Niedziela

Po tym, jak zostałem przyjęty do projektu, ruszyła cała lawina logistyki, wymiany maili, planów i ustaleń na najbliższe dni. Wszystko brzmiało ekscytująco, ale szybko okazało się, że diabeł tkwi w szczegółach – największym problemem była wiza. Wszyscy dookoła mówili, że spokojnie wjadę na turystycznej, a tu nagle niespodzianka: do Kataru potrzebuję wizę pracowniczą. Szczerze? Wcale mnie to nie zdziwiło, w końcu mówimy o wyjeździe służbowym na tygodnie, a może nawet miesiące. Przyjąłem to więc ze stoickim spokojem.

Z koleżanką, która miała przekazać mi wiedzę, ustaliłem, że w poniedziałek punkt 8.00 rano zaczynamy szkolenie. Brzmiało klarownie. W międzyczasie skrzynka pocztowa płonęła od wiadomości – dowiedziałem się m.in., że nie pojawię się w biurze w Katarze 14 sierpnia, jak planowano, tylko tydzień później, a do tego czasu pracuję zdalnie.

Czwartek wieczorem wróciłem do domu padnięty, a w głowie miałem tylko to, że w piątek, mimo dnia wolnego, dalej tkwię w starym projekcie. I tak cały piątek przeleciał na rzeczach, z którymi wolałbym nie mieć już nic do czynienia. Sobota – zakupy, trochę roweru, próba złapania ostatnich chwil relaksu przed nowym etapem. Nawet sprawdzałem maila, żeby zobaczyć, czy nie ma zaproszenia na poniedziałkowe spotkanie i dziwne, bo nic nie przyszło, ale myślałem sobie: „Spokojnie, mamy przecież dogadane”.

Sobota – kolejna jazda na rower, wróciłem zmęczony, marzyłem tylko o łóżku i spałem do późna.

Niedzielny poranek – przypadkiem rzucam okiem na służbowy telefon, którego zwykle nawet nie włączam w weekendy a tym razem miałem tylko wyciszony. I bum! Kilkanaście wiadomości, nieodebrane połączenia – wszyscy się do mnie dobijali.

Okazało się, że oni oczekiwali, że już w niedzielę o szóstej rano będę online, gotowy do pracy! Instalacja aplikacji, konfiguracje laptopa, cała zabawa w przygotowanie środowiska klienta. Dzwonili wszyscy: partnerka z Kataru, ludzie z Polski, chyba łatwiej byłoby powiedzieć, kto nie próbował się ze mną skontaktować.

Zatkało mnie. Odpisałem więc na szybko, trochę lawirując, że nie ma mnie w domu, że to chyba jakieś nieporozumienie, bo przecież umawialiśmy się na poniedziałek. Zaproponowałem że mogę włączyć się dopiero po 15, co nie spotkało się ze zrozumieniem. Usłyszałem parę gorzkich słów, a kawałki niedojedzonej bułki dosłownie stanęły mi w gardle. Stres sięgnął zenitu. Zamiast roweru było szybkie pakowanie i jazda do biura. Punkt dwunasta byłem online, instalowałem , konfigurowałem łapiąc oddech. O 14 ruszyło szkolenie. Trzy godziny intensywnego słuchania i notowania w głowie tylko jedna myśl: jak niby mam w trzy godziny przyswoić dwa lata czyjejś pracy?

Wróciłem do domu, a tu kolejne sprawy do ogarnięcia: zgody na wyjazd, papierologia, logistyka a na deser błąd logowania do systemu. Idealnie. Jest 22:00, o 6. zaczynam dzień, więc pobudka po 4. Materiałów nie mogę nawet przejrzeć, bo nic mi nie działa. Wiem, że jutro będzie naprawdę ciężko.

I tak szczerze w takich chwilach człowiek ma ochotę rzucić to wszystko. Biurokracja, chaos, stres, pałowanie się z nie swoimi sprawami – a najgorsze, że sam dałem się w to wplątać. Pocieszam się tylko myślą, że w najgorszym razie nigdzie nie pojadę i będę miał święty spokój.

