w czepku urodzony, z poukładanymi priorytetami, który podąża za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo w ten sposób obserwuję siebie i całą resztę. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym. To bardzo przyjemne uczucie, zrobić w życiu coś dla siebie, wbrew temu co mówią inni, co wypada, co należy albo trzeba.
Czasem mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracować, dopiero co wyemigrował z Polski, rzucił pracę, wyruszył w podróż dokoła świata, odwiedził ponad 90 krajów. Innym razem łapię się za głowę, ile to już lat minęło, ile po drodze się wydarzyło. Czas jest fajną materią, taką bezkresną i niedotykalną. Fajnie obserwować emocje swoje i innych. Elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę systematycznie – to jedna z niewielu rzeczy, które w życiu robie naprawdę regularnie, bo zwykle na bakier u mnie z obowiązkowością. Czasem wracam do spraw np. sprzed roku i okazuje się, że gdy patrzę na tamten czas choćby z perspektywy dwunastu miesięcy, widzę, że był on naprawdę wypełniony.
Myślę że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi życiowego „pionu”. A tak zawsze mogę spojrzeć na przeszłość z dystansu i zobaczyć czy udało mi się zrealizować swój zamierzony plan, zweryfikować gdzie popełniłem błędy albo po prostu pamiętać o tych wszystkich miłych wydarzeniach, których byłem uczestnikiem.
Ten wpis został opublikowany w kategorii
praca i oznaczony tagami
Katar,
podróże,
praca. Dodaj zakładkę do
bezpośredniego odnośnika.
Trzymałam kciuki, ale teraz już sama nie wiem… Katar?
No super 🙂
Katar. Kraj na Bliskim wschodzie. Ropa gaz to tam. I ja tam też
Na długo ten kontrakt?
Najpierw 6 tyg. później 6 m-cy
Mam nadzieję, że nie będziesz żałować….
Super! Gratulacje no i czeka nas na blogu nowy rozdział 😉
Cieszę się i stresuje jednocześnie co z tego wyniknie, mam ochotę na tę przygodę 🙂
To spora zmiana, ale też z opcją powrotu, więc jak coś bezpiecznie będziesz mógł wrócić do swojej rzeczywistości. Wyjazdy i możliwość życia przez chwilę w innej kulturze, bycia blisko, nie jako turysta, ale osoba żyjąca codziennością za granicą, to był kawałek, którego zazdrościłam pracownikom firm consultingowych. Ja każdy projekt realizuję w tej samej lokalizacji, a wypad do Gdańska wydaje się już ogromną zmianą. Korzystaj i koniecznie dawaj znaka, jak takie katarskie życie wygląda.
Mam podobne przemyślenia tzn. fajnie, że tak się złożyło. Nie wiem jeszcze, czy mi się tam spodoba, bo te upały trochę odstraszają 😅 Ale teraz to tylko kilka tygodni, więc stwierdziłem, że spróbuję. Jak nie podejdzie, to na dłużej do Kataru na pewno się nie wybiore
Ponoć klima jest nawet na przystankach autobusowych więc może się okazać, że upałow nie odczujesz bardziej niż u nas