Nieznane's awatar

About saberblog

Sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera. Jestem szczęściarzem, chyba rzeczywiście urodziłem się w czepku, mam poukładane priorytety i co chyba najważniejsze, podążam za swoją pasją. Lubię pisać bloga, bo dzięki niemu mogę przyglądać się sobie, swoim emocjom, a przy okazji także całej reszcie świata. Udowodniłem sobie, że jestem człowiekiem wolnym i otwartym i to naprawdę przyjemne uczucie - zrobić w życiu coś dla siebie, czasem nawet wbrew temu, co mówią inni, wbrew temu, co wypada, co należy, co trzeba. Czasami mam wrażenie, jakbym dopiero co skończył studia, niedawno zaczął pracę, chwilę temu wyemigrował z Polski, rzucił wszystko i ruszył w podróż dookoła świata, akbym dopiero co odwiedził kolejny, sto któryś kraj. A innym razem łapię się za głowę i myślę: ile to już lat minęło? Ile rzeczy wydarzyło się po drodze? Czas jest fascynującą materią - bezkresną, nieuchwytną, a jednak zostawiającą po sobie ślady, lubię obserwować własne emocje, ale też emocje innych ludzi. Może właśnie dlatego ten elektroniczny pamiętnik staram się prowadzić w miarę regularnie. To zresztą jedna z niewielu rzeczy, które robię w życiu naprawdę systematycznie, bo z obowiązkowością zazwyczaj jestem trochę na bakier. Zdarza mi się wracać do wpisów sprzed roku czy kilku lat i wtedy często odkrywam coś ciekawego: patrząc na tamten czas z perspektywy zaledwie dwunastu miesięcy, nagle widzę, jak bardzo był wypełniony, ile się wydarzyło, ilu ludzi pojawiło się na mojej drodze, ile emocji zostało gdzieś zapisanych między kolejnymi akapitami. Myślę, że gdyby nie ten blog, brakowałoby mi w życiu takiego mojego własnego „pionu”. Czegoś, co pozwala mi na chwilę się zatrzymać, spojrzeć wstecz i złapać właściwą perspektywę. A tak zawsze mogę wrócić do przeszłości i z pewnego dystansu zobaczyć, czy udało mi się zrealizować to, co sobie zamierzyłem, mogę sprawdzić, gdzie popełniłem błędy, co zrobiłem dobrze, a przede wszystkim - przypomnieć sobie te wszystkie dobre, czasem zupełnie niepozorne chwile, których byłem uczestnikiem. I chyba właśnie za to najbardziej lubię pisać, aby nie pozwolić, by życie, które tak szybko płynie, zbyt łatwo mi umknęło.
Ten wpis został opublikowany w kategorii praca i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 Responses to Niedziela

  1. Ultra's awatar Ultra pisze:

    Z tego wynika, że wszedłeś z deszczu pod rynnę i święty spokój diabli wzięli.

  2. architektrzeczywistosci's awatar Architektura rzeczywistości pisze:

    Weź kilka głębokich oddechów, pomyśli ile razy było bardzo podobnie, a jednak wszystko się poskładało. Każdy projekt ma swoje momenty chaosu, gdzie wydaje się, że nad niczym nie mamy kontroli. Korporacje czasem nakręcają i eskalują sytuacje, co niewiele tak naprawdę przyspiesza, ale przynajmniej każdy ma poczucie, że zrobił co mógł i może powiedzieć, że był zaangażowany 😉 Od rana wypij dobrą kawę!

    • saberblog's awatar saberblog pisze:

      Tak wiem że masz racje. To samo sobie powtarzam i staram się być jak czołg. Momentami jednak mam małe momenty krótkie chwile kiedy żałuję że nie wysyłają mnie np do Gdańska

Dodaj komentarz